Każdy, kto choć trochę interesuje się muzyką, bądź po prostu odwiedził kiedyś któreś z brytyjskich miast, z pewnością kojarzy różowy napis HMV, a obok niego sylwetkę psa zasłuchanego w gramofon. Ten symbol, który towarzyszył mieszkańcom Wielkiej Brytanii oraz Irlandii tak długo, aż stał się stałym elementem ich krajobrazu, teraz powoli przechodzi do historii.

W Polsce znikanie sklepów z płytami to nic nowego, jednak Wielka Brytania zawsze była muzyczną potęgą pod wszystkimi względami. Skąd więc upadek HMV? Firma, która powstała w latach 20. ubiegłego wieku, przetrwała wiele zawirowań historycznych, nie obroniła się jednak przed erą internetu i powszechnego, darmowego dostępu do muzyki. Nie obroniła się także przed konkurencją w postaci Amazona, który oferuje korzystniejsze ceny, tak samo zresztą jak Tesco, gdzie można znaleźć najpopularniejsze albumy i nie nadwyrężyć przy tym portfela.

Czy to oznacza, że już nie poznamy swojej drugiej połówki, pytając się o album Green Day, ani nie usłyszymy nowego krążka Belle and Sebastian podczas przeszukiwania półek wypełnionych płytami, tak jak to miało miejsce w High Fidelity? Niekoniecznie, ponieważ na ulicach Londynu i innych miast wciąż nie brakuje małych, niezależnych sklepików z nowymi i starymi płytami, winylami oraz rarytasami, o których nie śniło się sieciowym gigantom. W rzeczywistości upadek HMV – bardziej niż w przeciętnego miłośnika muzyki – uderzy w wytwórnie, szczególnie te niezależne, ponieważ skurczy im się rynek zbytu. Wyliczono, że HMV odpowiadało za sprzedaż 38% muzyki na głównych ulicach brytyjskich miast, więc jeśli ich rzeczywiście zabraknie, to przyszłość labeli nie jawi się w kolorowych barwach. Dotyczy to również największych graczy w tym biznesie – sugerowano nawet, że Universal Music, Sony czy Warner Music poczynili już próby ratowania zadłużonego koncernu, a wszystko po to, aby uniknąć konieczności dostosowywania się do warunków wspomnianych już Tesco czy Amazona. Najprawdopodobniej sprawa jest już jednak przesądzona – część sklepów już zamknięto, a wkrótce podążą za nimi kolejne.

Brytyjskie media rozpisują się na temat ilości zlikwidowanych sklepów i zwalnianych pracowników. Czasem też ktoś zwróci uwagę na sentymentalny wymiar całej sprawy, bo koniec HMV to nie jest po prostu zamknięcie sklepu z nagraniami, to jest koniec pewnej epoki. Jak już wcześniej wspomniałam, miłośnicy kupowania płyt gdzie indziej odnajdą to czego szukają, ale po koncernie z charakterystycznym psem w logo zostanie luka w świadomości ludzi przyzwyczajonych do widoku HMV na głównych ulicach swoich miast. Może pojawić się też pewien niesmak odnośnie czasów, w których żyjemy, wymagań rynkowych, które wymuszają tak drastyczne rozwiązania. Nawet jeśli ktoś nie był zbyt często klientem tego akurat sklepu, to zawsze miał świadomość jego istnienia, które wydawało się rzeczą niezmienną i pewną. Obecna sytuacja zaskoczyła wiele osób, skłoniła do refleksji i dyskusji, a przede wszystkim ożywiła wspomnienia, które teraz lawinowo napływają do internetu. Mnie osobiście najbardziej utkwił w pamięci dzień premiery Only by the Night Kings of Leon, kiedy to pracownicy HMV na głównym deptaku Dublina – poprzez wystawienie na zewnątrz głośników – postanowili obwieścić wszystkim dookoła ukazanie się rewelacyjnego krążka, tym samym zachęcając do kupna i najwyraźniej nie mając nic przeciwko graniu go w kółko przez kilka godzin.

Dla wielu HMV było czymś więcej niż po prostu sklepem z nagraniami – była to część tamtejszej kultury, mocno zakorzeniona w tradycji oraz stały element krajobrazu ich miast i to tego tak naprawdę będzie najbardziej brakowało…

Nie ma więcej wpisów