Little White Lies – Zbyszek i Kasia. Te dwa brzmiące łagodnie imiona to tylko przykrywka. Łódź może być dumna z tej dwójki cudownych istot. Duet żywcem wyciągnięty z piekła. 5 listopada debiutowali albumem Devils in Disguise i tym niesamowicie mocnym uderzeniem wtargnęli się na polską scenę. Kasia Bartczak, Zbyszek Krenc – dwa demony tryskające pozytywną energią, zarażają nią nie tylko na koncertach, ale także podczas rozmowy. Nasza dyskusja – opleciona śmiechem, szczekaniem Zuzanny (wiernego przyjaciela i obrońcy Little White Lies) i cicho grającym Radiohead – to kilogramy pytań i tony ciekawych odpowiedzi.

musicis.pl: Skąd się wzięła nazwa Little White Lies? Znów nazwa anglojęzyczna… Marzycie o tym, aby wypłynąć poza granice Polski? Myślicie o tym?
Little White Lies:
Nie to, że myślimy o tym, po prostu robimy muzykę, która nie ogranicza nas przez to, że jest anglojęzyczna. Pozwala na to, żeby zagrać koncert za granicą albo wydać np. EP-kę bądź album. Założenie było od początku takie, że śpiewamy po angielsku. A co do nazwy, pomysłu… Nikt na to pytanie nie dostanie dokładnej odpowiedzi. My mamy swój mały sekret, którego nie zdradzimy nikomu. Nazwa… Po prostu bardzo osobista sytuacja, w trakcie której wykluł się zespół.

musicis.pl: Czyli jesteście owiani taką tajemnicą?
Little White Lies:
Tak, aurą kłamstwa i tajemnicy!

musicis.pl: Jak Wy generujecie tyle energii? Jest Was tylko dwoje…
Zbyszek:
To samo wychodzi. Robimy tak, jak potrafimy. Siebie się nie przeskoczy muzycznie. Chciałbym tysiąc razy rozwinąć to, co robimy. Tylko po prostu mam dwie ręce i mogę trzymać tylko gitarę, mamy dwa mikrofony i staramy się zrobić wszystko, co się da przy takim małym instrumentarium.
Kasia: Mamy ADHD i nerwicę! Ja mam taką teorię: jest nas tylko dwoje, tylko dwoje do ogarnięcia, dwoje do złapania podobnego nastroju i to u nas wystarcza.
Zbyszek: Jesteśmy albo tylko, albo we dwoje!

musicis.pl: No tak, Wy gracie w zasadzie jak pięcioosobowy zespół...
Kasia: Laptop robi za trzy!
Zbyszek:
Staramy się maksymalnie wykorzystać to, co mamy.
Kasia:
To co jest na płycie, jest zupełnie inne niż to, co się dzieje na koncercie, na scenie. Na koncercie gramy trochę inaczej.
Zbyszek:
Masz dwie ręce, nie możesz sobie pozwolić czasem na więcej. Robimy podchody, żeby wykorzystać jakieś instrumenty (pojedynczo) w poszczególnych numerach, np. mikro korg albo bęben, Kacha czasem łapie za gitarę. Ale tak, jak mówię – człowiek nie przeskoczy samego siebie.

musicis.pl: A jak się bawią ludzie na koncertach? Czujecie różnicę między po wydaniu albumu a przed?
Zbyszek:
Ja czuję, że był przełomowy moment w naszej karierze. To był koncert w Sopocie, w Sfinksie, przed Open’erem. Byliśmy jak zaczarowani, zeszliśmy ze sceny, patrzyliśmy po sobie z minami: Kurde, co się stało? Co my w ogóle zrobiliśmy?! I powiem Ci, że ja tak to odbieram, że to był właśnie przełomowy moment, że my nie schodzimy poniżej poziomu, na jakim wtedy zagraliśmy.
Kasia:
No, umówmy się… Wydaliśmy płytę i musimy jak największą liczbę osób nią zainteresować. Dajemy z siebie wszystko, no i… wiksa!

musicis.pl: W takim razie jak wspominacie Open’era?
Zbyszek:
To był nasz pierwszy raz, rozpoczynaliśmy czwartkowy dzień festiwalu. Graliśmy na Talent Stage i właśnie miałem mały dramat  na scenie… Słońce tak przywaliło, że ja nie widziałem, które diody mi się świecą na efektach! Zacząłem tupać nogami po scenie, ale udało się z tego jakoś wybrnąć. Koncert zaliczony, było nam bardzo miło zagrać i przede wszystkim byliśmy zaskoczeni, że w ogóle zagramy! W zasadzie, porzuciliśmy nadzieję na to, że nam się uda.
Kasia:
Dowiedzieliśmy się trzy tygodnie przed Open’erem! Jakoś na koniec czerwca, góra dwa trzy tygodnie przed samym festiwalem. Wysłaliśmy jednego maila z próbką naszej twórczości, a potem tylko się przypomnieliśmy.

musicis.pl: Jak wygląda Wasza trasa koncertowa na najbliższe dni?
Little White Lies:
Graliśmy w Bytomiu, w Łodzi, a teraz czeka nas Lublin, Koszalin, Olsztyn, Toruń, potem Poznań i Sieradz.

musicis.pl: A co z kondycją łódzkich klubów?
Kasia:
Problemem w Łodzi jest to, że ludzie nie wspierają cię w żaden sposób finansowo. Ani miasto, ani sponsorzy. Nie ma opcji na znalezienie wsparcia, jakiegoś zaplecza finansowego. I przez to musisz wybierać opcje nie te najlepsze a te najtańsze. Bo nie ma pieniędzy, a znowu tak ryzykować, żeby robić imprezę za pięć tysięcy i liczyć, że pięć tysięcy uzbierasz na bramce? Nie. To jest po prostu nierealne.
Zbyszek:
Kiedy zdarza nam się być na Śląsku, u znajomych w Katowicach, tam czujemy coś takiego: spotykasz ludzi i te wszystkie twórcze jednostki, które coś robią, inwestują swój czas i emocje w jakąś działalność, a co za tym idzie – wszyscy są w stanie sobie wzajemnie pomóc i w rezultacie pomagają.
Kasia:
Jak to Kuba powiedział – nasz grafik, który projektował nam okładkę – Stary, nie wyszło mnie, nie wyszło Tobie, zróbmy coś razem.
Zbyszek:
Druga sprawa: publiczność w Łodzi…
Kasia: Temat rzeka!
Zbyszek: …na przestrzeni lat, kiedy chodziło się na imprezy, koncerty – był inny klimat. A teraz – w Łodzi, grasz koncert i przychodzą ludzie, stają z założonymi rękoma i patrzą na twoje, myślą: Co ty tam robisz…? Ale z drugiej strony wiesz, że żeby ich zaciekawić, musisz się naprawdę postarać. Łódzka publiczność jest po prostu specyficzna.
Kasia:
Musisz zwyczajnie spłodzić tyle weny, energii, żeby ktoś w końcu cię docenił. Nasze miasto jest bogate w artystów, zespoły – trzeba dać im szansę.

musicis.pl: Album! Powiedzcie mi, czym się inspirujecie?
Zbyszek:
Tym, co umiemy. Mamy energię, na koncertach jesteśmy skierowani na siebie. To chyba się przekłada na to, co widać na scenie.
Kasia:
Z tego, jak na siebie działamy. Jest cała masa inspiracji, ale nie przekłada się to szczególnie na naszą twórczość.

musicis.pl: Jak byście scharakteryzowali Wasz album? Według mnie jest bardzo różnorodny.
Zbyszek:
Bardzo nam na tym zależało. Zdając sobie sprawę z naszego minimalnego instrumentarium, chcieliśmy, żeby wszystkie utwory były od siebie różne.
Kasia:
Ja uważam, że to jest taki mix tego, co Zbyszek ma w głowie, jaki jest, jak się rozwijał przez lata w danym kierunku, różnych kierunkach i to samo tyczy się mojej osoby. Tak, jak mówię – to jest wymiana doświadczeń, upodobań, tego, czym zajmowaliśmy się w przeszłości i teraz.

musicis.pl: W jakim momencie swojego życia się poznaliście? Na czym się wychowywaliście, czego słuchaliście?
Zbyszek:
Ja, przede wszystkim, zawsze byłem oczarowany muzyką gitarową. Ładnymi melodiami albo brudnymi dźwiękami. Bez względu na wszystko, to była zawsze gitara. Kacha jakby była zawsze po drugiej stornie. Mając przed sobą mikrofon, zawsze była związana z muzyką elektroniczną. Ale w zasadzie muzyka jest teraz tak eklektyczna, że łączy w sobie różne gatunki. Dzisiaj ta granica się zatarła.
Kasia:
Ja jako 16-letnia dziewczyna trafiłam na imprezę drum and bass i powiedziałam sobie wówczas: Tak! Ja chcę! To jest to! Znajomy mnie zaprosił do współpracy i dał szansę spróbować swoich sił i jakoś zawsze to była elektronika, muzyka komputerowa. I wśród takich ludzi się wychowywałam. Zawsze chciałam mieć swój zespół. Jako małolata biegałam z gitarą i starałam się zebrać ludzi – tworzyć. Na początku była to poezja śpiewana. Byłam bardzo zafascynowana poezją, więc szwendaliśmy się różnych  przeglądach.

musicis.pl: Słuchajcie, o co chodzi z tym hipsterskim wydawnictwem?
Zbyszek:
Hipsterstwo nie ma tu nic do rzeczy! Mieliśmy tak naprawdę szczęście. Poznaliśmy Piotrka, który poprosił nas o przesłanie naszego materiału i po tygodniu do nas napisał, że słuchał tego w kółko i chce się nami zająć. Dla nas ważne było to, by wydać album w warszawskim wydawnictwie. Akurat stolicy nie mamy za bardzo ogarniętej, a wiadomo, że ciężko jest się przebić.
Kasia:
Myślę, że to jest taki mix, jesteśmy debiutującym zespołem, a Piotrek prowadzi debiutujące wydawnictwo. Wszystkim się po prostu chce, więc nakręcamy się wzajemnie.

musicis.pl: Kto jest odpowiedzialny za Waszą okładkę? Jest fantastyczna!
Kasia:
Kuba Kotylak, Katowice. Jak zobaczyłam jego prace, powiedziałam sobie, że ten chłopak mnie nigdy nie zawiedzie. To była nasza pierwsza myśl: Okładka – Kuba Kotylak.

musicis.pl: A czego aktualnie słuchacie?
Zbyszek:
Dziś słuchaliśmy Radiohead, a tak z reguły, ja wracam do staroci – The Beatles.
Kasia:
Zbychu w ogóle jest Beatlesem! Ale my generalnie nie mamy zbytnio czasu na poszukiwania, szperanie. Zajęliśmy się albumem, zaczęliśmy pracować. Nie mamy zwyczajnie czasu, zaczyna go brakować. Mamy ręce pełne roboty. Jesteśmy sami sobie managerami, musimy ogarniać imprezy, załatwiać trasę, musimy być pośrednikiem pomiędzy wytwórnią a tłocznią, tłocznią a grafikiem.
Zbyszek:
Musimy zrobić teledysk, zdjęcia, umawiać się na nagrania. Ten brak czasu jest cholernie wyraźny.
Kasia:
Mamy plany na akustyczną EP-kę. Już powinniśmy pracować nad następną płytą. Nie jest łatwo… Musimy sami wymyślić bit, zaaranżować, wymyślić tekst. W tygodniu praca, a w weekend granie.

Nie ma więcej wpisów