Xenia Kriisin, wielokrotnie przez nas opisywana, zagościła w Łódzkiej klubokawiarni Przechowalnia. Ta szwedzka wokalistka i kompozytorka zaczęła swój solowy projekt w 2010 roku. Od tego czasu wiele się wydarzyło – latem 2011 roku dostała szansę zaprezentowania się szerokiej publiczności w ogólnokrajowej szwedzkiej telewizji, do której zazwyczaj trafiają gwiazdy dużego formatu, a kulturalny magazyn Nöjesguiden napisał o niej artykuł, nazywając Xenię szybko wschodzącą wielką artystką. Jaka jest Xenia Kriisin na scenie, trzeba koniecznie zobaczyć. Na pewno za każdym razem zaskakuje coraz bardziej. My również zaliczamy się do grona wielkich fanów talentu Xenii i jej towarzyszy: trzech wspaniałych i pięknych istot – chórku i perkusisty – Johana Hjalmarssona (jak się okazuje – męża Xenii). Po magicznym koncercie miałyśmy szansę zamienić z nimi słowo. Zapraszamy do lektury!

musicis.pl: Powoli kończycie swoją trasę koncertową po Polsce. Czy po raz pierwszy byliście w naszym kraju? Jak Wam się tutaj podobało?
Xenia Kriisin: Nie, byliśmy w Polsce już wcześniej. Pojechaliśmy kiedyś do Krakowa na 10-dniowe wakacje. Jednak wtedy tylko odpoczywaliśmy, teraz występujemy. Pod tym względem można powiedzieć, że jesteśmy w Polsce po raz pierwszy. Odwiedziliśmy Poznań, Kraków, Warszawę, Wrocław i Sopot. Każdy koncert był zupełnie inny, jednak wszędzie odczuwaliśmy, że jesteśmy w Polsce – to dzięki polskiej energii. W każdym mieście mieliśmy do czynienia z niezwykłymi ludźmi, ze wspaniałą publicznością. Podczas dwóch pierwszy koncertów występowałam jedynie z chórem, ponieważ Johan (perkusista) brał udział w innym koncercie, w Szwecji. W Krakowie za to graliśmy unplugged, co spowodowało, że musieliśmy zupełnie inaczej zaplanować nasz koncert. Choćby dlatego mogę więc powiedzieć, że koncerty różniły się od siebie, ponieważ tamte były bardziej akustyczne. Stanowiły dla mnie, jako muzyka, nie lada wyzwanie. Ciągle miałam na uwadze również to, że gramy w Polsce po raz pierwszy, że nikt tutaj tak właściwie nas nie zna. Bałam się, czy ktokolwiek przyjdzie na te występy. Jednak okazało się, że ludzie chcą mnie poznać, a ci co przyszli, byli wspaniałymi, prawdziwymi słuchaczami.
Johan Hjalmarsson: Mnie szczególnie zapadł w pamięci koncert w przedziwnym domu w lesie, w okolicach Poznania. Był to niezwykły występ, ponieważ uczestniczyło w nim wiele dzieci. Po koncercie spędziliśmy cały wieczór z rodzinami, które przyszły tam do Lupy i wręcz sami czuliśmy się jedną z tych rodzin.

musicis.pl: Co powiedzielibyście więc o Polakach? Jakich ludzi tutaj poznaliście?
Xenia Kriisin i Johan Hjalmarsson: Poznaliśmy samych miłych, pomocnych i otwartych ludzi. I bardzo skupionych na muzyce. Na każdym występie publiczność słuchała nas uważnie, była bardzo przejęta, ale też oddawała nam tę energię, którą my dajemy poprzez nasze koncerty.

musicis.pl: Być może to dlatego, że Wy po prostu paraliżujecie swą muzyką publiczność i nie ma innego wyjścia, jak tylko z zachwytem patrzeć na Was…
Xenia: Dziękujemy. Dla mnie też kontakt z publicznością jest nieco paraliżujący. Zawsze boję się i źle się czuję, gdy ludzie rozmawiają podczas koncertu – wtedy nie czuję tej energii. Jednak w Polsce tak się nie zdarzyło, tutaj ludzie naprawdę nas słuchali. Dla nas na scenie jest to szczególnie ważne, dzięki temu czujemy kontakt ze słuchaczami. Daje nam to niesamowitą energię i moc.

musicis.pl: A jak porównalibyście nie tylko ludzi, ale całą kulturę, styl życia w Szwecji i w Polsce?
Xenia: Szczerze mówiąc, nie ma zbyt wielkich różnic. Patrząc na mapę, żyjemy całkiem blisko siebie – tylko godzinę samolotem, Oczywiście mamy inną kuchnię, architekturę…
Johan: …i sposób podróżowania.
Xenia: (śmiech) Tak, nasz polski kierowca jeździ dosyć szybko, w Szwecji byłby uznawany za przestępcę. My wolimy jeździć bezpieczniej. W Polsce kultura jeżdżenia jest nieco szybsza. Ale jeśli chodzi o ludzi, to kwestia tego, jacy oni są, nie zależy od ich przynależności narodowej. Spotkaliśmy tutaj wspaniałe osoby, które – tak jak my – są żywo zainteresowane muzyką. Czujemy więc z nimi silną więź

musicis.pl: Wydaje nam się, że ludzie, którzy przychodzą na Wasze koncerty, wiedzą, że jesteście nietypowi, wiedzą, że mogą spodziewać się czegoś niebanalnego. Jak tworzycie taką muzykę, jakie są Wasze inspiracje?
Xenia: Inspiracje? Po pierwsze: życie. Niezwykle ważne jest to, kim jesteś i w otoczeniu jakich ludzi przebywasz. Ważne są też doświadczenia i emocje, to co się przeżyło – zarówno dobre, jak i złe chwile. Fascynuje mnie również natura i religia. Sama nie jestem wierząca, ale intrygują mnie różne wierzenia na temat życia i śmierci, ludzie którzy są niezwykle religijni. Myślę, że jedną z moich inspiracji jest również… improwizacja, która daje mi poczucie absolutnej wolności. Każdy z nas w zespołu przywiązuje niezwykłą wagę do tej kwestii, dlatego potrafimy ze sobą współpracować. Po prostu chcemy razem skoczyć w przepaść, a ta chęć pozwala nam tworzyć niezwykle oddziałowującą muzykę. Jest to połączenie popu, ale też sporej dawki improwizacji. Każdy koncert jest inny, bo chcę dać publiczności, co sama przeżyłam. Miłość, nienawiść, piekło, niebo…

musicis.pl: Każda piosenka ma więc swoją podstawę i element improwizacji. Czy to oznacza, że dosłownie zawsze jest inaczej wykonywana?
Xenia: Podstawą piosenki są akordy, rytm, melodia i tekst. Potem, jeśli tylko mogę, pozwalam sobie na to, by poczuć w tym odrobinę wolności, oczywiście nadal zachowując te nadane już niezbędne ramy. Ale każdy z nas ma tę potrzebę improwizacji, dlatego też mamy w piosenkach części, w czasie których pozwalamy sobie na dowolność. Dzisiaj np. podczas trzeciej piosenki zostawiliśmy na chwilę rytm, rozwijaliśmy tak długo jak chcieliśmy tę improwizacyjną część, stworzyliśmy zupełnie coś nowego, a potem znowu wróciliśmy do podstaw piosenki.

musicis.pl: Czy to jest tak, że każdy członek zespołu ma część dla siebie podczas występu? 
Xenia: Jesteśmy jak pewnego rodzaju społeczność. Wyczuwamy i czerpiemy od siebie nawzajem, a przede wszystkim słuchamy. To po prostu musi być wspólnie tworzone, choć przecież każdy z nas jest również indywidualnością muzyczną.

musicis.pl: W takim razie, jak się poznaliście i jak stworzyliście tak spójną całość? Wyglądacie jak rodzina…
Xenia: Jesteśmy rodziną! A już szczególnie ja i Johan (pokazują obrączki). Byliśmy razem przez 7 lat, poznaliśmy się w szkole średniej. Chodziliśmy do tej samej klasy, jednak dopiero po ukończeniu szkoły związaliśmy się ze sobą. Uczyliśmy się w szkole muzyki, a dokładnie improwizacji. Braliśmy udział w różnego rodzaju projektach. W końcu postanowiłam zacząć tworzyć sama, pod własnym nazwiskiem. Przez rok podróżowałam i występowałam sama, ale później, gdy zaczęło się nagrywanie i produkcja utworów, zżyliśmy się ze sobą. Od czasu studiów zakochałam się w głosie jako instrumencie.

musicis.pl: Dlaczego wybraliście właśnie te trzy dziewczyny jako chórek?
Xenia: One są tak niesamowicie utalentowane. Po pierwsze, mają kontrolę nad sobą, nad głosem. Mają wielką wiedzę. Głos nie jest w ich przypadku jedynie wynikiem wieloletniej nauki. To także dusza, emocje, serce. Mając tę kombinację, stajemy oko w oko z unikalnym wokalem. I tak naprawdę to nie tylko chórek, to trzy wokalistki. Czujemy się ze sobą fantastycznie, znamy się bardzo dobrze. Mówimy tym samym językiem, nie tylko szwedzkim, ale i muzycznym. Więc to był łatwy wybór.

musicis.pl: Wyglądacie jak pięć wiedźm, czarujecie publiczność. Patrząc na ludzi, widziałyśmy nieruchome postaci, sparaliżowane twarze. Czujecie to? Zdajecie sobie z tego sprawę?
Xenia: Oczywiście, czuję ich. Publiczność to czynnik, który sprawia, że TO się staje. Co prawda, podczas występu nie mam na nosie okularów, więc nie mogę ich widzieć zbyt dobrze, (śmiech) ale kiedy wiem, że są ze mną, też ich czuję. Są powodem, dla którego mogę robić to, co robię. Oni również mnie paraliżują, czuje z ich strony niesamowitą energię, wręcz kradnę ją od nich.

musicis.pl: Oglądając Wasze występy w górach, w otoczeniu natury, zastanawiamy się, czy natura ma również tak wielkie dla Was znaczenie?
Xenia: Ma ogromny wpływ! Natura jest tak dramatyczna… Ja jestem dramatyczna… Pochodzimy ze Szwecji, a ten kraj również taki jest. Tak jak Polacy, czujemy wpływ morza na ludzką psychikę i nastrój. Natura jest bardzo ważną częścią naszego życia i naszej muzyki.
Johnatan: Nasze wszystkie instrumenty są zrobione z drewna, a w szczególności instrumenty perkusyjne. Zatrzymałem ich naturalny koloryt, fakturę. Wtedy czuję ich organiczną siłę. Z jednej strony Natura potrafi być totalnie cicha i spokojna, a z drugiej strony potrafi zaskoczyć, być pełna życia. Zupełnie tak jak my.
Xenia: Pięknie powiedziane! Natura może być piękna, brzydka, silna, słaba. Dokładnie tak samo jak muzyka. Wiec finalnie: tak, jesteśmy bardzo związani z naturą.

musicis.pl: Czy zgodzilibyście się z opinią, że muzyka jaką tworzycie, jest swego rodzaju Waszym portretem, odzwierciedleniem Waszych dusz?
Xenia: Tak, dziękuję, ponieważ to jest mój cel. To właśnie chcę dać ludziom – siebie, nas. Kiedy jestem na scenie, jestem totalnie szczera. Cieszę się, że to mówicie. Jedyną rzeczą, która pozwala mi grać, jest zaufanie, szczerość. Polegając na moim głosie, talencie, mogę dać siebie. Mój głos to mój sposób bycia sobą. Czuje, że nie mam niczego lepszego, co mogłabym dać ludziom – to swego rodzaju dar. Chcę się tym dzielić…

musicis.pl: Kiedy do nas wrócicie?
Xenia: Planujemy wrócić na wiosnę, z nowym albumem!

Nie ma więcej wpisów