Dzięki odrobinie szczęścia drogi Franka Oceana i Depeche Mode splotły się w Nowym Jorku. Okoliczności tego zbiegu wydarzeń w jednym z ostatnich wywiadów frontman Depeche Mode opisuje tak: Pracowaliśmy nad naszym albumem „Delta Machine” w studiu. Ja śpiewałem, Martin grał na gitarze, nagle poczułem za plecami czyjąś obecność, gdy się odwróciłem, zobaczyłem, że w drzwiach stoi facet, który się nam przygląda. W przerwie między nagraniami podszedł do mnie asystent i zapytał, czy nie mamy nic przeciwko, żeby poznać Franka Oceana, ponieważ nagrywa w studiu obok i bardzo chce nas poznać – mówi Gahan. Szczerze mówiąc, nie pomyślałbym nawet, że Frank może wiedzieć, kim jesteśmy, ale jak się później okazało, jest naszym wielkim fanem – dodaje.

Po tym spotkaniu Martin Gore wraz z producentem The KnifeChristofferem Bergiem – poszli do studia, w którym pracował Ocean. Panowie wspólnie stworzyli trochę elektronicznych dźwięków, na których zależało młodemu piosenkarzowi i które najprawdopodobniej znajdą się na jego nowej płycie. Jesteście ciekawi rezultatów tego niecodziennego zbiegu okoliczności?

Nie ma więcej wpisów