Mimo że wszystkie wieczorne serwisy informacyjne odwołały wczoraj koniec świata, to kalendarz Majów mówi jasno: it’s over. Skoro nic na to nie poradzimy i na skutek spektakularnej katastrofy Ziemia powoli przestaje istnieć, to chociaż posłuchajmy sobie czegoś ciekawego. Oto zestaw utworów, które niczym orkiestra Titanica, potowarzyszą Wam do samego końca. Happy end of the World, everybody!

1. Muppet Show – Mahna Mahna…m
Jest tyle wspaniałych, przejmujących kompozycji o zagładzie, nadchodzącym końcu, umieraniu. Tyle utworów bezpośrednio związanych z tym lub podobnym wydarzeniem, które stały się częścia kultury masowej – Where’s my mind? za sprawą ekranizacji Fight Club lub I don’t Wanna Miss a Thing z powodu ostatnich scen Armageddonu. Bez wątpienia, stałyby się one, niezwykle wymownym tłem dla tego ważnego wydarzenia. Jednak nikt, nikt powiadam, nie spodziewa się tej melodii, o sile rażenia, która przewyższa wybuchające wieżowce, spadające meteoryty, asteroidy i najazd obcych rodem z serii gier Mass Effect. W tym właśnie tkwi siła tej piosenki, bo nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji. Nie mają tego żadne smutasy z Sigur Rós, Radiohead czy Godspeed You Black Emperor. Wspomnicie moje słowa, kiedy niebo zostanie skąpane w czerwieni, a z głośników popłynie zachęcające do przyłączenia się tututururu.

2. The Doors – The End
Jeśli koniec świata jest bliski to, aby być na niego dobrze przygotowanym należy posłuchać głosu Jima Morissona po raz ostatni. Jedenaście minut trwania utworu to bez wątpienia jedno z najlepszych przeżyć jakie może was spotkać . Ucztą dla ucha jest słuchanie przejmującego wokalu frontmana The Doors w akompaniamencie gitar i perkusji. Bez różnicy, czy koniec świata zastanie was w domu, pracy, czy w bunkrze włączcie The End, zapadnijcie się w dźwięki tego utworu i niech się dzieje co chce.

3. Cool Kids of Death – Na wszystkie cztery strony
Chyba sam tekst refrenu wystarcza za odpowiedź dotyczącą znalezienia się utworu na liście. Ale to nie tak, że jestem zbuntowany i mroczny. Nawet nie ironiczny, bo wtedy mógłbym polecić przesłuchanie Louisa Armstronga i jego What a Wonderful World. Równie dobrze jednak mógłbym wstawić tu masę innych propozycji. Mimo wszystko zdecydowałem się na odruch patriotyczny, bo to przecież nasz zespół. Wydaje mi się też, że do wysłuchania CKoD nie potrzeba wielu specjalnych okazji. A w tym wypadku, jeśli dodatkowo reszta ludzkości miałaby ich poznać – nawet w swoich ostatnich chwilach – to też zawsze jakiś sukces na skalę światową. Pierwszy taki i ostatni.

4. Muse – Apocalypse Please
Kiedy słyszę słowo apokalipsa od razu w moich uszach rozbrzmiewa wstęp do kawałka Muse – Apocalypse Please. Ta groza płynąca z dżwięków pianina wzmacnianych mocnymi uderzeniami bębnów idealnie wpasowuje się apokaliptyczne klimaty, do tego This Is the End of the World w refrenie i mamy prawdziwy zwiastun apokalipsy. Matt Bellamy już nagrywając Absolution naczytał się złowrogich przepowiedni, różnych teorii spiskowych i po prostu wiedział. Wiedział, że nastanie chwila którą opisuje słowami: it’s time we saw a miracle, come on it’s time for something biblical. Dla mnie nie ma lepszej piosenki na obiecywany koniec świata.

5. Placebo – The Bitter End
Jeśli koniec świata to tylko w doborowym towarzystwie i przy najlepszej muzyce. Placebo to dla mnie właśnie taka esencja wszystkiego co ważne. Z ich piosenkami wiąże się mnóstwo moich wspomnień. Dlaczego The Bitter End? Bo na samym końcu podobno całe życie przelatuje nam przed oczami, a jeśli mam wspominać wszystkie ważne rzeczy, które zrobiłam to nie wyobrażam sobie lepszego soundtracku pod to wszystko. Jednak na wszelki wypadek (gdyby koniec świata po raz kolejny został odwołany) na mojej playliście zaraz po The Bitter End ustawiłam bardziej optymistyczne Bright Lights żebym mogła głośno powiedzieć: it may be elaborate fantasy, but it’s the perfect place to start.

6. Björk – Pluto
W moim ulubionym islandzkim filmie Hafið pojawia się wyśmienita, choć trochę groteskowa scena, w której kobieta, w zemście za publiczne upokorzenie, za pomocą ciągnika z podnośnikiem, wrzuca auto i siedzącego w nim mężczyznę wprost do morza (mężczyźnie nic się nie stało). Przy jego rozpaczliwych krzykach słychać właśnie szalone dźwięki Pluto. Wtedy dopiero dopadł mnie ten utwór – Björk śpiewająca: Excuse me / But I just have to explode / Explode this body / Off me, wydająca z siebie ostre, przeszywające krzyki – prawdziwa złość i destrukcja. Björk nie byłaby jednak sobą, gdyby zostawiła nas z samym zniszczeniem. Eksplodowanie okazuje się być niezbędne i oczyszczające i zapowiada całkiem niezły nowy start 🙂 I’ll be brand new / Brand new tomorrow / A Little bit tired / But brand new. Natknęłam się również kiedyś na fantastyczną według mnie interpretację, jakoby Pluto jest utworem na temat… kaca. Chęci eksplodowania i opuszczenia swojego ciała w dzień po szaleńczej zabawie.

7. The National – Runaway
Walące się mosty, woda wlewająca się do budynków, twarze przerażonych ludzi, którzy ostatni raz wpadają w objęcia ukochanych osób. A to wszystko w kompletnej ciszy. Jakby jakiś wszechmogący DJ wcisnął przycisk mute na swoim wszechpotężnym odtwarzaczu. I w pewnym momencie zaczyna się Runaway. I nic się nie uratuje. Pojawiają się błyski. W wodzie, obok jeszcze żyjących osób walczących o przetrwanie dryfują martwe ciała. A Matt Berninger swoim nad wyraz spokojnym i zarazem pełnym emocji głosem wyśpiewuje kolejne wersy Runaway. Idealny koniec świata.

8. R.E.M. – It’s the End of the World
Mam wrażenie, że świat umiera już od jakiegoś czasu, a człowiek to taka parszywa istota, która nad wszystkim przejdzie do porządku dziennego. World 2.0 log on. Jeżeli jednak mamy być świadkami spektakularnego przebiegunowania, to bez większej filozofii, chcę oddać się ostatnim uciechom i odejść, umazana sernikiem z żelkiem między zębami. Birthday party, cheesecake, jelly bean, boom!

9. Rihanna – Don’t Stop the Music
Skoro to ostatnie chwile świata, to trzeba je spędzić na 200%. W głowie zabawa, rozrywka i spontaniczność. Dlaczego więc nie włączyć utworu, który królował na parkietach przez długi czas. Choć moim zdaniem Rihanna śpiewać nie potrafi, to ten singiel naprawdę porywa mnie od a do z. Także nawet jeśli faktycznie lodowce się topią, kontynenty stwierdziły, że nie chcą już dłużej siedzieć w jednym miejscu, a meteoryt postanowił z bliska zobaczyć Wielki Mur Chiński – mnie to nie interesuje. Ja idę tańczyć.
PS. Jeżeli jakimś cudem czytają to Jeźdźcy Apokalipsy, to zapraszam na chwilę na imprezę. Bo chyba wielkiej różnicy nie zrobi 5-minutowe opóźnienie oficjalnego zakończenia istnienia naszej planety.

10. M83 – We Own the Sky
Pierwsza myśl – M83 i… sama do końca nie wiem dlaczego. Po głębszym zastanowieniu doszłam do wniosku, że to idealny soundtrack do filmu, który przysłowiowo widzimy przed oczami kiedy najzwyczajniej znikamy z tego świata. Nazwała bym to bardziej… soundtrackiem wspomnień. Z tą piosenkę wiąże mnie wiele osobistych przeżyć, a jej słodko-gorzki charakter, elektroniczna energia z melancholijną wręcz melodią i wokalami sprawia, że ten utwór mógłby być tym, który podsumowuje w jakiś sposób moją osobowość i stawia kropkę nad i w momencie końca świata 😉

11. Sigur Rós – Popplagid
Z pewnością nie jest to typowa smutna piosenka o umieraniu, zagładzie czy apokalipsie. Wybrałam ją, bo ma dla mnie szczególne znaczenie: to właśnie od niej zaczęła się na dobre cała moja przygoda z muzyką. Często w różnych telewizyjnych programach, gdy ktoś odpada, pokazywany jest filmik z najciekawszymi momentami danego uczestnika. I właśnie Popplagid mogłoby stanowić soundtrack do takiego filmu z mojego życia. Zamykam oczy, na początku jest spokojnie, delikatnie, później powoli zaczyna dawać o sobie znać perkusja, aż nadchodzi krótka chwila spokoju- zwiastująca prawdziwe apogeum. Dziesięć nieprzewidywalnych minut, podczas których mogą walić się wieżowce, atakować zombie, trząść się ziemia, a ja i tak będę skupiona tylko na dźwiękach i niesamowitym falsecie Jónsiego. Ale spokojnie, w odtwarzaczu w kolejce czeka już namawiająca do skakania(z radości oczywiście!) w kałużach Hoppipolla, gdyby jednak koniec świata w ostatniej chwili odwołano.

12. Goldfrapp – Utopia
It’s a strange day / No colours or shapes / No sound in my head / I forget who I am.
Czy tak będzie wyglądał koniec świata? Gdybym miał wybrać ostatni utwór, który usłyszę w swoim życiu, wybieram ten singiel z debiutanckiego albumu Goldfrapp pt. Felt Mountain. To esencja surrealizmu – w warstwie tekstowej jak i muzycznej. Dramatyczny klimat wraz z wokalizą Alison od pierwszych sekund powoduje dreszcze na całym ciele. W kontekście końca świata Utopia działa na mnie dość ambiwalentnie – z jednej strony pięknie byłoby patrzeć na zniszczenie Ziemi przy akompaniamencie cudownych syntezatorów z tego kawałka, z drugiej – czuję niepokój, bo wiem, że nic piękniejszego już nigdy się nie zdarzy. Drugiej takiej Utopii nie będzie.

13. Kaiser Chiefs – Problem Solved
Problem Solved
– słowo klucz dla wszystkich zatroskanych. Koniec świata? Według mnie oznaczałby koniec zmartwień. Faktem jest, że ludzie za bardzo się przejmują, a jednak nie na tym świat powinien polegać. Kaiser Chiefs podsuwają nam więc jasną stronę upadku ludzkości, świata i wszystkiego po kolei. Dlatego właśnie życzyłabym sobie tę piosenkę w akompaniamencie dla śmierci. Problem Solved powinno być okrzyknięte nowym hakuna matata. A czy nie umierałoby się wtedy o wiele przyjemniej? Nagle sytuacje bez wyjścia za sprawą galaktycznej katastrofy/apokalipsy zombie/potopu (niepotrzebne skreślić) zyskałyby rozwiązanie i wszyscy nie żyliby długo, ale przynajmniej szczęśliwie.

14. Placebo – Special Needs
Utwór, który z czasem, staje się definicją, znakiem, symbolem… i wreszcie… po dziesiątkach, setkach, tysiącach, milionach odtworzeń staje się: kimś… Kimś, z kim spędzi się ten koniec świata. Remember me.

15. Bat for Lashes – Higher Than a Sun
Na myśl o końcu świata chciałam zaproponować smutną, wzruszającą, melancholijną piosenkę, która odzwierciedlałaby wszechogarniające niezadowolenie, Weltschmerz i dążenie do perfekcji. Później jednak znowu dopadła mnie piosenka, która prześladuje mnie już od pewnego czasu – cover Bat For Lashes piosenki Higher Than a Sun, w oryginale wykonywanej przez Primal Scream. Wsłuchałam się po raz kolejny dogłębnie w tekst tej piosenki. Analizując go pod kątem Końca Świata, stwierdziłam, co następuje w refrenie: I’ve glimpsed, I have tasted, fantastical places / My soul’s an oasis, higher than the sun. Takiej refleksji i Wam życzę – z okazji końca świata. Niech będzie końcem, ale i początkiem czegoś nowego.

Nie ma więcej wpisów