Ania Dąbrowska bawi się świetnie, a my razem z nią. Z nową płytą zabiera nas w intymną, nostalgiczną podróż w poszukiwaniu straconych chwil i beztroski. Urzeka słodką bezbronnością dziewczyny, która nie chce dorosnąć. Ania konsekwentnie trzyma się tego, w czym czuje się najlepiej – klimatów retro, ciepłych, pastelowych brzmień. Od pierwszej do ostatniej sekundy Bawię się świetnie jest jak senne marzenie, z którego naprawdę trudno się obudzić i powrócić do zwykłej rzeczywistości.

Album otwiera najdłuższa, bo nieco ponad pięciominutowa Nadziejka. Zbudowana w zasadzie na czterech akordach, to zdecydowanie nastrojowa, kołysząca kompozycja, wprawiająca w przyjemny trans. Już tutaj pojawia się obecny przez całą płytę motyw snu i ucieczki w prywatny świat. Podobnie jest w tytułowym Bawię się świetnie – niedospane sny i próba ukrycia się przed wielkim, złym światem. Ale ponadto z utworu wyłania się portret dziewczyny, która w ogóle nie odnajduje się we współczesnym świecie, która śpiewa: Nauczyłam się barwnie żyć, głośno kląć, szampana pić. Wciąż tworzy sztuczne kreacje, maskuje się makijażem i przebierankami, próbuje przekonać świat, a także samą siebie, że zabawa trwa. A każde przyjęcie przecież kiedyś się kończy.

W Sublokatorce tempo i dynamika brzmienia zdecydowanie zmieniają się. Jest szybciej, mocniej, nieco bardziej drapieżnie. Tytułowa sublokatorka zdaje się być złowieszczym alter ego, od którego nie sposób się uwolnić, które zmusza do wyrzutów sumienia i nie pozwala zapomnieć o duchach z przeszłości. Kawałek jest przepełniony niepokojem i lękiem, a końcowe dolne partie fortepianu brzmią ponuro i mrocznie. Utwór płynnie, niemal niezauważalnie przechodzi w Bez cienia nadziei, najkrótszą kompozycję albumu. Stanowi jego subtelną klamrę.

Z kolejnymi piosenkami wracamy do melancholijnych, miękkich brzmień. Wyjątkiem jest Na oślep, w którym usłyszymy organy i syntezatory (czyżby nieśmiały krok w stronę przyszłości?). Jest więc odrobinę elektronicznie i bardziej modernistycznie, co zgrywa się z warstwą tekstową – to rzecz o ucieczce przed samą sobą. Za to w końcowych akordach kawałka Dorosłość oddać musisz albo niepewność spotkamy się z lekko bluesującą gitarą. Jej zapach to już typowo jazzowa, szemrząca perkusja, przepiękny, intymny portret i bolesne wyznanie o niespełnionej namiętności.

W zamykającym album Kiedyś mi powiesz kim chcesz być Ania śpiewa z perspektywy pełnej obaw i nadziei matki, która będzie musiała zmierzyć się z tym, co nieuniknione – z dorastaniem, rozłąką. Zawiera w niej lęki, ale i dumę chyba wszystkich matek, które marzą o tym, by na zawsze być obecnymi w życiu swych dzieci.

Ania z każdą płytą udowadnia, że należy jej się miejsce wśród najlepszych polskich autorek tekstów; bawi się słowami, nie poprzestaje na utartych frazesach. Nie boi się także śpiewać o swoich niedoskonałościach, jak w Nadziejce czy Bez cienia nadziei. Wciąż też powraca do przeszłości – w utworze Jeszcze ten jeden raz aż roi się od młodzieńczych, naiwnych ideałów, których już nie sposób ocalić. Jak przystało na artystkę retro, Ani dalej bliska jest chęć, aby cofnąć czas, naprawić dawne błędy, ożywić szary świat.

Bawię się świetnie to dojrzały i osobisty album. Nie ma tu nic przypadkowego, nic na siłę. Jest słodko-gorzko, słychać tęsknotę, ale i pewną kokieterię. Ania Dąbrowska chce nas zwabić w świat starych, wyblakłych pocztówek, na których odnajdziemy zaklęte w przeszłości dobre chwile. Na pewno warto zasłuchać się w tych kompozycjach w słoneczne, jesienne popołudnia.

Nie ma więcej wpisów