Album Kaleidoscope Dream ukazał się w Polsce na dwa dni przed walentynkami. Przypadek czy nie – płyta idealnie nadawała się na prezent dla ukochanej czy ukochanego, jak również była doskonałym tłem dla niejednego wieczoru pełnego miłości (i dotyczy to zarówno płaszczyzny psychicznej, jak i fizycznej). Nie chcę tym wstępem banalizować jakości tego krążka. Nie sposób jednak nie napisać, że jego największym walorem jest romantyczny charakter płynący z każdego niemalże kawałka.

Wszystko za sprawą zmysłowego wokalu Miguela, który zdobywa coraz większą popularność i którego wymienia się obok takich przedstawicieli nowej fali R&B jak Frank Ocean czy The Weeknd. I nic w tym dziwnego, gdyż hipnotyzujący głos artysty wyśpiewującego teksty do takich utworów jak erotyczny Use Me czy uwodzący Adorn (za który Miguel otrzymał nagrodę Grammy w kategorii Najlepsza Piosenka R&B) zasługuje na uznanie.

Utwory pełne emocji i szczerych wyznań dopełniane są przez brzmienie nastrojowych melodii, spokojnych beatów i subtelnych chórków czy też pogłos. Dzięki temu Miguel kusi słuchacza w każdym kolejnym tytule, nawet jeżeli nie jest to piosenka, którą można nazwać love songiem. Takim kawałkiem z pewnością nie jest propozycja, która w trackliście zajmuje przedostatnią pozycję – Pussy Is Mine – a która nie powinna była znaleźć się na krążku, jeśli mnie pytać o zdanie. To akustyczne nagranie brzmi tak, jakby ktoś zupełnie nieświadomie zarejestrował improwizację Miguela lub zapomniał ją wyciąć. Twór ten odstaje od całej reszty i nieco zaburza kompozycję płyty.

Można próbować niwelować niesmak pozostający po Pussy Is Mine faktem, iż artysta przyznał w jednym z wywiadów, że ten album jest brzmieniem jego życia, osobistym materiałem. Dowodów na to wolę jednak szukać w innych jego tekstach. Przykładem niech będzie Do You… (do you like drugs? do you like drugs? / yeah, me too, me too, me too, me too / do you like hugs? do you like hugs? / feel like we got so much in common now) lub bardziej intymny – najlepszy utwór na tym albumie – Use Me (use me, I’m gonna give you control / with the lights on / and if I could just let go / forgive me, it’s the very first time / kinda nervous, can I trust you? / trust me, while I take this off / with the lights on, cause it turns me on / if you’re nervous, just let me show you / how to touch me, I could teach you, yeah).

Określenie soundtrack życia odnoszone jest do różnych piosenek, różnych płyt. Album Kaleidoscope Dream zapewne znajdzie takie zastosowanie u niejednej osoby. Romantyczne czy wręcz erotyczne teksty, zmysłowy i pociągający wokal, chilloutowe i przyjemne dźwięki – nagle może się okazać, że święto zakochanych to nie tylko kartka w kalendarzu na wysokości połowy lutego, a każdy kolejny dzień, każda kolejna noc…

Nie ma więcej wpisów