music is ... muzyka z najlepszej strony.

Magnificent Muttley: Jest śmiesznie i dziwnie, ale nie jest łatwo

fot. Agnieszka Kulesza

fot. Agnieszka Kulesza

Magnificent Muttley to trzech chłopaków z Warszawy. W zeszłym roku udało im się dosłownie rozłożyć na łopatki konkurencję na konkursie młodych zespołów w Jarocinie – zwyciężyli jednogłośnie, w dodatku dwie nagrody. Teraz – po roku od wygranej – na sklepowych półkach pojawił się ich fonograficzny debiut. Przy okazji koncertu w poznańskim klubie Pod Minogą udało nam się porozmawiać z Krzyśkiem, Kubą i Olkiem. Poniżej możecie się dowiedzieć, jak to się stało, że młody zespół postawił na mastering ze Stanów Zjednoczonych, czy też skąd wziął się pomysł na nazwę zespołu i co ma z tym wspólnego James Bond.

musicis.pl: Tak na początek pytanie, które nurtuje mnie najbardziej ze wszystkich, które mam. Jak to się stało, że zespół, który debiutuje fonograficznie na rynku ma mastering ze Stanów Zjednoczonych?
Kuba:
To jest ciekawe pytanie!
Krzysiek: Uznaliśmy, że jeżeli mamy coś robić, to trzeba zrobić to najlepiej jak się da. Dostaliśmy kontakt od mojego znajomego do masteringowca, który za rozsądne pieniądze robi bardzo dobry mastering.
Kuba: No, właśnie. To nie jest wcale taka duża różnica.
Krzysiek: Prawda jest taka, że to jest studio, które od 20 lat zajmuje się muzyką rockową na najwyższym światowym poziomie.

musicis.pl: Sprawdzałam sobie wcześniej, co wyszło spod ich skrzydeł no i przyznam – robi wrażenie!
Olek
: Też próbowałem, doszedłem do dwóch lat wstecz.
Krzysiek: Naprawdę warto zapłacić minimalnie więcej, nie dużo więcej i mieć pewność, że to będzie brzmiało najlepiej jak się da.
Kuba: Ważna sprawa jest taka, że nie zdecydowaliśmy się na to od razu, bo nie wiedzieliśmy, czy ktoś nas wyda. Jak mieliśmy już taką pewność, że ta płyta na pewno gdzieś wyjdzie, to postanowiliśmy, tak jak Krzysiek mówił, że zrobimy to najlepiej jak się da.

musicis.pl: Patrząc na rozwój waszej kariery, wydaje mi się, że to wszystko dość szybko Wam przychodzi. Powstaliście w 2010 roku, wyszła EP-ka, potem wygrana na festiwalu w Jarocinie – i to podwójna – teraz płyta. Jak Wam się wydaje – czemu to zawdzięczacie? W końcu nie gracie muzyki, która ot tak wpada w ucho.
Krzysiek
: Nie uważam, żebyśmy robili szybko karierę.

musicis.pl: Wiesz, porównuję to z innymi młodymi zespołami w Polsce, które istnieją trzy, cztery lata i dopiero zmagają się debiutem…
Kuba
: My chyba jesteśmy fajnymi chłopakami, których dużo osób lubi. (śmiech)
Olek: Jeżeli chodzi o wygraną w Jarocinie, to ewidentnie tam muzyka przypadła jury do gustu i to, co się działo na scenie. A jeżeli chodzi o karierę, to nie idzie nam ona szybko, ani się jakoś super nie rozwija… Przykładem jest to, że rok po Jarocinie nagraliśmy płytę. To nie jest szybka akcja, szczególnie, że po części dzięki tej wygranej mogliśmy ją nagrać.
Krzysiek: Jeżeli spojrzymy na rynek amerykański, to jest absolutną normą, że zespół, który zostaje jakoś tam odkryty, w przeciągu pół roku ma wydaną płytę i zaplanowaną trasę koncertową po całych Stanach. Więc myślę, że to, że udało nam się założyć zespół, zebrać materiał, wygrać ten konkurs i nagrać płytę w przeciągu tych dwóch lat to jest wynik normalnej, świadomej pracy. Pracy naszej, naszego managementu i trochę szczęścia po prostu.
Kuba: Poza tym, ta strona czysto muzyczna – jak na razie i mam nadzieję, że się to nie zmieni – idzie dość szybko. Robienie numerów to jest dla nas kwestia spotkania się, ktoś przyniesie jeden pomysł albo ten pomysł powstanie na próbie. Nie mamy problemów z tworzeniem czegoś nowego. Poza tym, dobrze nam się razem pracuje.
Olek: Tak naprawdę, dużo tych koncertów poza Warszawą nie zagraliśmy. Wyjazd na Jarocin to był nasz pierwszy koncert poza stolicą, a ósmy czy dziewiąty w ogóle.
Krzysiek: Myślę, że jest to normalna droga, którą, nie powiem, że wszystkie zespoły powinny podążać, bo to bzdura. To sprawa indywidualna, dla każdego zespołu inna droga jest lepsza, a inna gorsza. Myślę, że to jest zupełnie naturalne i nie ma co się temu dziwić.

musicis.pl: A jak czujecie się z czymś takim w rodzaju łatki zespołu z największą szansą na zrobienie zagranicznej kariery?
Kuba:
Ja się nie czuję, ja bym chciał, żeby to już się działo. To jest moje marzenie, żeby grać za granicą. Nie chcę, żeby to zabrzmiało, że sam sobie przybijam piątkę, ale jest dużo osób, które mówią, że my w Polsce możemy mieć bardzo ciężko, ale za granicą nasza muzyka jest czymś, co zostałoby lepiej tam odebrane. Mogłaby ona tam bardziej przypaść do gustu i moglibyśmy grać tam więcej koncertów. Sam czekam na to i trzymam za nas kciuki.
Krzysiek: Patrząc na to, jak się sprawy rozwijają, na pewno w przyszłych latach będziemy atakować jakieś mniejsze czy większe festiwale za granicą i budować sobie fundament pod to, żeby zacząć jeździć  i funkcjonować w Europie.
Kuba: Niemcy byłyby super.
Krzysiek: Wstępnie też rozmawialiśmy z naszym wydawcą, który powiedział, że jest świetna scena rockowa w Finlandii, na której on ma już jakieś kontakty. Prawda jest taka, że jest dużo zespołów, choćby poznański zespół Napszykłat, który nagle okazało się, że jest wielką gwiazdą w Czechach i na Słowacji.
Kuba: W Czechach jest jakiś rockowy festiwal, na którym grają polskie kapele.
Krzysiek: Są zespoły, które nagle okazuje się, że fantastycznie prosperują w krajach, w których się najmniej tego spodziewali. Są takie, które robią karierę na Ukrainie, na Białorusi.
Kuba: Jest też sporo polskich zespołów robiących karierę w Japonii – nie tylko metalowych.
Olek: To jest też kwestia tego, co się dzieje, kiedy przyjeżdża jakiś zagraniczny zespół do nas. Inaczej się ich odbiera. W Polsce wiadomo, że może być trudniej, bo co? Przyjeżdża warszawski zespół i tyle – nikt go nie zna. A jak przyjeżdża zagraniczny zespół, to zaczynasz się zastanawiać: kurcze, udało im się coś osiągnąć, wybili się – jest zupełnie inne podejście. Tak mi się wydaje.
Krzysiek: Puenta jest taka, że na drodze ewolucji będziemy rzucać siebie w różne miejsca poza granicami Polski i sprawdzać grunt, po prostu.

musicis.pl: Wracając jeszcze na moment do początków – skąd pomysł na nazwę?
Krzysiek:
Prawdę powiedziawszy – z dupy. (śmiech)
Kuba: Tak, to jest moje ulubione pytanie.

musicis.pl: Wszystkie zespoły lubią to pytanie…
Kuba:
No, nie wiem… Są czasem tak głupie nazwy… Nie wiem, czy są one porównywalne, ale nasza jest na pewno z dupy – to fakt. Ale mieliśmy straszny problem z nazwaniem się. Już zaczęliśmy mieć próby, zaczęło się coś klarować, wiedzieliśmy, że chcemy robić z tego zespół na poważnie. Krzysztof pogodził się z myślą, że będzie śpiewał, bo to od początku wcale nie było jasne. Kombinowaliśmy różne nazwy – już nawet nie wiem jakie.
Krzysiek: Ja mam w notesie zapisane różne moje propozycje. Mało tego, siedziałem chyba ze słownikiem i szukałem jakichś ładnych zwrotów.
Kuba: Tak, było też tak: Słuchaj, po próbie każdy bierze słownik i kombinujemy coś ciekawego.
Krzysiek: Tak wtrącając tylko… wiecie, jak powstała nazwa zespołu Destiny’s Child? To jest tak głupia historia… Usiadły, wzięły biblię i losowo wybrały pierwsze lepsze wersy.
Kuba: My nie czytamy biblii za dużo, może dlatego się tak nie nazywamy. W każdym razie, nazwa powstała w ten sposób, że siedzieliśmy z Krzysiem kiedyś na piwku w Warszawie i akurat mieliśmy wspólnie straszną zajawkę na angielskiego komika, który się nazywa Eddie Izzard. Miał on taki skecz o tym, jak James Bond nie mógłby się śmiać. Zaprezentował w nim śmiech Muttley’a, postaci z kreskówki, która po polsku nazywała się bodajże Łap Gołębia. Miał on taki strasznie charakterystyczny śmiech (dźwiękowa prezentacja) i James Bond w tym skeczu używał tego śmiechu w sytuacjach w ogóle niewskazanych.
Krzysiek: Siedzieliśmy wtedy trochę pijani w Planie B i uznaliśmy, że to będzie głupie i… ekstra.
Kuba: Wiedzieliśmy wtedy tyle, że on się nazywał Muttley. A potem Krzysztof znalazł, nie wiem jak, że jego pełne jakby imię i nazwisko to Magnificent Muttley.
Krzysiek: Kompletnie nie wiem, jak na to wpadłem, ale jako dzieciak byłem wielkim fanem tej kreskówki.
Kuba: W każdym razie, stanęło na Magnificent Muttley i do dziś mam coś takiego, że jak patrzę na okładkę naszej płyty to sobie myślę: Jezus Maria, żeby ktoś w ogóle zapamiętał to za pierwszym razem, to musi być naprawdę jakiś cud.
Krzysiek: Setki osób już nam mówiły: Zmieńcie nazwę, tego nikt nie zapamięta.
Kuba: Tak – zmieńcie nazwę i śpiewajcie po polsku. W każdym razie, jak się okazało, że przedrostek tej nazwy to Magnificent, to jakoś tak ładnie to brzmi, dwie eM-ki… Natomiast myślę, że czynnik pijaństwa był przy tym znaczący. (śmiech)

musicis.pl: Tak z ciekawości zapytam, bo to jest pierwsza wasza trasa po Polsce, taka już nieco zorganizowana. Czy uzbierała się już jakaś publika, nie mówię tutaj o znajomych, bo to oczywiste, że znajomi na koncerty przychodzą – chodzi mi o obcych ludzi, którzy gdzieś tam Was zauważyli, coś podłapali i zaczynają śledzić?
Olek:
Trasa… Trzy koncerty. (śmiech)
Kuba: Ale robione na wariata, to warto powiedzieć.
Krzysiek: Jak jest z ludźmi – zobaczymy dzisiaj. Liczymy na Poznań, bo jest to miasto blisko Jarocina, a wiadomo, że na Jarocinie jest sporo poznaniaków. No i mamy też kilka kontaktów w branży muzycznej, paru dobrych znajomych z Poznania, którzy też przyprowadzają ze sobą ludzi.
Kuba: Tomek z Much na przykład… Pozdrawiamy oczywiście!
Krzysiek: Prawda jest taka, że dopiero startujemy. Wiem, że w Warszawie było trochę ludzi, którzy się po prostu jarają naszą muzyką. I za każdym razem jest kilka osób. To wszystko jest jeszcze w powijakach – budowanie fanbase’u. Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze. Powolutku…
Kuba: Trzeba się bardzo dużo najeździć po Polsce, to na pewno. Nikt inaczej nas nie zapamięta, trzeba po prostu się pokazać, gdzie się da.
Krzysiek: Musimy odrobić lekcje i pojechać do każdego miasta, w którym jest potencjał, żeby ktoś nas usłyszał, zapamiętał i przychodził znowu. Na tym etapie to nie jest duży fanbase. Po to przyjechaliśmy tutaj, między innymi, żeby go zacząć budować.
Olek: Pierwsze wyjazdy bardzo bolą, jeżeli chodzi o marzenia, a rzeczywistość… Wiadomo, że na pierwszy koncert w mieście, w którym nigdy nie graliśmy, nie przyjdzie od razu pięćdziesiąt osób, tylko dlatego, że wygraliśmy Jarocin. To jest logiczne. Tak naprawdę, tak ja odczuwam, że to jest jedyna baza, żeby powiedzieć cokolwiek o zespole, prócz nazwy. Co to za zespół? Magnificent Muttley. A co grają? A wygrali Jarocin, takiego rocka grają.
Kuba: Też określić, co w zasadzie gramy – to nie jest proste. Ja nigdy nie wiem.
Olek: Ja też i bardzo się z tego powodu cieszę.

musicis.pl: A lubicie być porównywani? Bo przejrzałam wcześniejsze wywiady z Wami i się troszkę burzycie na wszelkie porównania. Najczęściej pojawiają się na tej liście Red Hot Chili Peppers. Ale wiecie, to wszystko gdzieś tam słychać.
Kuba:
Jeśli ktoś słuchał całej płyty, albo był na koncercie i powie ogólnie, że pierwszym zespołem, do jakiego nas porównuje, jest Red Hot Chili Peppers, to dla mnie jest to trochę dziwne.

musicis.pl: Wydaje mi się, że większość z takich osób bazuje na Phenomenalike.
Kuba:
No, właśnie – ta piosenka to jest takie trochę nasze przekleństwo.
Krzysiek: Ciekawostka jest taka, że postanowiliśmy tego kawałka nie grać nigdy więcej na koncertach.
Kuba: Chyba było tak z Smells Like Teen Spirit, które było totalnym hitem Nirvany. Tylko, że to był kawałek, z którym mogli się oni bardziej utożsamiać jako zespół. A w przekroju całości naszej muzyki, Phenomenalike nie pokazuje w ogóle naszego stylu. Na płycie zrobiliśmy troszeczkę na przekór, nagraliśmy go w znacznie dłuższej wersji, żeby nikt tego w radiu nie puszczał. (śmiech)
Olek: Jeżeli ktoś do mnie przychodzi i mówi, że ekstra, Phenomenalike mu się podoba, to od razu przychodzi mi na myśl pytanie: A słuchałeś innych numerów? To jest jedyna rzecz, jaką możesz o tej płycie powiedzieć? To jest tak zupełnie inny kawałek od pozostałych, zarówno  stylistycznie, jak i ekspresyjnie. My nie gramy piosenek, a to jest jedyna piosenka na tej płycie tak naprawdę.
Kuba: Jest trochę hitem w jakiś sposób, głównie za sprawą refrenu.

musicis.pl: Ale wiecie, właśnie ten refren nieznośnie wpada w ucho i zostaje w głowie na długi czas. To chyba dobrze?
Krzysiek:
To jest hit. I szczerze powiedziawszy, to, że go nie gramy – jest trochę strzałem w kolano.
Kuba: No, dokładnie, bo umówmy się – kim my teraz w ogóle jesteśmy?
Olek: Ale na płycie jest też No Stress, które o wiele lepiej pokazuje to, do czego pretendujemy.
Kuba: Ja chciałbym i tak inny singiel.
Krzysiek: Frank?
Kuba: No, na przykład.
Olek: Każdy z nas słucha nieco innej muzyki. Gdzieś tam się oczywiście łączymy, ale wiadomo, że nigdy nie będziemy ze swoimi decyzjami totalnie szczęśliwi. Ale za to wspólnie, we trójkę zdecydowaliśmy, że Phenomenalike jest kawałkiem, z którym nie chcemy się tylko i wyłącznie kojarzyć.
Krzysiek: Na płycie znalazły się numery, które powstawały od samego początku naszego zespołu. Są to kawałki, które zrobiliśmy na wiosnę 2010 roku. Teraz mamy jesień 2012 roku i widomo, że formuła niektórych utworów się już nieco wyczerpała. Na drodze ewolucji poszliśmy w nieco inną stronę.
Kuba: Prawda jest taka, że bardzo chcielibyśmy już nagrywać kolejną płytę. Marzy mi się, żeby teraz jeździć, gdzie się tylko da, a potem wrócić do Warszawy, zjeść obiadek i wejść ponownie do studia.
Krzysiek: Jest jakaś szansa, że druga płyta będzie w przyszłym roku.
Olek: Na szczęście spotkaliśmy takie osoby w studiu, które po prostu nas zrozumiały. Dużo zespołów, jak wchodzi do studia, to się okazuje, że jest zupełnie innym zespołem. A jak puszczasz pierwszy numer z próby kolesiowi, którego widzisz pierwszy raz w życiu i ten koleś się kiwa do twojej muzyki, nie kręci głową, tylko pięć minut kiwa się, to masz takie poczucie: Kurde, on też to rozumie! Nasza praca w studiu też wyglądała tak, że bardzo dużo rozmawialiśmy o muzyce. Andrzej i Emil potrafili nam wytłumaczyć każdy problem, którego my – jako osoby nie zajmujące się tym – po prostu nie rozumieliśmy. Nagle sam proces robienia płyty, na szczęście dla nas, był bardzo przyjemny.
Kuba: Pewnie dlatego tyle to trwało, kombinowaliśmy, szukaliśmy…
Olek: Ale to dobrze! Bo dzięki nim to działo się bardzo świadomie.

musicis.pl: Już powoli kończąc… czego Wam życzyć?
Krzysiek:
Ja bym chciał nową gitarę. (śmiech)
Kuba: Tak, Krzysiek marzy o nowej gitarze, więc jakbyście chcieli pomóc, to kontaktujcie się z nami. (śmiech)
Krzysiek: Kupujcie płyty! Kupujcie polskie płyty!
Kuba: Tak, kupujcie polskie płyty. Sam staram się wszystkie kupować, bo nie jest łatwo na polskim rynku muzycznym – taka jest prawda.
Krzysiek: Jest śmiesznie i dziwnie, ale nie jest łatwo.
Kuba: I to jest dobra puenta!

zobacz także

dodaj komentarz

Ładowanie ...