Bardzo osobista sobota to nowy cykl w serwisie musicis.pl, w którym co sobotę zaprezentujemy playlistę jednego z naszych redaktorów. To będzie bardzo osobiste podsumowanie tego, co w duszy każdego z nas gra. Chcecie poznać nasze muzyczne twarze? Włączcie Bardzo osobistą sobotę. Poniżej propozycje od Karoliny:

Hurts – Sunday
To była niedziela – koncert Hurts na MTP, 9.10.2011 roku. Ale jak się okazało, to nie koncert był najważniejszy. Na pewnym forum internetowym na kilka dni przed wydarzeniem odezwała się nowa użytkowniczka z wiadomością, że posiada dwie wejściówki i z chęcią odda jedną z nich w zamian za towarzystwo, bo przyjechała do Poznania na studia i jest tu sama jak palec. Napisałam do niej – no co mi szkodzi? Niestety, bilet już zajęty. Szkoda. W sobotę dzień przed koncertem okazało się, że jednak bilet znów jest wolny. Padło pytanie czy pójdę – poszłam. Nie pamiętam supportów – całe przegadałyśmy siedząc na podłodze z tyłu sali, za to pamiętam Hurts. Jednak ważniejsze jest to, że tego dnia poznałam osobę, z którą złapałyśmy kontakt od pierwszej sekundy, z którą rozumiemy się bez słów, na którą zawsze mogę liczyć. Tydzień po tym znów byłyśmy razem na koncercie i to trwa od tamtego czasu do teraz. I oby trwało jak najdłużej!

Snowman – Lazy
Jak to jest być na koncercie i nie poznać swojej ulubionej piosenki? Ja wiem. Jarocin 2012, Snowman na scenie, zaczynają grać. Jeden kawałek – drugi… Krótki set, bo festiwalowy, jeszcze o nieznośnej godzinie, więc nawet nie śniłam, że będzie Lazy. Panowie sobie nieco zmodyfikowali wstęp… Słucham… Tato? No w sumie pasowałoby… Ale nie zaraz… Jak usłyszałam pierwszy wers to naprawdę nie byłam świadoma, że potrafię z siebie wydobyć takie dźwięki – mam nadzieję, że osoby stojące w moim sąsiedztwie nie mają teraz problemów ze słuchem.

Muse – Citizen Erased
Uwielbiam Muse. To oni otworzyli mi oczy na muzykę, głównie za sprawą albumów Origin of Symmetry i Absolution. Citizen Erased to dla mnie taka esencja tego, jak chciałabym, żeby ten zespół brzmiał – teraz brzmi inaczej, bardziej przebojowo, co nie zmienia faktu, że na każdym koncercie emocje są takie same, a moje uwielbienie dla nich nie słabnie. Przy każdym przesłuchaniu teraz, nie mogę uwierzyć w to, że ja tego utworu nie lubiłam. Ba! Omijałam go na płycie notorycznie. Te piski, zgrzyty – tego się słuchać nie dało. Wtedy. Teraz jest inaczej, teraz za każdym razem z nadzieją jadę na koncert modląc się, żeby go usłyszeć. Niestety jadę też ze świadomością, że musiałby się cud wydarzyć żeby go zagrali. Może mi się w końcu uda. CitizenErased live to będzie moje muzyczne spełnienie.

Nosowska – Nomada
Wspomnienie OFFa 2012. Koncert Nosowskiej i… ulewa! Nie jakieś tam kropelki, nie. To było dosłownie oberwanie chmury! Zawsze marzyłam, żeby tańczyć w deszczu – i właśnie na Nomadzie tak było. Tłum ludzi, Nosowska, ja i deszcz. Niesamowite przeżycie.

Muchy – Rekwizyty
Najpierw piosenka stała się wyjątkowa za sprawą klipu, który powstał po części z nagrań fanów – w tym mojego. Jednak od trochę ponad roku kawałek ten znaczy dla mnie więcej niż każdy inny Much. Nie wiem czy nazwałabym go ulubionym, bo ciężko mi w przypadku tego zespołu bawić się w rankingi. Zdecydowanie jest tym najważniejszym, bo to właśnie Rekwizyty mają w sobie tekst, który stał się moim motorkiem, takim motywatorem do wstania i zmierzenia się z szarą codziennością. Tekst, który prawdę mówiąc będzie już ze mną na zawsze.

Smoke & Jackal – Roadside
Czy ja mam osobiste wspomnienia związane z tym utworem… Nie, jeszcze nie. Jednak postanowiłam, że się nim podzielę, jednocześnie wierząc w to, że jednak większość go zna. Panowie Brown i Followill zjawili się ze swoją magiczną EP-ką w idealnym momencie. W momencie, w którym usilnie poszukiwałam w muzyce tego nieokreślonego czegoś i właśnie u nich to znalazłam. Absolutnie oczarowali mnie klimatem, magią, subtelnością, prostotą – cała EP-ka zasługuje na uwagę.

Nie ma więcej wpisów