Ma nosa Polskie Radio, promując Klarę. Początkowe zasłyszenie nie przynosi kompletnych odniesień co do pochodzenia wokalistki. Po poznaniu jej bliżej, nie można pomyśleć, że dziewczyna jest nachalnym kopiowaniem zachodu. Wszystko przez niemal perfekcyjny wydźwięk wokalu, który przyrównać można do wokalistek, których angielski jest językiem ojczystym. Wszystko (no, może poza komicznym wykonaniem I’m a witch, które brzmi jak I’m a watch) wydaje się być naturalne i logicznie wynikające. Ciepły i wyraźny głos wydaje się być idealnie dopasowany do muzyki i odwrotnie. W odmiennym repertuarze mógłby się nie sprawdzić i zatracić wszystko, co urzeka na Away.

Jak możemy się dowiedzieć, Klara Jędrzejewska sama pisze muzykę oraz teksty do swoich utworów. Gra też na kilku instrumentach: gitarze akustycznej, ukulele, pianie, instrumentach klawiszowych i cymbałkach. To ważna adnotacja, która pomaga spojrzeć pod nieco innym kątem na twórczość siedemnastolatki. Mogąc wybrać drogę muzycznego przepychu, wybiera sprawdzone metody pracy głównie na swój rachunek, skupiając się na tym, co może jej się przydać przy solowych występach – na prostocie. Już sam singiel, swoboda The Clif przypomina nieco to, co robi Kate Nash, tyle że w wydaniu mniej komicznym. Nie jest też tak, że w kwestii brzmienia całość oscyluje w granicach grania akustycznego (Wishful Thinking).

Klara chce być postrzegana poważnie – dlatego wyrusza w mroczniejsze i bardziej złożone krainy takie jak w I’m a Witch czy w fortepianowym Enchanted. To chyba najlepsza kompozycja, która choć z szybszym tempem i mniejszym ładunkiem emocjonalnym wpada poniekąd (przynajmniej w początkowych tonach) w utwory The xx . Można by z niego wyciągnąć nieco więcej, choć i tak nie ma powodów do narzekań. A jednak wszystko pozostaje kwestią klasycznego przewodzenia gitary i fortepianu wzbogacanych od czasu do czasu lekkością smyczków.

Jej tekstów nie da się nie zrozumieć, bo mimo iż śpiewa w języku angielskim, to zazwyczaj podaje swoje myśli prosto na tacy, bez zbędnych metafor. Zostaje tylko prostota, która przesiąka album. W połączeniu z muzyką – nie sprawia to zupełnego spychania Away na tor mało wymagających melodii tła. Wręcz przeciwnie – w dziwny i dość niezrozumiały sposób lekceważenie (choć może to za mocne słowo) debiutu Klary obraca się w krótkim czasie o sto osiemdziesiąt stopni, hipnotyzując, wwiercając w głowę.

W całym możliwym epatowaniu Reginą Spektor i panną Apple brakuje właśnie jakiegoś większego uderzenia, pójścia w stronę poszerzenia skali dźwięku. Away nie oferuje zawrotności kompozytorskich i głośnych tonów, które mogłyby nadszarpnąć wizerunkiem kruchej i wrażliwej dziewczynki, która jawi się na tym albumie. I to poniekąd można rozpatrywać jako jego wadę, ale chyba jedyną, niewielką, bo to dopiero początek i wszystko może obrać dość niespodziewany kierunek. Przesłanie to wzmaga fakt, że producentem płyty został Artur Gadowski. Poza tym, to jedyna rzecz od bardzo dawna, która wyszła mu świetnie, więc głupio byłoby to zaprzepaścić.

Nie ma więcej wpisów