Dobrze jest mieć fach w rękach, dobrze jest znać się na piosenkach – chłopak, który wyśpiewuje te słowa zdecydowanie śpiewa tu o sobie. Na trzeciej EP-ce sygnowanej nazwą Niedodźwięki, Mateusz Boruszczak ponownie udowadnia to, że jest świetnym kompozytorem i bardzo dobrym tekściarzem.

Jest to trzecia i pod względem ilości kawałków najkrótsza płyta Niedodźwięków, jednak tutaj ilość nie znaczy jakość. Już od pierwszego utworu słychać, że obecnych jest tu więcej instrumentów niż na pierwszych dwóch albumach. W nagrywaniu materiału, brała większa ilość osób – samotne niegdyś Niedodźwięki, tym razem współpracowały z aż sześcioma innymi muzykami. Rozbudowaniu składu zawdzięczamy większą melodyjność materiału, utrzymaną nadal w nieco melancholijnym – tak charakterystycznym dla Niedodźwięków – tonie.

Nowe piosenki mają w sobie to coś, co sprawia, że częściej chce się do nich wracać. Magiczne brzmienie trąbki owiane delikatnie odrobiną elektroniki, lekkie melodie przeplatane melancholijnymi dźwiękami, a w tym wszystkim największego smaczku dodają nu jazzowe wstawki i śliczny, drugi wokal.

Jedyne do czego można mieć zastrzeżenia to główny wokal, który momentami irytuje nieco chłopięcą manierą. Ale to też dzieje się tylko w niektórych utworach. Słuchacz w pewnym momencie przestaje się jednak przysłuchiwać samemu brzmieniu wokalu, a zaczyna się zagłębiać w teksty. Te natomiast są na bardzo dobrym poziomie, w dodatku – jak zawsze u Niedodźwięków – utrzymane w bardzo osobistym tonie. Mateusz już na pierwszej EP-ce pokazał, że doskonale operuje słowem. Tutaj mamy tylko potwierdzenie jego zdolności poetyckich. Nie będzie to nadużyciem, jeżeli napiszę, że Mateusz ociera się niemal o poezję śpiewaną. Jego teksty silnie osadzone są w rzeczywistości, często mówią o tej cięższej, mroczniejszej stronie, a czasem traktują wszystko nieco z przymrużeniem oka.  

Trzecia odsłona Niedodźwięków jest bardziej dojrzała muzycznie i tekstowo. Zdecydowanie jest to najmocniejsza płyta zarówno pod względem kompozycyjnym jak i technicznym. Powoli chyba czas pomyśleć o dłuższym wydawnictwie – tylko czy oby na pewno Niedodźwięki potrzebują pełnowymiarowego albumu? Może warto pozostawić to w takiej formie? Dzięki temu można nowego materiału wypatrywać szybciej.

Nie ma więcej wpisów