I went through the worst time of my life and also the best time of my life while writing the songs for this album – napisał o swoim drugim mixtapie Giraffage. Można powiedzieć, że te słowa to kwintesencja tego, co się na nim znajduje. Podsumowanie Needs mieści się właśnie w granicach najlepszych i tych gorszych wykonach młodego producenta. Niestety, to gorzka prawda o tym, że nie zawsze się udaje, a nawet najciekawsze występy i zachwyty przy pierwszym zetknięciu z artystą mogą później diametralnie się zmienić. Nie chcę tu jednak nad wyraz przedstawiać obecnej pracy Yina jako wielkiego upadku i ogłaszać koniec ery internetowych utalentowanych dzieci szczęścia. Do tego jeszcze daleko. I dobrze.

A jednak obcowanie z Needs jest zupełnie innym przeżyciem, niż z ciepłym, pełnym różnorodności dźwięków, nuty szaleństwa i radości Comfort. Tym razem wszystko jest nieco mroczniejsze i spokojne. Zamiast ciąć odpowiednie formy różnych utworów i lepiąc z nich dziwne formy, poprzestaje na typowym sposobie kompozycji. Rozpoczyna od subtelnych, przyciszonych dźwięków i kieruje się powoli ku większej mocy, by za chwilę znów skręcić, zwrócić się ku lekkości. Ta przemienność, liczne zmiany tempa (przestrzeń sylabicznego zlepku slow mo  Thinking of You) to norma, którą prezentuje tu Giraffage. Nie można jednak narzekać na monotonność, bo stylistycznie znów wybiera się w różne rejony elektroniki, bazując jednak na typowych tworach r’n’b.

Charlie Yin świetnie operuje funkowymi klawiszami w krótszym zrywie ekscytacji Checkmate czy własnym, tanecznym wydaniem hitu Cathy Dennis (Touch Me All Night Long) w Close 2 Me. Jednak to co naprawdę działa tym razem, to zduszony, zaniedbany wokal All That Matters tkwiący w smutku wolnego bitu. Kompozycja ta przenika niektóre momenty Needs i czyni je najbardziej wartościowymi. Tak dzieje się z Undress U gdzie fragment Freaky in the Club R. Kelly’ego, poprzez przejście na stronę folkowych dokonań Veronona, podkreślony ciągnącym się przesterem ukazuje zmysłowość i intymność.

Ale te ciekawe poczynania ścierają się z myślami, że Yin po prostu odpuścił. Słuchanie Before przywołuje porównania z kiepskim, sztandarowym tworem promującym sieć telefonii komórkowej. Nie lepiej ma się Home mogące umilać czas pobytu w windzie. Traci się też gdzieś Feels, które może być podczepione pod większość wykonawców pałających się chillwave’em, powołując chociażby Beat Culture czy Youth Lagoon. Nie można jednak zostać obojętnym na Money. Pełna sprzecznych odczuć mieszanka oczarowania i obrzydzenia to brutalny miks dubu, epatowania europejską muzyką dance lat 90., w końcu wyklarowania jakiegoś pierwiastka pożądania, erotyki. Niewyraźny, przykryty brudnym basem żeński wokal powtarza coś, co można zrozumieć jako money, hug me, part of me czy nawet fuck me.

I to chyba największa tajemnica tego albumu, który jest dziwną wypadkową zabawowości, kiczu i melancholii. Niestety, mając w pamięci początkowe kompozycje Yina oraz – przede wszystkim – fantastyczny koncertowy popis przy konsolecie, trudno odnaleźć w Needs to, czego naprawdę potrzebujemy i czego zdaje się dalej szukać Giraffage.

Nie ma więcej wpisów