Na wstępie przyznam szczerze, że to nie jest do końca świeżynka. Mateusz Boruszczak, bo właśnie ta osoba kryje się za enigmatyczną nazwą Niedodźwięki, pierwszą EP-kę pt. Koalicja w Krainie Czarów sygnowaną tym pseudonimem umieścił w sieci w styczniu 2011 roku. Od tego czasu powstały dwie kolejne, a ja wciąż mam wrażenie, że o tym chłopaku ciągle mówi się za mało.

Mateusz jest muzykiem-samoukiem. Pierwszą gitarę wziął do rąk mając dwanaście lat. Od tego czasu nieustannie poszukiwał swojego stylu, przechodząc kolejno przez trash metal, brit pop oraz hip-hop. Wtedy też wpadł na pomysł Niedodźwięków. Jak sam mówi, nazwa wywodzi się z niedopowiedzeń, dokładniej – ma podkreślać ich wartość. W końcowym efekcie Niedodźwięki okazują się być projektem z pogranicza trip-hopu i nu jazzu. Otrzymujemy od niego lekkie melodie przeplatające się z melancholijnymi dźwiękami, a w tym wszystkim ukryte są magiczne partie trąbki delikatnie owiane odrobiną elektroniki.

Z założenia jednoosobowy projekt za sprawą najnowszej EP-ki pt. Discovery Kaszebe stał się czymś więcej. W nagrywaniu materiału brało udział siedem osób, jednak nadal mózgiem całości pozostaje Boruszczak. To do niego należą teksty, to on komponuje muzykę, w końcu też sam zajmuje się całą produkcją materiału.

To co zwraca szczególną uwagę, to niesamowita zdolność obserwacji otoczenia i ogromna wrażliwość wypływająca wraz z każdym kolejnym słowem tekstu. Ten chłopak naprawdę potrafi posługiwać się słowem w sposób niezwykle lekki, zgrabnie opowiadając proste historie, ocierając się przy tym niemal o poezję śpiewaną. Najbardziej charakterystyczną dla Niedodźwięków cechą jest osobisty ton jego twórczości, konsekwentnie przemycany w jego muzyce od samego początku.

Potrzeba indywidualizmu, umiejętność zabawy słowem i wielka muzyczna wrażliwość zrodziła nam ciągle jeszcze nie do końca docenioną perełkę jaką są Niedodźwięki. Warto się z tą muzyką zapoznać, zaprzyjaźnić, a nawet się w niej zakochać.

Nie ma więcej wpisów