Panowie z zespołu Szezlong pół roku temu rozgrzewali poznańską publiczność przed koncertem kanadyjskiej grupy Japandroids w klubie Fabrika. Chwilę przed wywiadem zagrali natomiast swój pierwszy w karierze koncert w radiu, który emitowany był na żywo. Z racji tego, że od jakiegoś czasu intensywnie pracują nad swoją debiutancką płytą – która miejmy nadzieję wywoła małą rewolucję na polskiej scenie gitarowej – postanowiłam się z nimi spotkać i wypytać o kilka spraw związanych z nimi samymi, ale nie tylko. Mimo stresu wywołanego radiowym debiutem, Panowie chętnie odpowiadali na zadawane im pytania. Przekonajcie się sami, co ciekawego mieli mi do powiedzenia.

musicis.pl: W internecie jest mało informacji na Wasz temat. Gdzie nie szukać – wszędzie jest ta sama notka…
Marcin: Wiadomo, bo sami ją pisaliśmy.
Paweł: Głupio wyszło, bo jest strasznie sucha. (śmiech)

musicis.pl: Powiedzcie, jak zaczęła się Wasza przygoda z graniem? Jak powstał Szezlong?
Marcin: Poznaliśmy się z (Bartkiem – przyp. red.) Maczalukiem przez ogłoszenie.
Bartek: Co?! A, rzeczywiście. (śmiech) Ale nie mów gdzie!
Marcin: Nie, nie… Na jednym z portali internetowych. Dołączyłem wtedy do zespołu – który nazywał się Maczaluk – jako basista, ale nie potrafię grać na basie. Zgrywaliśmy się razem, jeżeli chodzi o to czego słuchamy. Tamten zespół się rozpadł, a my założyliśmy coś nowego.

musicis.pl: Skąd się wzięła Wasza nazwa? Domyślam się, że nie każdy to wie – szezlong to rodzaj kanapy…
Bartek: Z nazwą jest tak, że znaleźliśmy tam gdzie gramy – przy szpitalu położniczym – kozetkę, która wyglądała jak szezlong i w sumie stwierdziliśmy, że to jest całkiem niezła nazwa.
Marcin: To się wzięło konkretnie od naszej rozmowy na czacie, na Gmailu. Nazwa jest straszna, ale gdybyśmy ją teraz zmienili, to byśmy byli… miętcy, a musimy być twardzi.
Bartek: A mi się podoba. Gramy muzykę, która w jakimś stopniu jest wyluzowana, czasami, przynajmniej stara się być. Relaksuje to nas – jak leżenie na szezlongu.
Paweł: Jak ty na to wpadłeś?!
Bartek: No, ja tak sobie o tym myślę…
Marcin: Lubimy leżeć na szezlongu i zajadać się winogronami.
Paweł: Ale zauważcie, że to jest strasznie fajna nazwa pod tym względem, że mamy zespół Pavement – chodnik. Nazwa – rzeczownik. Tak po prostu.
Piotr: Jest też zespół Gówno. Mają taką płytę Czarne Rodeo – to też jest fajna nazwa.
Bartek: To jest tak, że w Polsce pewne słowa wydają się dziwne. Szezlong to pewnie jedno z tych słów.
Paweł: Dyliżans jest najgorsze – nie rozumiem z tego nic. (śmiech)
Bartek: Mnie najbardziej śmieszy słowo talerz – dobrze, że się tak nie nazwaliśmy.
Piotr: Takim smutnym epitafium tej historii jest to, jak skończył nasz szezlong. Robiliśmy małe ulepszenie naszej salki i szezlong wyfrunął na śmietnik. Miał po prostu takie patenty, że jak się na nim kładło, to on się składał albo się wywracał. Tak więc szezlong znajduje się już w nowym świecie…

musicis.pl: Przejdźmy teraz do koncertów. Sami pisaliście, że było ich około piętnastu. Teraz, przed momentem, był kolejny – w radiu. Który z nich wspominacie najlepiej?
Bartek: Centrala i KontenerArt.
Marcin: Najlepiej grało się nam w Poznaniu, w Kontenerach, a jeżeli chodzi o jakieś podróże, to miło wspominamy koncert w Gorzowie, w Centrali razem z zespołem Oslo – Kill City, których serdecznie polecamy – też będą nagrywać teraz pierwszą płytę.
Bartek: Osobom zainteresowanym tym co się dzieje w mniejszych miastach, do których pewnie nigdy nie pojadą, polecam Centralę. Polecam sobie ją sprawdzić – to jest miejsce, które jest instytucją non-profit. Fajne imprezy się tam odbywają – Gorzów Wielkopolski, warto pojechać, sprawdzić, przespacerować się po bulwarze i zajść do Centrali.

musicis.pl: A jak wspominacie koncert z Japandroids?
Marcin: Bardzo dobrze.
Paweł: Bardzo śmiesznie.
Marcin: Koncert na pewno przysłużył się bardzo, jeżeli chodzi o promocję naszego zespołu. Z kolei bardziej od samego koncertu podobało nam się to, co się działo po koncercie. Niewiele możemy na ten temat opowiedzieć, nawet gdybyśmy chcieli.
Bartek: Było bardzo przyjemnie, poszliśmy wspólnie na piwo, siedzieliśmy tak to trzeciej, czwartej… Odwieźliśmy ich potem taksówką do hotelu. Fajny wieczór, naprawdę.

musicis.pl: Co z konkursem na logo zespołu, który był na Waszym profilu na Facebooku?
Marcin: Został rozwiązany, bo nikt się nie zgłosił… Rozwiązał się sam.

musicis.pl: A wymyśliliście już jakieś logo?
Bartek: Graficzna strona zespołu to jest nasz poważny problem, bo nikt z nas nie jest utalentowanym artystą, żeby okładkę samemu zrobić albo chociaż plakat.
Marcin: Możemy zdradzić, że udało nam się nawiązać kontakt z takim ciekawszym i jednym z bardziej znanych grafików w Polsce. Może nie na okładkę, ale na pewno na jakiś plakat jest szansa.

musicis.pl: Będąc przy temacie okładki płyty – będzie debiut. Miejmy nadzieję, że jeszcze w tym roku. Możecie coś więcej na ten temat powiedzieć?
Marcin: Nie, bo nic nie wiemy. Tak naprawdę płyta w tym momencie się robi – to znaczy robią się mixy, robi się mastering. Dostaniemy ją i będziemy dopiero wysyłać. Fajnie by było, gdyby udało się nam ją wydać gdzieś poza granicami, ponieważ otworzyłoby nam to jako zespołowi anglojęzycznemu możliwości zagrania większej ilości koncertów dla publiczności, która nie wymaga od nas, żebyśmy śpiewali w ojczystym języku i budowali poetyckie porównania. Co nie znaczy, że się wypinamy na Polskę – jakże byśmy śmieli?!

musicis.pl: Jak z punktu widzenia zespołu raczkującego oceniacie polską scenę gitarową? Pytam z czystej ciekawości.
Marcin: Już trochę chodzimy, ale się przewracamy. (śmiech)
Piotr: Są fajne kapele w Poznaniu – na przykład zespół Plum, Woody Alien.
Marcin: Śmiało możemy powiedzieć, że się sporo dzieje.
Bartek: Nie ograniczając się tylko i wyłącznie do Poznania, to polska scena gitarowa jest naprawdę na wysokim poziomie. Zespoły typu Kristen, Ścianka… Jest tego naprawdę dużo, tylko trzeba dobrze poszukać, nie jest ona zbyt popularna.
Piotr: To jest też kwestia przebicia się do świadomości słuchaczy. Ścianka – oni nie wydali płyty od wielu lat, ale zespół Kristen, który gra, koncertuje, nagrywa płyty, miksuje je później w Stanach, a na koncerty przychodzi po 30 osób. Oceniając to w nowych czasach, po ilości lajków na Facebooku, to Ścianka i 3,5 tysiąca kliknięć to są jakieś żenujące liczby.
Marcin: Smutne jest to, że minęło 6 lat od debiutu Much i tak naprawdę żadnemu zespołowi nie udało się coś takiego od tego czasu.

musicis.pl: Pozostając w temacie niezwiązanym bezpośrednio z Wami, czy któraś z płyt wydanych w 2012 roku zrobiła na Was szczególne wrażenie?
Paweł: Piosenki po polsku – Afro Kolektyw.
Bartek: Na pewno UL/KR – tego się nie zapomina.
Marcin: Ja nie słuchałem zbyt wielu nowości, ale na przykład Tame Impala to są dla mnie flaki z olejem totalne.
Paweł: Dla mnie jeszcze Frank Ocean – jedna z najlepszych płyt jakie słyszałem w swoim życiu.
Bartek: Tak, Frank Ocean to płyta wybitna dla mnie.
Piotr: Atoms for Peace, soundtrack do strony internetowej.
Paweł: Dwudziestominutowa piosenka, która jest tłem do strony internetowej jest najlepszym kawałkiem zeszłego roku.
Piotr: Jaka dwudziestominutowa? Ona trwa trzy minuty, stary!
Paweł: Ale ona tam potem pętli się, wydłuża, w ogóle łooo! Ewoluuje w ogóle. (śmiech)
Bartek: Mi się dość spodobała nowa płyta Hey.

musicis.pl: Ale chyba bardziej brzmi jak Nosowska solo, nie sądzisz?
Piotr: No tak, coraz trudniej odróżnić Hey od jej projektu solowego.
Paweł: No ale Lot pszczoły nad tymiankiem – no ja Was proszę przecież.
Marcin: Płyta Much też jest git.
Bartek: Zdecydowanie lepsza niż poprzednia i fajnie się tego słucha.
Marcin: Ja na przykład bardzo dużo disco polo słuchałem w tym roku – Polo TV jest jak najbardziej w porządku.

musicis.pl: To teraz pytanie na koniec… Czym jest dla Was muzyka? Traktujecie ją jako rozrywkę, dobrą zabawę? Czy może granie jest dla Was czymś więcej?
Marcin: Na koniec? Ja się dopiero zacząłem rozkręcać!
Paweł: Hobby – mieć co ze sobą zrobić, po prostu.
Marcin: W tym momencie nie mamy możliwości takiej, żeby to była główna rzecz w naszym życiu. Albo skończyliśmy studia, albo je kończymy, pracujemy. Byłoby nam wszystkim miło, gdyby udało nam się z tego żyć.
Bartek: Albo chociaż przyzwoicie dorabiać, ale nie mówmy o tym. Ja na przykład traktuję muzykę bardzo osobiście i teksty, które piszę, nie są tekstami o dupie Maryni, nie są tekstami o niczym, tylko na pewno w jakiś sposób są odzwierciedleniem tego, co na co dzień czuję. Zawieram gdzieś w nich swój światopogląd. Muzyka jest bardzo osobista dla mnie. Piosenki, które gramy, nie są tylko zwykłą zabawą. Zawsze próbuję tam jakieś emocje przemycić.
Piotr: To jest też kwestia tego jak powstają utwory – większość z tych, które powstały po moim dołączeniu do zespołu narodziły się z improwizacji, ewentualnie ktoś przynosi jakieś szkice i to w jakimś sensie wypływa od każdego w jakimś stopniu.
Paweł: Każdy to przepuszcza przez swój filtr, a tak naprawdę jesteśmy dosyć spolaryzowani, jeżeli chodzi o muzykę jakiej słuchamy. Mamy wspólne poletko, ale każdy z nas ma jakieś dziwne odpały. Marcin lubi posłuchać disco polo, ja bardzo lubię posłuchać sobie dziwnych elektronicznych rzeczy albo jakiegoś metalu.
Marcin: My się chyba po prostu lubimy…

Nie ma więcej wpisów