Znacie poznaniaków z The Ploy? A może ostatnio, siedząc przed telewizorem, w trakcie reklam usłyszeliście bardzo fajny kawałek, ale nie możecie dojść do tego, co to za piosenka? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie poniżej. Jako że panowie z The Ploy ostro wzięli się do pracy nad nowym materiałem, a my niecierpliwie czekamy na efekty tej pracy, postanowiliśmy porozmawiać z nimi i wypytać o parę spraw. Spotkaliśmy się z Iwo i Stefanem w pubie Zielona Gęś, dzień po ich wspólnym koncercie z Eric Shoves Them in His Pockets. Przekonajcie się, co z tego spotkania wyszło.

musicis.pl: Jak wyglądały początki zespołu?
Iwo: Cała nasza trójka za młodych lat zakładała różne zespoły i próbowaliśmy realizować się muzycznie w różnych kierunkach. Z Andrzejem chodziłem do tej samej szkoły podstawowej. W pewnym momencie zacząłem robić taki mały solowy projekt, który Andrzej polubił i stwierdził, że moglibyśmy wspólnymi siłami spróbować ten projekt rozwinąć tak, żebym mógł go zagrać na żywo. Spotkaliśmy się, zaczęliśmy grać ale brakowało nam muzyków. Andrzej wcześniej grał w zespole ze Stefanem i powiedział, że będzie to odpowiednia osoba do takiej muzyki.  Stefan przyszedł i został. A okazało się, że robienie moich rzeczy to nie jest to, co może nam wyjść najlepiej – najlepiej jak zaczniemy robić swoją muzę w trójkę i powstało The Ploy.
Stefan: Jeszcze mogę dodać, że czynnikiem, który wpłynął na to, że to ja zostałem wybrany, a nie ktoś inny było to, że właśnie sobie kupiłem klawisze – taki mały syntezator. Dosłownie tydzień wcześniej. Przyniosłem na próbę wzmacniacz, gitarę i właśnie te klawisze, na które Iwo zrobił takie oczy Jezu pokaż mi to! Graj na tym! Zrób cokolwiek z tym, byleby to brzmiało!
Iwo: Tak właśnie było.
Stefan: Iwo kupił te same klawisze tydzień później.
Iwo: I na tych dwóch klawiaturkach robimy większość naszej muzyki do dzisiaj.

musicis.pl: Jakbyście mieli włożyć zespół The Ploy do jakiejś szufladki z muzyką, jak by się ona nazywała?
Stefan: Fajne jest to  nie staramy się zamykać na jeden nurt muzyczny. Na pewno możesz usłyszeć u nas rocka, możesz usłyszeć inspiracje czysto popowe, jest też sporo elektroniki i czasami wjeżdża trąbka.
Iwo: Ja może powiem w jakiej chciałbym się szufladce znaleźć. Bardzo bym chciał, żebyśmy byli odbierani jako twórcy piosenek. Ja bardzo lubię taką cechę utworów, którą można nazwać piosenkowością. Która może wydawać się nawiązaniem do jakiejś oczywistej konstrukcji, ale to w ogóle nie o to chodzi. Melodyczność, piosenkowość i przebojowość – to są takie cechy, które są bardzo trudne do osiągnięcia w muzyce i de facto dlatego też są one tak cenione. Myślę, że jakbym chciał być wsadzony do jakiejś szufladki to chciałbym, żeby była to szufladka z ludźmi, którzy potrafią pisać przeboje jakkolwiek źle by to nie brzmiało w tym momencie.
Stefan: Nie da się ukryć, że nasza pierwsza płyta, i jak na razie jedyna, która jest do pobrania w Internecie, to są bardziej utwory niż piosenki.
Iwo: Swego czasu zauważyliśmy, że jednak tam znalazło się kilka  piosenek. Do dzisiaj na koncertach przetrwały trzy z pierwszej płyty, czyli Trip, F_lies i Tomorrow. Zauważyliśmy, że są wartości w tych piosenkach, które dają nam kontakt z publicznością. W tą stronę idziemy. I ten nowy materiał jest już bardziej tym nacechowany.

musicis.pl: Jak już jesteśmy przy piosence Trip to jak to się stało, że znalazła się ona w reklamie McDonald’s?
Iwo: Ludzie, którzy zajmowali się tą kampanią reklamową znaleźli naszą piosenkę na YouTube i uznali, że ma ona cechy piosenkowości i przebojowości, a takie utwory są potrzebne w reklamach. Reklama ma Ci wpadać bardzo szybko do głowy i ma Ci tam zostać jak najdłużej – taki jest jej cel – więc każdym środkiem próbuje się to zrobić. Obrazem, treścią, no i muzyką, szukali też czegoś co od razu zwróci na siebie uwagę i zostanie Ci w głowie.
Stefan: Czwartą bronią była Cola Zero gratis. (śmiech)

musicis.pl: To jeszcze pozostając przy piosenkach – Wasz ostatni kawałek RE: to piosenka wyprodukowana przez Bartosza Szczęsnego. Jak doszło do nawiązania z nim współpracy?
Iwo: I nagrana, i wyprodukowana.
Stefan: Ta współpraca w sumie zrodziła się z tego, że znaliśmy się z Bartkiem wcześniej i to się przerodziło bardziej w takie koleżeństwo. Rynek muzyczny w Poznaniu, jeśli można tak go nazwać, nie ten wielkich scen, to tak naprawdę niewielu muzyków. Większość ludzi się po prostu zna. Zrobiliśmy taki utwór, męczyliśmy go na próbach przez pół roku.  Zrobiliśmy takie brzmienie, a nie inne i zastanawialiśmy się gdzie to nagrać, jak to nagrać, czy to nagrać? Kiedyś robiliśmy utwory, teraz staramy się tworzyć piosenki i sami nie mogliśmy uwierzyć w to, że zrobiliśmy taką piosenkę. Bo od A do Z to jest coś, co wpada w ucho, jest charakterystyczne i ma kompletne brzmienie.
Iwo: Zastanawialiśmy się, czy ktoś nas zrozumie. A ta stylistyka się kojarzy z tym, co Bartek tworzył wcześniej. Uznaliśmy, że to jest facet, który będzie się do tego nadawał. W ogóle Bartka poznałem w tym miejscu (pub Zielona Gęś). Było tak, że my jako The Ploy zagraliśmy na przeglądzie kapel jakichś tam Radia Afera, chyba trzy miesiące graliśmy wtedy ze sobą. I tam grał taki nie istniejący już zespół Not So Tronic, w którym na basie grał Bartek. Po tych koncertach, tutaj odbywało się after party. I pamiętam, że staliśmy w drzwiach, muzycy sobie grali jam session i Bartek mówi do mnie: Cześć, jestem Bartek. Stary, słyszałem, jak śpiewasz – mega fajnie. My jesteśmy z Not So Tronic. Podziękowałem i poszliśmy na piwo. Tu poznałem Bartka i trzy lata później siedzieliśmy u niego w pokoju i nagrywaliśmy tą piosenkę razem. Jesteśmy z tego super zadowoleni.
Stefan: Tak. To jest koleś, który ma mega pojęcie o tym jak można obracać piosenką, co można robić z dźwiękiem.

musicis.pl: Ale tak jak mówisz, piosenka ma te cechy przebojowości, bo mega wpada w ucho. Ja ją pamiętam jeszcze z Waszego koncertu w Starej Rzeźni przed Brodką, na pewno zagraliście ją na zakończenie, potem szukałam jej w internecie i nigdzie jej nie było.
Iwo: Tak, ludzie na Fejsie zaczęli do nas pisać, gdzie można posłuchać tej ostatniej piosenki i wtedy wiedzieliśmy, że trzeba ją nagrać.
Stefan: To na pewno był jeden z bodźców. My mamy dużo instrumentów na scenie i to jest pierwszy utwór, w którym pojawił się komputer, bo już nam zabrakło rąk. I na koncertach nadal to wypada troszkę inaczej niż w tej wersji finalnej, której możemy posłuchać. A z wersji finalnej jesteśmy mega zadowoleni.

musicis.pl: Rozumiem, że singiel RE: to zapowiedź kolejnej płyty? Macie już wydawcę? Czy może znów stawiacie na samodzielność, jak przy ostatniej i wydacie materiał nakładem własnym?
Stefan: To jest ciężki temat. Bardzo byśmy chcieli, żeby ktoś to łyknął i się do tego bardzo, bardzo, bardzo mocno przygotowujemy. Sam fakt, że nic naszego nowego oficjalnie nie można było posłuchać, nie można było niczego od nas zgarnąć, to jest taka namiastka tego, co robimy w tej chwili. Jeżeli mielibyśmy wydawać płytę w tej chwili to nie będzie wszystko w tym klimacie. Piosenka RE: to na pewno jest jakiś zwiastun, ale to nie jest ścieżka, którą będziemy podążać.
Iwo: Rzeczywiście, problem nasz jest taki, że reprezentuje nas w sieci rzecz, którą nagraliśmy dwa i pół roku temu, po pół roku współpracy. Wiadomo, że przez te trzy lata wiele się zmieniło, materiał jest nowszy – rozwijamy się po prostu. Można go oczywiście posłuchać na koncertach, ale jak często zdarza się, że wydawcy chodzą sobie na koncerty? Chcemy nowy materiał nagrać, żeby dać sobie szansę zostać przez nich zauważonym. Ale też nie chcemy wyrzucać tego materiału teraz do sieci za darmo, ze względu na to, że pracowaliśmy na niego dwa lata i liczymy, że jest on na tyle fajny, że znajdziemy kogoś kto nas wyda. No i będzie płyta.
Stefan: W grudniu wchodzimy do studia, do Vintage Records w Opalenicy, do Szymona Swobody.
Iwo: Ścieżki perkusyjne są już nagrane, teraz my wchodzimy ze Stefanem dograć gitary i wokale. Do końca roku na pewno będzie to skończone.
Stefan: To na pewno nie będzie cały materiał. W tej chwili mamy sześć albo siedem piosenek, które bardzo chcemy zarejestrować. Potem będziemy się bardzo starać, żeby ktoś to podchwycił. Zaczniemy to rozsyłać i zobaczymy, jaki będzie odzew.
Iwo: Tym bardziej jeżeli materiał już będzie nagrany, to jest dość wygodna sytuacja dla wydawcy bo dokładnie wie, w co inwestuje. Nie inwestuje w zespół, który nie wiadomo jak wyjdzie w studiu, tylko dostaje po części gotowy produkt – nagrany materiał, któremu może powiedzieć tak lub nie. I oby tak.

musicis.pl: Iwo, odpowiadasz za teksty, za wzór stawiasz sobie Janerkę i Ciechowskiego. Mimo to, piszesz po angielsku. Dlaczego? Nie chcesz się zmierzyć z językiem polskim?
Iwo: Próbuję! To jest trudne. W ogóle pisanie tekstów jest trudne. Bardzo chciałbym być lepszym tekściarzem niż jestem. W takim sensie, że nie przychodzi mi to łatwo. Siedzę nad tekstem w taki sposób, że dla mnie bardzo ważna jest śpiewalność tekstu. Używam wokalu – przynajmniej tak zawsze patrzyłem na wokal – jako następną linię melodyczną, czyli jako następny instrument. Jest dla mnie bardzo ważne, żeby tekst się dobrze śpiewał – wtedy się go też dobrze słucha. Jakoś sobie z tym radzę i mam nadzieję, że jakiś tam mega głupot nie piszę. Ale po polsku… To jest chyba problem osłuchania się z pewnymi zwrotami. Brodka jest super, Muchy – nowa płyta – też bardzo fajne wydawnictwo. To są takie jednostki, które śpiewają po polsku i robią to dobrze – ja nie umiem. Ale powiem jedno – jestem przekonany, że gdyby piosenka Trip była po polsku, to nie znalazłaby się w reklamie Maka. Więc powiem tak: śpiewam po angielsku, bo chcę, żebyśmy mieli szansę na zachodzie. I zaraz wszyscy zaczną mówić: Stary, ty jeszcze w Polsce niczego nie osiągnąłeś – jakie tam szanse na zachodzie! I tutaj jest taki mały znak, że w naszym przypadku ten argument jakoś tam przemawia i otworzył nam jakąś furtkę.

musicis.pl: Wygraliście plebiscyt 7 z Garażu. Na co wydaliście wygraną?
Iwo: To nie były wielkie pieniądze – bardziej nas ucieszyło to poparcie ludzi, którzy na nas głosowali. To było 1000 złotych, to jest pół utworu w studiu – całość poszła na konto zespołowe.
Stefan: Nie było tak, że kasa spłynęła, a my tego samego dnia przy barze czy w kasynie… Tak jak mówiliśmy przy okazji wygranej – odkładamy na konto na wysoki procent i będziemy żyć z odsetek.
Iwo: Zainwestowaliśmy te pieniądze w bardzo pewną inwestycję, która urośnie w kolejnych dwóch latach o kilkaset procent – wszystkie dane wskazują na to. Inwestycja w postaci nowego materiału.

musicis.pl: Czego słuchacie na co dzień?
Stefan: Ja właśnie wziąłem do samochodu najnowszą płytę Junior Boys i The Lonesome Crowded West Modest Mouse.
Iwo: Ja dzisiaj z Christophem (Paula i Karol, Eric Shoves Them in His Pockets) zachwycaliśmy się cały ranek Alt-J. Jak to jest możliwe, że oni wydają materiał i od razu puszczają cztery tak niesamowite klipy. Dzisiaj poranek przy Alt-J – rewelacyjna sprawa.
Stefan: Ostatnio byłem też na Bon Iverze w Berlinie i razem byliśmy też na Radiohead, również w Berlinie.

musicis.pl: Są jakieś młode polskie zespoły, które według Was mają szansę wybić się?
Stefan: Eric Shoves Them in His Pockets – bez żadnej kokieterii. Znamy się – może nie jakoś bardzo dobrze – ale nawiązaliśmy kontakt jakiś rok temu. Ja jestem pod ich ogromnym wrażeniem. Głowę mam pełną ich piosenek. Chłopaki grają w taki sposób, że wczoraj stałem na ich koncercie i myślałem sobie – nie wychodzimy po nich na scenę, bo się zbłaźnimy. Stałem i mówiłem: Nie, Iwo, jeszcze 10 minut, jeszcze 15 minut, jeszcze napiję się wody. Masakra!
Iwo: Ja jestem wielkim fanem kapeli, która już nie istnieje i nie wiem, dlaczego nie zrobiła wielkiej kariery, czyli Superxiu. Chłopaki wydali dwa lata temu albo rok temu super płytę, a potem wszystko się porozpadało. Sama płyta też nie zaistniała, co mnie zdziwiło. Bardzo cenię też to, co robi chłopak z Poznania, czyli Fismoll. Pojawiają się naprawdę fajne projekty. No i oczywiście Bartek Szczęsny, i jego Rebeka.
Stefan: Jestem fanem Much, ale nie wiem, czy to się zalicza, bo Muchy są już po trzeciej płycie.

musicis.pl: Powiedzcie mi jeszcze jedno – bo to mnie zawsze ciekawi – jak się czuje młody zespół, który gra supporty? Jak się gra dla publiczności, która nie przyszła posłuchać Was, tylko czeka na gwiazdę wieczoru?
Stefan: Chyba nie ma reguły na takie sytuacje. My też nie mieliśmy tak, że jakiś zespół X zaprosił nas na trasę koncertową i jeździliśmy z nimi przez miesiąc czy półtora. Ze trzy razy w tygodniu mieliśmy za zadanie rozpocząć koncert, mimo że przed tobą stoi publiczność, która nie czeka na ciebie tylko na zespół, który ma się pojawić za godzinę. Zagraliśmy tych suportów kilka w swojej… karierze.
Iwo: Kariera – jest to słowo, którego wszyscy się boją. Jak piłkarze. Facet biega od 20 lat po boiskach, zarabia na tym i mówi moja przygoda z piłką. (śmiech) To nie jest jakieś straszne słowo… chyba.
Stefan: Wracając do tematu – tak jak mówiłem, nie ma na to reguły. Przed Brodką graliśmy dla bardzo dużej publiczności i dla mnie jest to, póki co, najlepszy koncert, prócz tego wczorajszego, który był organizowany przez nas, a na który przyszło sporo osób. I to jest niesamowite, że rozwieszasz plakaty od pierwszej w nocy do siódmej rano, gdzieś pod wiaduktami idziesz z pędzlem i wiadrem z klejem zrobionym z mąki ziemniaczanej. Jedna osoba stoi na czatach, patrzy, czy policja nie jedzie. Wkładasz w to masę zaangażowania i się okazuje, że to ma jakikolwiek sens. Ale co do supportów, to nie mieliśmy nigdy jakiejś wielkiej wtopy.
Iwo: Prawda jest taka, że nie wychodzilibyśmy na tą scenę, gdybyśmy nie byli pewni, że mamy do zaprezentowania tym ludziom coś, co jest warte posłuchania. Wydaje mi się, że po pierwsze, gramy supporty przed fajnymi kapelami. Graliśmy przed Brodką, przed Myslovitz, przed Muchami, przed Fiszem. Nie wiem, czy w tym kraju moglibyśmy trafić lepiej, jeżeli chodzi o supporty – oczywiście mogliśmy trafić częściej. Grając, mamy bardzo dużą szansę znalezienia nowych odbiorców. Po drugie, dostajemy taki feedback, że to jest fajne. Gdy graliśmy przed Myslovitz, to na ich forum oficjalnym ludzie sobie pisali, że to był najfajniejszy support Myslovitz.
Stefan: Fajne były też różnice zdań. Bo w momencie ogłoszenia tego, że gramy z Myslovitz jakaś dziewczyna napisała: Słyszałam ich na Jarocinie, nic ciekawego, w ogóle żałosne, że oni grają. Po czym przyszedł dzień koncertu i już po wszystkim ta sama dziewczyna napisała, że cofa wszystko, co napisała, bo to był najlepszy support Myslovitz, jaki słyszała.

musicis.pl: Macie jakieś swoje ulubione miejsce koncertowe, w którym – póki co – grało się Wam najlepiej?
Iwo: Graliśmy mało koncertów w tych samych miejscach. Najwięcej razy występowaliśmy na Red Bull Tour Bus, bo to były cztery koncerty. Tam było bardzo fajnie, bo to jest super profesjonalna ekipa. Fajnie się gra w miejscach – i to nie muszą być wielkie miejsca – gdzie ekipa techniczna jest pomocna. Bo czasem trafi się, że jest wielka scena, ale ekipa jest na kacu albo zwyczajnie nie chce im się, bo jesteś tylko jakąś kapelą, która wyszła z garażu.
Stefan: Jeszcze się odniosę do poprzedniego pytania. Bo w momencie kiedy jesteś supportem, w przeciwieństwie do gwiazdy wieczoru, masz 30 minut na próbę, a zaangażowanie realizatorów to coś na zasadzie: No dobra, już wystarczy.
Iwo: Często tak jest, ale nie zawsze – zdarzają się bardzo mili i profesjonalni ludzie. Ale to też jest podejście ze złej strony bardzo. Taki młody zespół, który wchodzi na scenę – wiadomo, że jest w trudnej sytuacji. Ludzie są często rozczarowani, że muszą czekać na tym supporcie, do tego jeszcze ekipa nie jest specjalnie zaangażowana i nagłaśnia na zasadzie: jak tam wyjdzie – przez to stawia się zespół na przegranej pozycji z góry. To jest dość trudne, ale no co? Wchodzimy, nie jęczymy, gramy najlepiej jak umiemy i dajemy z siebie wszystko.
Stefan: Lubimy małe miejsca.
Iwo: Lubimy pełne miejsca!

musicis.pl: Jakie The Ploy ma plany? Już mówiliście, że wchodzicie do studia…
Iwo: Jesteśmy w tym toku nagrywania. Nie wiem, który raz to mówię – do końca roku to będzie nagrane. Istniejemy trzy lata i tym razem czuję już, że to nie jest marzenie. Tak będzie po prostu.
Stefan: Prawda jest taka, że nagrania rozpoczęliśmy cztery miesiące po wydaniu pierwszej płyty i te nagrania się ciągną do dzisiaj. Ale teraz znaleźliśmy bardzo dobre miejsce, gdzie mamy gościa – Szymona, który nas rozumie i się z nim dogadujemy. Współpraca z nim opiera się na bardzo luźnych stosunkach. Teraz już nie ma innej opcji – musimy to skończyć. Nic oryginalnego nie powiem. Chcemy skończyć nagrania i chcemy grać koncerty.
Iwo: Chcemy grać więcej koncertów. Mam nadzieję, że ta cała sprawa z tym, że nasza piosenka jest teraz dostępna we wszystkich domach – które mają dostęp do TVN, Discovery, HBO i paru innych kanałów – nam pomoże. W pewnym momencie uda nam się tak zrobić, żeby ludzie się dowiedzieli, że to jest piosenka polskiego zespołu – nasza piosenka i żeby popularność tej melodii przełożyła się też na naszą rozpoznawalność. W takim sensie, żebyśmy zaczęli lecieć w radiu. To nam pomoże w tym, żeby grać więcej. Bo anonimowość jest największym wrogiem każdego artysty.

Nie ma więcej wpisów