Harley Streten jest znany nam wszystkim bliżej jako Flume. 12 stycznia odwiedził mury Soho Factory w Warszawie. Jak dotąd, jeden z najgłośniejszych debiutów. Młody, utalentowany i niespełna 20-letni producent zaczarował tysiące Internautów. Kilka godzin przed występem mieliśmy okazję zamienić z nim kilka słów. Mimo ogromnego zmęczenia, Harley obdarował nas kilkoma ciekawostkami dotyczącymi swojej twórczość. Miłej lektury!

musicis.pl: Zacznijmy może od tej uroczej historii z płatkami śniadaniowymi…
Harley Streten: 
A, tak, miałem wtedy może 11 lat, siedziałem z tatą, jedząc śniadanie i w opakowaniu płatków śniadaniowych znalazłem program do komponowania muzyki. Usiadłem przy komputerze i mnie olśniło. Perkusja, cymbałki, bity – w każdym opakowaniu płatków był inny rodzaj muzyki. Był rock, pop, dance. Miałem wszystkie! Takie dziecięce hobby jak zbieranie naklejek.

musicis.pl: Czy w takim razie tata miał wpływ na Twoją wrażliwość na dźwięk? Jakiej muzyki słuchałeś?
Harley Streten:
 Moją pierwszą miłością był trans. Sięgając pamięcią wstecz – był to rok 2000. Następną fascynacją był house, dance, w 2007 elektronika i tak już zostało. Mniej więcej od trzech lat, kiedy odkryłem Flying Lotusa, Cheta Fakera, Hermitude, Justice. Sto procent chronologii! Ale mój tata nie miał na mnie wpływu, wręcz nie lubił mojej muzyki – transu. Ale to chyba zrozumiałe, żaden rodzic nie lubi takiej muzyki.

musicis.pl: Twoja kariera pędzi w zawrotnym tempie – trasy koncertowe, festiwale, wywiady, popularność. Co Ty na to? Nie za szybko?
Harley Streten:
 Nie! Kocham to, mam dystans do tego wszystkiego. Ludzie pytają: czy to nie za szybko? A ja pytam: dlaczego?

musicis.pl: W takim razie nie traktujesz tego jeszcze jako pracę?
Harley Streten:
 Póki co, strasznie mi się podoba to tempo. Praca…? W pewnym sensie tak. Mam deadline’y, czego nie lubię, bo czuję się ograniczany i osaczany, nie mogę niczego spieprzyć. Z drugiej strony, nie stresuje mnie to. Mając 12 lat – marzyłem o tym, to były dziecięce marzenia, a teraz? Jestem szczęściarzem. Marzenia się spełniają. Czuję się z tym świetnie i rozpiera mnie niesamowita radość. Poznałem tylu wspaniałych ludzi, tylu muzyków. Kiedyś to było nie do pomyślenia…

musicis.pl: A jako dziecko grałeś na jakichś instrumentach?
Harley Streten:
 Tak, przez 9 lat grałem na saksofonie. Całe studia i wcześniej.

musicis.pl: W Polsce jesteś pierwszy raz, prawda? Jak Ci się podoba? Śnieg, a w zasadzie burza śnieżna…
Harley Streten:
 O, tak, to mój pierwszy raz w Polsce. Wczoraj byliśmy w Brukseli, o 1:00 w nocy wyjechaliśmy, spałem może trzy godziny w samochodzie. Generalnie padam ze zmęczenia. To chyba mój rekord, jeśli chodzi o wytrzymałość organizmu bez snu i bez wspomagaczy… (śmiech) Widząc śnieg – oniemiałem. Mam ze sobą lichą kurteczkę (wskazuje wiosenną wiatrówkę). Wysiedliśmy z samochodu i zaczęła się sesja zdjęciowa, bo żaden z nas, z ekipy nie widział tak wielkiej ilości śniegu. Zważywszy na to, że w Australii jest on w znikomej ilości, wyobraź sobie kilku gości, którzy widząc go, dostają totalnej głupawki! (śmiech) Kiedy ruszaliśmy w trasę, w Australii były 32 stopnie na plusie… a tu jest 30 na minusie!

musicis.pl: Bardzo żałuję, że tego nie widziałam! Ale wchodząc do Soho, widziałam Twojego kolegę, który stał z otwartą buzią i robił zdjęcia. Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że taką sensację wzbudza nasza Polska zima. Wracając do Ciebie, powiedz mi, jak traktujesz muzykę, która tworzysz? Jak opisałbyś wasz związek?
Harley Streten:
 Jako bardzo intensywny! Jestem wyznawcą eksperymentów, elektronicznej kokieterii ucha. Można by ją roboczo nazwać eksperymentalną elektroniką z mocnym wpływem hip-hopowym i wpadającymi w ucho melodiami.

musicis.pl: Masz swój styl, swoją poetykę, swój sposób widzenia i odczuwania muzyki…
Harley Streten:
 Bo tak naprawdę to nie tylko muzyka – to ja, ale w rożnych odsłonach. Z drugiej strony, moja muzyka to w jakimś sensie moja marka, o którą dbam.

musicis.pl: Porozmawiajmy o okładce. Jest senna…
Harley Streten:
 I taka miała być, te kolory: róż, mieniące się fiolety. Ciesze się, że to mówisz, takie było założenie. Okładka miała być odzwierciedleniem mojej muzyki. Jest momentami senna, oniryczna. Zresztą, w ogóle elektronika kojarzy mi się ze snami…

musicis.pl: Mam nadzieję, że koncert jaki dziś zagrasz w Soho, będzie jednym z tych wyśnionych. Lepszego miejsca na koncert nie mogłeś sobie wymarzyć – to raz, a dwa – ludzie nie mogą się doczekać. Dziękuję za rozmowę i za to, że nie usnąłeś!
Harley Streten:
 (śmiech) Nie dało się zasnąć!

Nie ma więcej wpisów