Everything Everything to zespół, który powoli – choć sukcesywnie – zaskarbia sobie coraz to większą rzeszę uszu. Niedawno wydali drugi album pt. Arc, który tym razem ukazał się w barwach wytwórni Sony Music. Przed koncertem w Łodzi (Atlas Arena) miałam przyjemność spędzić z Johnatanem Higgsem (wokal) i Alexem Robertshowem (gitara) kilka chwil, podczas których uraczyli mnie kilkoma ciekawostkami na temat trasy koncertowej u boku legendarnego już zespołu Muse.

musicis.pl: Panowie! Szczerze mówiąc, jestem zawiedziona – powiedziano mi, że wywiad będzie przeprowadzany w tourbusie!
Jonathan Higgs:
Przepraszamy! Tak szybko tu przyjechaliśmy, że nawet nie zdążyliśmy w nim posprzątać. (śmiech)

musicis.pl: A mieliście chociaż szansę zobaczyć nasze piękne miasto, Łódź?
Jonathan Higgs:
Nie, my akurat nie, ale nasze dwie pozostałe części składowe tak! I powiedzieli, że pałętają się po tym mieście jakieś straszne psy! (śmiech)

musicis.pl: No tak, Łódź nie wydaje się na pierwszy rzut oka przyjemnym miastem. No dobrze… Słuchajcie, jak oceniacie swoją trasę koncertową?
Alex Robertshaw:
Nieziemsko, wczoraj było chyba najlepiej, w Pradze. Wspaniali ludzie, piękne, urocze miasto. Świetny odbiór, entuzjastyczne przyjęcie.

musicis.pl: W takim razie świetnie się bawicie wraz z Muse?
Jonathan Higgs:
O tak, zdecydowanie.

musicis.pl: No właśnie, to jak to się stało, że jesteście tutaj, obok Muse?
Jonathan Higgs:
W zasadzie wysłaliśmy próbkę naszej twórczości (cztery utwory) i jakoś bardzo szybko to wszystko poszło. Dom (perkusista Muse) odpowiedział, że bardzo spodobała mu się nasza muzyka, a reszta się zgodziła. Bardzo chcieliśmy z nimi pojechać w trasę. Szanujemy ich i to jest dla nas swego rodzaju wyróżnienie.
Alex Robertshaw:
Dokładnie. Poza tym, to nasza pierwsza trasa koncertowa na tak dużą skalę. Wiesz, jesteśmy teraz w Polsce, byliśmy w Pradze. Marzenia się spełniają.

musicis.pl: Obiecuję Wam, że dzisiejszy koncert też będzie należeć do niezapomnianych, bilety zostały wyprzedane, więc przygotujcie się na mrowisko ludzi. Porozmawiajmy o waszej okładce. Kto jest ojcem pomysłu okładki à la więzienie?
Jonathan Higgs:
W zasadzie to nie wiem… może ja? Nie wiem, ale od początku było ustalone, że na okładce będziemy my. Nie chcieliśmy się chować za jakimiś fantastycznymi motywami czy rysunkami. Wydaje nam się, że ta okładka sprawia, że jesteśmy szczerzy, namacalni. Po co jakaś sztuczność? Pokazujemy siebie, więc co ma się pojawić na okładce?
Alex Robertshaw:
Wydaje mi się, że nasza okładka niesie ze sobą cichą dawkę emocji. Mimo że jest bardzo oszczędna w formie, w jakiś sposób nas określa.

musicis.pl: Jak się czujecie, wydając już drugi album? Stresujecie się?
Jonathan Higgs:
Nie, nigdy nie mieliśmy ciśnienia na sławę. Za pierwszym razem zostaliśmy skrytykowani, od góry do dołu przeanalizowani. Teraz staraliśmy się skupić na muzyce, odsunąć na chwilę sprawy komercji etc. Nie chodzi nam o to, by przebić pierwsza płytę, nie stresujemy się oczekiwaniami. Robimy swoje. Myślę, że ta płyta jest kontynuacja pierwszej. Na swój sposób inna, ale z pewnością nie jest totalnie oddzielnym tworem.

musicis.pl: Gdybyście mieli opowiedzieć o jednym, takim najbardziej znaczącym utworze z płyty, jaki byście wybrali?
Alex Robertshaw:
The Peaks?
Jonathan Higgs:
A tak… Może… Ta piosenka to duże… (chwila zastanowienia) Kurcze… Trudne pytanie! (śmiech)

musicis.pl: Pytam, ponieważ słuchając albumu, zwróciłam uwagę na The House Is Dust. Powiedzcie mi trochę o tym utworze.
Jonathan Higgs:
Ten utwór to ciężki kaliber. Odnosi się do kwestii rodzinnych. To, o czym mowa, działo się wokół nas w trakcie tworzenia albumu. Ma wydźwięk fatalistyczny, ale to w zasadzie piosenka-pytanie. Gdzie zmierzamy, co przyniesie przyszłość?
Alex Robertshaw:
Dla mnie ten utwór niesie ze sobą niesamowitą dawkę emocji, uczuć. Pierwsze skrzypce gra perkusja, która nadaje tempa, rytmu, a tym samym wzrusza. Z drugiej strony, ten numer nagraliśmy spontanicznie. To było niesamowite.

musicis.pl: Dobrze… w takim razie powiedzcie mi, jak opisalibyście swoją muzykę, tak jednym zdaniem.
Jonathan Higgs:
Radiohead z poczuciem humoru!!! (śmiech)

musicis.pl: Świetna odpowiedź! Myślę, że Tom York nie będzie miał do Was żalu za to stwierdzenie. A jeśli chodzi o wasze wykształcenie? Każdy z Was ma jakieś muzyczne zaplecze? Akademia muzyczna?
Jonathan Higgs:
W zasadzie tak. Chociaż non stop się uczymy. Jeśli chodzi o mnie to staram się zapomnieć o tym, czego się nauczyłem w szkole. Chcę być autentyczny sercem, nie warsztatem, choć on tez się liczy. Emocje są dla mnie priorytetem. Można świetnie grać, a nie dawać w tym wszystkim siebie. Bardzo tego nie chcę. Nasza twórczość to nie popis możliwości. To my, w sensie emocjonalnym. To cztery dusze próbujące coś przekazać. Czasem nawet na próbach ciężko nam się zgrać, bo nierzadko zdarza mi się zawiesić i grać coś zupełnie innego. (śmiech) Chciałbym czasem cofnąć się do czasów dziecięcych, kiedy grało się przede wszystkim sercem.
Alex Robertshaw:
Muzyka, gra na instrumentach jest jak nauka języka. Musisz znać alfabet, musisz nauczyć się posługiwać tym językiem, żeby potem tworzyć swoje, improwizować etc. Trzeba być otwartym, mieć szerokie horyzonty, być świadomym siebie samego i mieć odrobinę pokory.

musicis.pl: A często się kłócicie?
Jonathan Higgs:
No właśnie nie i trochę nas to martwi, bo nie wiemy, jakbyśmy się wtedy zachowali. Nie mieszkamy razem, więc mamy szansę za sobą zatęsknić. (śmiech) Jesteśmy facetami, mamy dziewczyny, więc z nimi mieszkamy. (śmiech)

musicis.pl: A na jakiej muzyce się wychowaliście, czego słuchacie w domowym zaciszu?
Alex Robertshaw:
Arcade Fire, Radiohead, The Beatles, wszystkiego co dobre! (śmiech)

musicis.pl: Niestety, musimy już kończyć, organizatorzy się niecierpliwią. Życzę Wam szaleństwa i mam nadzieję, że dziś będziecie się świetnie z nami bawić!
Jonathan Higgs:
Dziękujemy za rozmowę! Nie było nudno!

Nie ma więcej wpisów