Arms and Sleepers to duet, który swoje krążki przepełnia niesamowitym klimatem. Ich muzyki słucha się w totalnym wyciszeniu, bądź w towarzystwie silnych emocji napędzanych energią dźwięków. W ubiegły weekend zespół pojawił się ponownie w Polsce. Koncert w Krakowie, w klubie Piękny Pies był ich pierwszym tegorocznym przystankiem koncertowym w naszym kraju. Na to wydarzenie z pewnością czekało wielu ich fanów, którzy w zeszłym roku zetknęli się z odwołanym koncertem. To spotkanie udowodniło, iż wobec tak szeroko inspirujących się muzyków nie powinno mieć się żadnych przyzwyczajeń oraz oczekiwań jednostajnego grania.

Max i Mirza pojawili się na scenie kwadrans po godzinie 20. Niezauważenie zaczęli prezentować swój repertuar, który przez publikę został odebrany dwojako przez zróżnicowane nastawienie wśród gości. Zebrani słuchacze potraktowali ten koncert w dwóch bardzo odróżniających się kategoriach – jedni zebrali się w skupieniu, aby wysłuchać tego, co zespół chce zaprezentować, drudzy natomiast woleli stanąć przy barze – który znajdował się nieopodal sceny – i opowiadać sobie pijackie, życiowe historie – ten fakt z pewnością nie sprzyjał innym uczestnikom w odbiorze muzyki. Dodatkowym minusem technicznym był dobór klubu, który nie sprawdził się przy pomieszczeniu ilości osób, która przybyła na koncert – rezultatem było przepełnione pomieszczenie, natomiast skutkiem fakt, iż po 30 minutach spora grupa osób opuściła lokal. Nastąpiło niewielkie przemieszczenie, można było poczuć większą swobodę i spróbować skupić się na muzyce, która tego wieczoru, mimo wszystko, była głównym punktem zainteresowania.

Podczas koncertu mogliśmy usłyszeć głównie kawałki prezentujące się w szybszym tempie niż przyzwyczaiła nas do tego znakomita większość krążków muzyków. Wydobywane dźwięki wzbogacała oprawa wizualna wprowadzająca niezastąpiony klimat i obrazowała przekaz prezentowanych dźwięków. Kawałki mieszały się ze sobą, autorzy tworzyli między nimi przejścia, które nadawały rozmachu całemu występowi. Miało się wówczas wrażenie, iż uczestniczymy w jakiś przedstawieniu, które ma zaplanowaną wcześniej fabułę. To był jakiś film, z rewelacyjnym soundtrackiem, tylko nikt z nas nie będzie mógł do końca rozszyfrować o czym tak naprawdę traktował, choć zapewne każdy uczestnik tego wydarzenia będzie posiadał swój własny, odrębny od całej reszty, scenariusz.

Całość występu od strony muzycznej była niesamowicie udana. Mogliśmy bowiem wysłuchać utworów, które wykształtowały i wylansowały dźwięki spod znaku Arms and Sleepers oraz tych, które udowodniły rozkwit duetu. Można było odczuć to, iż Max i Mirza nie pozostali obojętni wpływom i inspiracjom, bez wątpienia poszerzającym się z biegiem czasu. Bezcenny jest wówczas odbiór spod sceny, który obrazuje się budową odrębności jednostki pod zamkniętymi powiekami. Miejmy nadzieję, iż Arms and Sleepers wciąż pozostanie indywidualnym zespołem, inspirującym nie tylko siebie wzajemnie, ale również swoich odbiorców.

Nie ma więcej wpisów