Kilkanaście dobrych wydarzeń muzycznych, liczne wystawy, spotkania poetyckie, czyli ogrom czasu skupiającego się na wydarzeniach kulturalnych. To kilka słów opisujących minione wydarzenie, skupiające się na Górnym Śląsku – mowa oczywiście o festiwalu Ars Cameralis, który zakończył się 30 listopada wspaniałym koncertem Efterklang w kinie Rialto.

Godzina 19:00 otworzyła drzwi kina, w którym zebrała się spora, naprawdę spora grupa fanów muzyków z Kopenhagi. Na sali przez godzinę – do planowego rozpoczęcia wydarzenia o godzinie 20:00 – panowała spokojna, kulturalna atmosfera. Wśród gości można było dostrzec opanowanie, spokój, radość oraz ogromną chęć spędzenia tego wieczoru w gronie przyjaciół. Wspominam o tym, iż obserwując zebranych gości, którzy w spokoju popijali wino/kawę/piwo i rozmawiali przy tym o muzyce, można było uśmiechnąć się na widok tej przemiłej atmosfery, której czasem brakuje podczas takich wydarzeń.

Rozmowy ucichły po godzinie 20:00, kiedy na scenie pojawił się Bartek Majzel. Organizator festiwalu podziękował za wspólnie spędzony czas podczas tegorocznej edycji wydarzenia i zaprosił do wspólnej zabawy podczas ostatniego spotkania w tym roku. Jako pierwszy na scenie pojawił się zespół Broken Records, który od pierwszych sekund występu zaczął zachęcać publiczność do wspólnej zabawy. Chłopcy podczas swojego godzinnego koncertu nie zmarnowali ani chwili. Każda minuta wypełniona była muzyką, która zebranemu tłumowi pod sceną mogła przypomnieć o latach 80. Ze sceny wybrzmiewały dźwięki gitar, wiolonczeli, perkusji  i przepięknych skrzypiec. Kilkanaście utworów było idealną rozgrzewką przed wyczekiwanym, głównym punktem tego spotkania. Broken Records natomiast pokazali wyraźnie, iż istnieją na scenie. Nie było nieśmiałości, niepewności, było natomiast doświadczenie i pewność w wypływającej od nich muzyce.

Po energicznym wstępniaku nastąpiła krótka przerwa, po której na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru. Efterklang weszli na scenę o godzinie 22:00, rozpoczynając spotkanie od pierwszego utworu z ich najnowszej płyty Piramida. Kawałek Hollow Mountain wybrzmiał subtelnie i ukazał mocną stronę muzyków – delikatne wokale pływały między publicznością, której wyrosły uśmiechy na twarzy (mnie natomiast ucieszył pierwszy dźwięk skrzypiec, które – wraz z ekspresją grającego na nich muzyka – brzmiały wyjątkowo). Kolejne dwa utwory nadal były zagrane według kolejności z nowej płyty. Następnie zostały one wymieszane ze starszymi produkcjami, co wzbogaciło repertuar koncertu. Zespół na scenie bawił się znakomicie, a publiczność nie była na to obojętna. Chętnie naśladowała idola (Caspera Clausena), który zachęcał do wspólnej zabawy, klaszcząc i uśmiechając się do zgromadzonych pod sceną fanów. Prócz dźwięków instrumentów i niezwykłych wokali, wybrzmiewały również oklaski i okrzyki radości. Tańcom nie było końca. Można więc śmiało powiedzieć, iż muzycy mają znakomity kontakt z publiką i rewelacyjne obycie ze sceną. Na takim koncercie nie trzeba liczyć czasu, który upływa zdecydowanie za szybko. Występ się nie dłużył, pomimo iż trwał ponad półtorej godziny. To były znakomite wrażenia, które zasługują na solidne zarejestrowanie w pamięci na długo.

Setlista:
1. Hollow Mountain
2. Apples
3. Sedna
4. Step Aside
5. Frida Found a Friend
6. Blowing Lungs Like Bubbles
7. I Was Playing Drums
8. The Ghost
9. Black Summer
10. Between the Walls
11. Dreams Today
12. Raincoats
13. Cutting Ice to Snow
14. Alike
15. Modern Drift

Nie ma więcej wpisów