Oliviera Heima wszyscy znają jako gitarzystę obsypanego nagrodami zespołu très.b, który dzięki ostatniemu albumowi – 40 Winks of Courage – znalazł się w czołówce wszystkich zeszłorocznych podsumowań. Mało kto jednak wie, że Olivier ma także swój własny projekt i aby posłuchać jego intrygującego falsetu, można nie tylko zapętlać nieskończenie kawałek Let it Shine.

Anthony Chorale tak brzmi nazwa zespołu, który początkowo był jedynie solowym projektem Oliviera. W zeszłym roku pojawiła się pierwsza EP-ka pt. The Eternal Now, która jest… smutna. Tak najłatwiej określić to, co znajdziemy w dźwiękach rozbrzmiewających w tych dziewięciu kompozycjach.

Najnowsze dzieło Anthony Chorale to pięć kawałków wydanych jako Ambitions of the Son. Nie jest to już to samo, czym zadebiutował Anthony Chorale. Bogatsze muzycznie brzmienie w dużej mierze jest zasługą dołączenia do Oliviera dwójki muzyków – Karoliny Rec grającej na wiolonczeli i cytrze oraz Thomasa (kolegi z très.b) grającego na perkusji. Tu kompozycje są pełniejsze, mają więcej muzycznych barw, a ich wydźwięk nie jest już tak smutny, jak w przypadku utworów zamieszczonych na debiucie.

Delikatna gitara, której dźwięk jest czysty, nie zmieniony zbędnymi efektami w połączeniu z pełnym emocji falsetem Oliviera i delikatnymi dźwiękami wiolonczeli dają niesamowity klimat. Temu wszystkiemu charakteru dodaje perkusja, która mimo że ma być tłem, przykuwa swoim dynamizmem. Nie ma tu kombinowania z dźwiękami – melodie są proste, brzmienie czyste i jednocześnie szalenie emocjonalne. Warto dodać, że kawałek Riverside, w którym poza Olivierem możemy usłyszeć dobrze znany wokal Tobiasza Bilińskiego, znanego jako Coldair, to prawdziwa perełka wśród pozostałych.

Mimo że utwory, które znajdujemy na Ambitions of the Son nie są już tak intymne jak kawałki z debiutanckiego The Eternal Now, to i tak poruszają te najgłębiej ukryte, wrażliwe na piękne dźwięki, muzyczne struny. Anthony Chorale potrafią w swej prostocie oczarować. Zawsze określam taką muzykę mianem muzyki folk dla smutasów – nie w złym tego wyrażenia znaczeniu, wręcz przeciwnie – są to dźwięki odprężające, czasami zmuszające do refleksji. Takie, w których bez problemu można się zatopić w leniwe niedzielne popołudnie i zapomnieć o dręczących nas zmartwieniach. Jest jedna rzecz, do której można się przyczepić – wielka szkoda, że tak szybko kończy się ta EP-ka. Pozostaje jeszcze pytanie, czy Anthony Chorale powtórzą sukces très.b? Pewnie nie, przynajmniej nie na tym etapie. Jednak warto sięgnąć po tę pozycję – fani très.b z pewnością będą nią oczarowani.

Nie ma więcej wpisów