Airick Woodhead to chyba najciekawszy powiew nowości w indie-elektronicznych kręgach, co nie znaczy, że zasługuje na miano muzycznego geniuszu. Początkowo pokazuje się z niebyt estetycznej strony i bardzo klaustrofobicznych odczuć, które w ryzach trzyma tylko klamra złożona z całkiem popowych i przystępnych Anomaly oraz Painted Black.

Intro, które przeradza się w ten pierwszy utwór, stawia w dziwnej dwuznaczności wokal. Wpadający gdzieś w żeńskie odniesienia dość wysoki ton głosu Airicka przywodzi na myśl raczej charyzmę Thoma Yorke’a, którego obszar działań uaktywnia się jeszcze w doldrumsowym Lost in Everyone. W innych sytuacjach Woodhead staje się nieco zbyt zmanierowany i krzykliwy, ale to nie przeszkadza i nie odrzuca od Lesser Evil, bo co pokazuje utwór tytułowy – to tylko dopełnienie setki różnych kierunków uruchomionych w czasie jednego muzycznego zamysłu.

Dominuje perkusyjna maszyna i ostry bas (Anomaly) tnący ciężką aurę brzmień. Do tej bazy dokładane są jeszcze plemienne i metaliczne uderzenia, szepty i kombinacje różnorodnych szmerów. Wrażenie robi ułożenie tego wszystkiego w psychodeliczny, trudny do przezwyciężenia za pierwszym razem trans (Golden Calf) czy niemal cyrkowy zachwyt, jaki ma miejsce w Egypt. Co prawda, zdarzają się muzykowi ukłony w stronę nieco bardziej dreamową, nadającą się do współpracy z Neon Indian (Sunrise) czy beztroskimi powrotami w dźwięki 8-bitowych melodii starych gier, jak w Holographic Sandcastles, ale to tylko dodatki, które jakoś urozmaicają i przerzedzają atmosferę debiutu Doldrums.

Największy zachwyt wzbudzają wielowątkowe, wielopoziomowe próby jakich podejmuje przez resztę czasu. Żarliwe eskapady w elektronikę, w stronę ambientu czy – w pewnym momencie – nawet dubstepu są kopalnią pomysłów, które początkowo można brać jako nieporozumienia. Dezorientacja jest jednak chwilowa, bo każde kolejne zetknięcie z Lesser Evil działa na korzyść Kanadyjczyka. Niektórzy przy jego nazwisku stawiają słowa o popowej rewolucji przyszłości. Trudno jednak powiedzieć, że to pop, a nawet jeśli, to tylko wskazówka – nie wyznacznik – dla muzyków i to nielicznych. Ale to rozwiązanie lepsze niż żadne.

Nie ma więcej wpisów