Poznali się na studiach w Londynie i postanowili założyć zespół. Kristy uwielbia słuchać jazzu, często zatapia się w muzyce artystów takich jak Ella Fitzgerald i Etta James. Jednak nie gardzi nowymi brzmieniami, głównie R&B. Patrizio poszukuje w muzyce czegoś innego. Dla niego najwięcej znaczą teksty – te o miłości, o uczuciach, szczere, prawdziwe. Lubi artystów, którzy nie boją się pokazywać swoich słabości i niedoskonałości. Razem tworzą We the Committee.

Na swoim koncie mają dwie EP-ki wydane w 2012 roku – This Won’t End Quietly (AA) oraz Munich – dające w sumie tylko, a może aż 10 utworów. Ale przy tych dziesięciu utworach można odpłynąć na całe godziny. Piękny żeński wokal – subtelny, ale nie dający się w żadnym momencie stłamsić, lodowaty, nastrojowy – okraszony jest dźwiękami układającymi się w spokojne, niezwykle melodyjne kompozycje. Ich receptą na magiczny klimat jaki tworzą jest subtelne bicie bębna owiane brzmieniem gitar z dużą ilością pogłosów.

Ich muzyka pozwala się wyciszyć. Stanąć na moment, złapać oddech. Całość jest tak wyważona i subtelna, że z powodzeniem mogłaby stanowić soundtrack do filmu. Zresztą, ci muzycy tego nie wykluczają – oboje interesują się filmem i jak – sami mówią – wiele ich utworów opiera się na szczególnych momentach i wspomnieniach zbudowanych z obrazów pozostających głęboko w ich pamięci. Teksty skupiają się na miłości, jednak nie ma tu cukierkowych wyznań i happy endów. To co można u nich znaleźć, to szczerość i prawda – nie brakuje bólu i rozczarowań, który jak rzadko kiedy, wypada tu niezwykle naturalnie.

Sami nie próbują określić tego, co tworzą i ja też nie próbuję, bo czyż nie lepiej słuchać po prostu muzyki, a nie gatunków? Ich muzyczne emocjonalne pejzaże na długo zapadają w pamięć.

Nie ma więcej wpisów