Kiedy debiutant wydaje swoje pierwsze dzieło, porównaniom do innych artystów nie ma końca. Jednak szuka się ich wtedy, kiedy owe dzieło rzeczywiście jest tego warte. W przypadku Chlöe Howl porównań jest mnóstwo, co pozwala nam sądzić, że ta 17-letnia Brytyjka ma spore szanse, by stać się drugą Adele lub Florence Welch.

Z pewnością zadba o to wytwórnia Chlöe, Columbia Records UK, pod skrzydłami której jest kilkudziesięciu artystów m.in.: Gossip, Editors, Kasabian czy bardziej mainstreamowa Avril Lavinge. Ale co przynależność do takiej stajni mówi nam o samej Howl? Tyle, że muzyka młodziutkiej debiutantki będzie uderzać w popowe nuty. Możemy to zauważyć słuchając poprzedniego singla No Strings, a także najnowszego Rumour.

Jednak Howl broni się mocnym, trochę lirycznym głosem, charakterystycznym indie synhpopowych brzmieniem, a także drum’n’bassowym zwrotem akcji. Sam utwór Rumour kojarzy mi się z Katy On A Mission (Katy B). Jest dynamiczny, ale też trochę prowokujący. Ową prowokację słyszymy w tekście, który w przeciwieństwie do wielu chwytliwych popowych produkcji, opowiada jakąś historię.

Trochę inaczej jest z samym teledyskiem, wzorowanym na scenkach rodzajowych – Chlöe w zielonym pokoju próbuje rozprawić się z nastoletnimi problemami. Klip jest zbyt statyczny, nie do końca przekazuje nastrój utworu. A manifesty w postaci szybko zmieniających się słów z refrenu nijak się mają do Howl, która jedynie kiwa się w takt muzyki. Jeśli więc chcecie poczuć klimat Rumour, najpierw go posłuchajcie, a dopiero potem załączcie wizję.

Nie ma więcej wpisów