Trójka ambitnych Szkotów zdecydowała się wydać podwójny album. Większość łapała się za głowę, pytając: po co? Podwójny album to nie lada gratka dla fanów, którzy za jednym rzutem dostają w swoje rozochocone ręce mnóstwo nowego materiału do maglowania. To też niezła pożywka dla krytyków, którzy będą się doszukiwać zapychaczy, słabych kawałków i z uporem maniaka będą powtarzać, że: trzeba było wydać jedną płytę, bo byłoby lepiej. Ale Szkoci nie ulegli, uparli się i mamy – szósty album Biffy Clyro, któremu nagrywaniu towarzyszyło motto: nie bać się niczego i tym sposobem otrzymaliśmy dwie płyty złożone z dwudziestu utworów, w których muzycy postanowili nieco poeksperymentować.

Panowie żyli niegdyś w świecie, w którym fanów zdobywali przez granie niebywałej ilości koncertów, a teledyski kręcono za parę funtów. Po wydaniu Only Revolutions wtargnęły do tego świata pierwsze strony magazynów muzycznych i koncerty stadionowe. Przy nowym albumie panowie kontynuują podróż w kierunku obranym cztery lata temu. Tym samym nie ma się co doszukiwać na Opposites Biffy Clyro sprzed lat. Bezapelacyjnie czasy nieokiełznanego, ale szalenie dobrego brudu i hałasu minęły (w tym momencie należy przypomnieć sobie choćby kawałek Toys, Toys, Toys, Choke, Toys, Toys, Toys) na rzecz kompozycji bardziej melodyjnych, przystępniejszych dla przeciętnego słuchacza, ale niepozbawionych – charakterystycznego dla tego trio – pazura.

Osiemdziesięciominutowe wydawnictwo podzielono na dwie płyty, z których każda ma swój odrębny tytuł. W założeniu The Sand at the Core of Our Bones i The Land at the End of Our Toes są tytułowymi przeciwieństwami i przedstawiają skrajne emocje. Sami muzycy mówią, że jest to album o wyborze drogi – pierwsza płyta reprezentuje złe decyzje, a druga dobre.

Cały początek tej mroczniejszej części Opposites to koncertowe hity, wydaje się, że nagrane specjalnie pod publikę. Już sam promujący wydawnictwo singiel Black Chandelier to kawałek, który świetnie sprawdzi się koncertowo. Refen Sounds Like Balloons sam się prosi o wspólne wyśpiewywanie razem z chłopakami: goes on and on, and on, and on – czy tego chcesz, czy nie, to samo nieznośnie wpada w ucho i dręczy Cię dniami i nocami. Tytułowa ballada Opposite to swoista odpowiedź na znane z poprzednich płyt Machines czy Many of Horror, natomiast Biblical to najprawdopodobniej jeden z najlepszych utworów Biffy Clyro jakie zostały wydane. Zmiany tempa, zwolnienia, zatrzymania – to dopiero początek, a w całości jest tego więcej. Druga płyta nie pełni roli zbioru dodatkowych nagrań czy potencjalnych zapychaczy. Tam też znajdujemy utwory, które chce się słuchać w kółko – Modern Magic Formula z kapitalnym przejściem i chórkiem to kawałek wręcz przeznaczony do radia, czy też świetne Victory Over the Sun, które ze spokojnej ballady rozwija się, by niemal eksplodować.

Szkocki akcent, czyli dudy w Stingin’ Belle, to zaledwie zapowiedź. Na krążku nie brakuje momentów zaskoczenia – tych obiecanych eksperymentów – jak choćby Spanish Radio, gdzie od samego początku przewija się duet trąbek, który sprawia wrażenie, jakby do zespołu przyłączyli się nagle Mariachi i tak po prostu zaczęli wspólnie muzykować. Prawdziwą perełką jest kawałek The Fog, który cały brzmi tak, jakby jego dźwięki dosłownie wydobywały się z gęstej mgły.

Nie jest to do końca koncept album, jakim miał być – posiada kontrastujące ze sobą nastroje, ale nie utrzymuje ściśle fabuły, jednak z pewnością jest to ogromna porcja muzyki, której świetnie się słucha. Panowie naprawdę doskonale wykorzystują swoje umiejętności, idealnie żonglując harmonią, rytmem i melodią. Odważnie eksperymentują, dokładają wcześniej obce dla nich elementy, uwypuklają to, co potrafią najlepiej, garściami czerpią z alternatywnego rocka. Szkocki upór i odwaga się opłaciły – Opposites jest pełen wspaniałych znalezisk. Tu każdy kawałek ma swoje miejsce. Można się czepiać szczegółów jak wszędzie, tylko po co, skoro to osiemdziesiąt minut zamienia się w sto sześćdziesiąt, dwieście czterdzieści, a nawet trzysta dwadzieścia. Mamy dopiero styczeń, a już wyszedł album, który zdecydowanie będzie stawiany w czołówce tych najlepszych. Jeżeli wyjdzie jeszcze jeden, który mimo że będzie tak różnorodny, ale jednocześnie nie będzie tracił spójności, to będę naprawdę pod wielkim wrażeniem.

Nie ma więcej wpisów