Sambor Kostrzewa jest Polakiem. Warto to wiedzieć, ponieważ po przesłuchaniu tego albumu można śmiało stwierdzić, że mamy do czynienia ze światową produkcją. Muzyczne szlify zdobywał w elektronicznym duecie xanax. Teraz występuje z zespołem jako po prostu Sambor. Yesterday Is Unknown to ich debiutancki materiał pełen eklektyzmu. Można tutaj wyczuć różne style i inspiracje.

Sambor nie zamknął się jedynie w estetyce pop-rockowej, choć początek nie zapowiada aż tak zróżnicowanego materiału. 400 km to sztandarowy utwór tego gatunku, a całość dopełnia przyjemny głos wokalisty wprost na zimowe wieczory. Sylvia to kompozycja utrzymana w lekkim wydaniu retro z beatlesowskim refrenem. W latach 60. mogłaby rozgrzać niejedną prywatkę.

Gravity (Set Me Free Again) odbiega od dwóch poprzednich numerów. To płynąca, subtelnie jazzowa melodia z wyrazistymi gitarami w tle, która powoli przeistacza się w niemalże oniryczno-psychodeliczną opowieść. Singer-songwriterski charakter mają Oslo Calling i Sea of Roughness (z interesującą improwizacją w końcówce), są one kawałkiem dobrego folku, który nieczęsto wychodzi polskim wykonawcom. Bardziej żywiołowo robi się w Muse #3, która jest przykładem pozytywnej w skutkach frywolności i eklektyzmu, który wyraża się w muśnięciach elektroniką. Zdecydowanym krokiem tanecznym wyróżnia się tytułowy utwór na płycie, w którym Sambor łączy dyskotekowy beat z gitarą.

Jednak najlepsze oblicze tej płyty to ballady, szczególnie For I’ve Sinned i zamykający album Tell Me a Story (Sleep Safe and Warm), przy których możemy zapomnieć o rzeczywistości i rozkoszować się dźwiękami gitarowych strun i odrobiną bluesowego odcienia. The Astronaut z niepozornej akustycznej kompozycji przeistacza się w elektroniczny utwór z połamanymi beatami.

Sambor nie bał się zaryzykować i już na swojej debiutanckiej płycie zabawił się różnymi gatunkami, co wyszło mu nadzwyczaj dobrze. Obecność takich talentów na polskiej scenie muzycznej cieszy i zwiększa apetyt na więcej.

Nie ma więcej wpisów