Co za czasy, już nawet serwisom muzycznym nie można wierzyć! Wchodzę na stronę, widzę rubrykę nowe brzmienia, więc sobie myślę, że spoko, jakieś nowe gatunki muzyczne, progresywna elektronika, odkrywanie nowych brzmieniowych lądów. Widzę nazwę Bobby the Unicorn – fajną, interesującą, postanawiam więc sprawdzić. Znajduję chłopca z gitarą. I to ma być nowe?!

Trzeba mieć niezły tupet, by w zakładce o nowych brzmieniach prezentować coś, co istniało prawdopodobnie z tysiąc lat przed naszą erą. Podobno pierwsze wzmianki o singer/songwriterach można znaleźć już w Księdze Wyjścia czy czymś podobnym. Poza tym, ten styl twórczości jest już tak wyeksploatowany, że szkoda czasu na wyszukiwanie nowych muzyków tworzących w tej manierze.

W dodatku – nie uwierzycie! – Bobby jest z Polski, z Warszawy konkretnie! A więc kolejny kowboj ze słowiańskiej ziemi, udający, że przemierza amerykańską prerię. Właśnie wydał EP-kę The Bravery. Cóż, odwagę to on musi rzeczywiście mieć, wystawiając się na tak łatwy odstrzał.

Chcecie dowodu? Proszę bardzo – odpalam EP-kę i cóż słyszę? Cztery świetnie napisane utwory, potrafiące w 15 minut stworzyć niepowtarzalny nastrój. Zarejestrowane przy pomocy wiekowego sprzętu muzycznego, brzmią niezwykle naturalnie, a oszczędne dawkowanie kolejnych aranżacyjnych składników tylko podkreśla wrażliwość Jednorożca. Zarzuty o eksploatowanie dawno zwietrzałej muzycznej stylistyki można cisnąć precz w obliczu melodii prostych, lecz nieustannie trafiających w sam środek tarczy. Nawet tak zwyczajna rzecz jak gwizdanie czy handclapy są tu tak bardzo na miejscu, że nie sposób sobie wyobrazić tych piosenek bez nich. Cóż, od początku wiedziałem, że to będzie coś wyjątkowego – ma się ucho do wyszukiwania tych młodych twórców.

Nie ma więcej wpisów