Agresja, wściekłość, nieokrzesanie – tak można opisać charakter tego, co narodziło się na Puławach na początku lat 80. Mowa oczywiście o legendarnej grupie Siekiera, której ostrze z każdym kolejnym krokiem ulegało coraz większemu stępieniu.

Początki Siekiery to ostre punkowe granie, które sprawiło, że zespół praktycznie w jednej chwili stał się ikoną polskiego punk rocka. Ich pierwszy poważny występ miał mieć miejsce w Lublinie u boku Kultu, Dezertera i Abaddona – niestety, muzycy nie byli w stanie zagrać z powodu niedyspozycji perkusisty, Krzysztofa Greli. Mimo tego, że nie pozostawili po sobie dobrego wrażenia, zainteresował się nimi Grzegorz Brzozowicz, który był wtedy managerem Kultu. Tym sposobem Siekiera dotarła do stolicy, gdzie jej bezkompromisowość i kontrowersyjność wywołała kolejny skandal. Publiczność doprowadził do szału wygląd jednego z liderów grupy, Tomasza Adamskiego, który grając najbardziej radykalną odmianę punka, występował na scenie z łysą głową i długą brodą.

Jednak taki był Adamski. Zawsze szedł pod prąd – uparty, nie poddawał się żadnym wpływom, rządził grupą bardzo autorytarnie, co w późniejszym czasie doprowadziło do przetasowań w składzie zespołu. Adamski jednak od zawsze miał jasną wizję tego jak będzie wyglądać, grać i co osiągnie Siekiera.

Anarchistyczne brzmienie zespołu i proste, agresywne, brutalne teksty robiły wrażenie na każdym, nawet na tych najbardziej ortodoksyjnych punkach. Ich koncert w Jarocinie w 1984 roku był największym wydarzeniem festiwalu. Teksty, które znakomicie oddawały ponurą, szarą rzeczywistość PRL-u, imponujący irokez na głowie Tomasza Budzyńskiego oraz największe pogo w historii festiwalowego Jarocina – tak wspominają to świadkowie obecni na ich koncercie.

Autorytaryzm Adamskiego doprowadził jednak do rozpadu pierwotnego składu grupy. Budzyński poszedł własną drogą, wkrótce zakładając Armię, a Adamski zaczął budować Siekierę od nowa. Siekiera w nowym składzie nie była już tym samym groźnym, anarchistycznym zespołem. Do instrumentów dołączyły klawisze, a stylistyka ich grania odeszła od punk rocka w kierunku nowej fali. Grupa wydała w 1986 roku Nową Aleksandrię, która uderzała minimalizmem, transowym rytmem i chłodem bijącym od partii klawiszowych. W to wszystko zaplątane zostały teksty przepełnione groteskowymi skojarzeniami, które hipnotyzowały za sprawą wokalu Darka Malinowskiego. Poirytowani fani starej Siekiery z oburzeniem ciskali nim przez okno, odczytując rewolucyjną zmianę brzmienia jako zdradę – wtedy, w 1986 roku, nikt nie był gotowy na takie granie.

Długo grupa nie święciła triumfów. W 1988 roku Tomasz Adamski po zakończeniu trasy ogłosił definitywny koniec zespołu. Siekiera rozpadła się z wielu powodów, ale chyba głównym był brak solidarności w zespole spowodowany różnicami natury duchowej i intelektualnej – przyznał sam Adamski.

Jednak, jak się okazało, to nie koniec zaskoczeń ze strony puławskiego muzyka. W 2011 roku Adamski ponownie wystawił swoich fanów na próbę, na rynku pojawiły się Ballady na koniec świata – płyta, której sam promujący ją singiel jest kawałkiem eterycznym, poetyckim, akustycznym i na wskroś niepasującym do oblicza znanej wszystkim Siekiery. Znając jednak skłonność Adamskiego do prowokacji, może ten krążek jest kolejnym wyzwaniem, czymś w rodzaju zaplanowanego szoku? Chęć wywołania kolejnego trzęsienia ziemi? Podobno płyta ma zapowiadać pełną reaktywację Siekiery, jednak nie wiadomo kiedy dojdzie ona do skutku.

Jednego czego nie można odebrać tej grupie to fakt, że są ikoną sceny alternatywnej lat 80. Uporem, konsekwencją, brutalnością i odwagą wywołali rewolucję w muzyce i wyprzedzili epokę. Głównie za sprawą rewolucyjnej Nowej Aleksandrii – która wywoływała skrajne emocje i niemal podzieliła świat muzyczny na dwie części – zapisali się na kartach polskiej muzyki rockowej wielkimi literami. Tym albumem wyprzedzili swoje czasy, dlatego warto cofnąć się kilkadziesiąt lat wstecz – do szarego, ponurego PRL-u i odnaleźć w nim rewolucyjną Siekierę.

Nie ma więcej wpisów