Bezczelni, bezkompromisowi, bezpośredni, głośni, wciągający, polscy. Tak bardzo polscy. Nie prowincjonalni, zacofani, bez polotu – w tym jednym przypadku przymiotnik polscy to komplement najwyższej rangi. Powiedzcie mi, jaki inny zespół zasługuje na miano gwiazdy rodzimej sceny muzycznej? Myslovitz? Hey? To wszystko melodia przeszłości. Proszę państwa, narodziła nam się grupa złożona z prawdziwych artystów. Muzyków pełnych pasji, miłości i szacunku do własnego zawodu. Rodzili się przez trzy albumy. Zrywali kontrakty, demolowali hotelowe pokoje. A to wszystko po to, by nazwa Muchy brzmiała prawdziwie i szczerze. Bo jak inaczej można ich zdefiniować po takim koncercie jak ten zeszłotygodniowy w Hard Rock Cafe? Właściwie to po całej trasie koncertowej, promującej chcecicospowiedziec.

Muszę przyznać, że trochę obawiałem się jak w konfrontacji z publicznością wypadną nowe utwory. Nie dlatego, że są słabe(wręcz przeciwnie), ale dlatego, że nie mają takiej lekkości jak te z poprzednich płyt. Z pewnością dużo ambitniejszy, ale też w pewien sposób brudny charakter tego albumu mógł przeszkadzać. Mógł – ale nie musiał. Bo gdy ma się takiego wokalistę jak Michał Wiraszko, to wszystko przychodzi łatwiej. Nie chciałbym tu Michała zbędnie gloryfikować, ale sposób w jaki zaczął ten koncert, początkowe wykonanie Robotyki, Kurary i Wróżb, wrodzona charyzma – to sprawiło, że z pewnością kupił tym wszystkich obecnych pod sceną. A mogło już być tylko lepiej – oczywiście nie zabrakło singlowych Zamarzam oraz Nie przeszkadzaj mi, bo tańczę, gdzieś pomiędzy utworami z trzeciej płyty dostaliśmy jeszcze Najważniejszy dzień, Zapach wrzątku, Przesilenie, Przyzwolitość i na sam koniec Miasto doznań oraz Rekwizyty.

Wszyscy członkowie zespołu brzmieli naprawdę świetnie. Całkowicie nową jakość do Much wnieśli Damian Pielka i Krzysztof Zalewski – słychać to zarówno na albumie, jak i na żywo. Stare utwory brzmią tak jak powinny, za to nowe w porównaniu z wersją studyjną mają jakby więcej energii i polotu. Takich koncertów nam potrzeba – bez zbędnego dystansu, za to z bliskością pomiędzy publicznością a wykonawcą. Pierwszy raz od dawna poczułem prosty przekaz płynący ze sceny i jednocześnie szczęście, że mogę obserwować ewolucję Much na żywo i cieszyć się każdym dźwiękiem.

Jak to zrobić, by album tak wybitnie niekoncertowy jak chcecicospowiedziec brzmiał tak doskonale i przekonująco na żywo? Nie wiem tego ja, nie wiecie tego Wy. Wie za to Michał Wiraszko, wiedzą jego koledzy z zespołu. Być może to kwestia doświadczenia lub pełnej, twórczej wolności, a być może czysta ambicja, która sprawiła, że dopiero Muchy podniosły ten zszargany sztandar polskiej muzyki rozrywkowej. I dobrze się stało, że poznaniacy dorośli.

Nie ma więcej wpisów