Trudno pisać recenzję albumu, który pojawił się kiedy mnie jeszcze nie było na świecie, w dodatku od wielu lat uważany jest za kultowy. Wszystko przez to, że na rynku ukazała się w zeszłym roku jego reedycja uzupełniona o zestaw starannie wybranych nagrań koncertowych z okresu, w którym album ten wywołał niemal burzę z piorunami i sprawił, że od grupy odwróciła się część zagorzałych fanów, ostentacyjnie wyrzucając najnowszy krążek przez okno. Mowa oczywiście o Nowej Aleksandrii grupy Siekiera, która zapisała się na kartach historii polskiej muzyki wielkimi literami.

Ta płyta nie jest doskonała czy wybitna, ale jest czymś więcej niż tylko dobrym albumem. Jej radykalizm podzielił fanów i prowokował do dyskusji – i w tym tkwi jej siła, na tym właśnie opiera się jej ponadczasowość.

Dziś brzmienie, które serwuje nam Tomasz Adamski z kolegami nikogo nie zaskoczy, bo czy jest ktoś, kto nie zna Joy Division czy Killing Joke? A właśnie takie dźwięki można odnaleźć na Nowej Aleksandrii. Jednak w 1986 roku przejść z radykalnego punkowego grania w chłodne nowofalowe brzmienia – dla fanów to był szok, zdrada. Hipnotyzujący, niemal nieludzki wokal Darka Malinowskiego okraszony masywnymi dźwiękami bębnów, chłodnymi klawiszami i ostrymi gitarami – to było coś, co sprawiało i nadal sprawia, że na ciele pojawiają się ciarki. Do wszystkiego wystarczyło dodać mistrzowsko skondensowane, enigmatyczne, ale zarazem niesamowicie esencjonalne teksty Adamskiego, aby otrzymać płytę, która zmrozi każdego.

Warto wspomnieć o dodatku do albumu jakim jest cały zestaw koncertowych nagrań i niepublikowanych wcześniej utworów – od demo z puławskiego Domu Chemika, gdzie kawałki pochodzące z Nowej Aleksandrii nagrane są w jeszcze bardziej surowych i chłodnych wersjach niż te na albumie, przez utwory koncertowe z Róbrege z 1986 roku, dwa numery z Jarocina z roku 1985, w których nad wokalem dominują gwizdy publiki, aż po niepublikowany wcześniej studyjny kawałek Serce. Za sprawą tego dodatku można jeszcze wyraźniej dostrzec fenomen Siekiery i docenić ją zarówno jako wyjątkowy zespół studyjny, ale również fenomenalny zespół koncertowy.

Sama Nowa Aleksandria to płyta wyjątkowa, ale nie jest to dzieło wybitne – mimo tego, jest to krążek, do którego się wraca z uporem maniaka i za każdym przesłuchaniem odkrywa się w nim coś nowego. Ten album budzi zachwyt słuchaczy nieprzerwanie od 27 lat – zachodnia muzyka nowofalowa przeniesiona w polskie realia beznadziejnych czasów PRL-u, przepełniona emocjami doskonale oddającymi klimat ponurych lat 80. Beznamiętność tych kompozycji i ich mrożący chłód porażały wtedy i porażają nadal. Surowa, szorstka, momentami nawet prymitywna, pełna mroku i niepokoju – taka właśnie jest Nowa Aleksandria, jest jak czasy, w których powstawała. Jej reedycja – dzięki dodatkowym nagraniom – sprawia, że jest to dzieło kompletne, które należy znać.

Nie ma więcej wpisów