Był piątek, 7.12, na dworze mnóstwo śniegu, ujemne temperatury, ale w Meskalinie nikt nie odczuwał chłodu – atmosferę rozgrzewał poznański Snowman i zaproszeni przez niego goście świętując dziesiąte urodziny zespołu.

Formuła koncertu była niezwykła – na scenie prezentowali się goście wykonując kilka swoich numerów oraz jeden lub dwa utwory solenizantów. W Meskalinie trzeba było wynieść obecne stoły i krzesła aby pomieścić tłumnie zgromadzonych fanów i przyjaciół zespołu. O tym jak ważne to było wydarzenie świadczy fakt, że na tydzień przed koncertem bilety zostały wyprzedane – ratunkiem dla tych, którym nie udało się kupić wejściówki było Radio Merkury, które transmitowało koncert.

Na sam początek dźwiękami zaczęli czarować chłopcy z We Call it a Sound. Honorowo otworzyli to przyjęcie swoją wersją piosenki Faint Story Snowmana. Zaraz po nich na scenę weszli czarodzieje nastroju, czyli Twilite. Wykonali trzy swoje kawałki i utwór pochodzący z demo zespołu, Spanish View from the Window. Było subtelnie i spokojnie. Nie mogłam wyjść z podziwu jak cudnie mogą brzmieć dwa męskie głosy okraszone subtelnymi dźwiękami akustycznych gitar.

Krótkim przerywnikiem przed kolejną częścią koncertu był film o zespole, zawierający archiwalne nagrania z wyjazdów, pokazujący zespół od bardziej osobistej strony.

Po tym na scenę wkroczyli solenizanci, ale to nie oznaczało końca niespodzianek. Kolejni goście towarzyszyli Snowmanowi, zabrzmiały kawałki z obu płyt – za sprawą zaproszonych na scenę muzyków – w zaskakujących wersjach. Przy Holy Fekin Shirt pojawił się na scenie Łukasz Lach z L.Stadt, rozbrzmiały też dźwięki soundtracku do filmu Nosferatu wykonane wspólnie z Tomkiem Ballonem, następnie Maja Koman oczarowała głosem fenomenalnie wykonując hidden track z pierwszej płyty Snowmana, kawałek Lazy. Prawdziwą eksplozją emocji był jednak singiel Niezmiennie zaśpiewany w połowie przez autora tekstu do tego kawałka, Michała Wiraszko z Much, którego wspierał przyjaciel z zespołu – Damian Pielka.

Wydawałoby się, że po tak energetycznym wykonaniu nic już bardziej nie może rozgrzać atmosfery, jednak najpiękniejszym momentem całego koncertu, był magiczny finał – kawałek Tato, formacji Lumikulu, którą tworzą po części panowie ze Snowmana, w którym również zupełnie spontanicznie do muzyków dołączyli Michał Wiraszko, Damian Pielka i Tomek Ballon, grając na wszelkich dostępnych im przeszkadzajkach.

Sami solenizanci także nie dali sobie fory. Udowodnili, że potrafią odnaleźć się zarówno w rockowo-folkowych utworach – UFO L.Stadt wykonane wspólnie z Łukaszem Lachem – oraz w klimatach reagge w piosence Maji Koman. Całość przepełniona była ogromną ilością improwizacji, przy której muzycy oraz publiczność bawiła się wyśmienicie. Jak to u Snowmana na koncertach bywa – atmosfera była niemal rodzinna.

Dawno nie byłam na tak udanych urodzinach – słowa absolutnie nie są w stanie oddać tego, co się tego wieczoru wydarzyło, to po prostu trzeba było przeżyć. Wieczór był magiczny, nie zabrakło prezentów dla solenizantów, życzeń, wspomnień, wzruszeń. Panowie zdecydowanie zasłużyli sobie na taki dzień i oby grali i nagrywali dalej. Michałowi, Adamowi, Danielowi, Pawłowi i Grzegorzowi życzę natchnienia, samych słonecznych dni i kolejnych wspaniałych dziesięciu lat na scenie.

Nie ma więcej wpisów