Pamiętam doskonale moment, w którym odkryłam ten zespół. Jednym z pierwszych utworów, które absolutnie mnie oczarowały, był kawałek pt. Mandarynki z debiutanckiej płyty. Później odkrywałam kolejne perełki, kompletnie zatracając się w melodiach i słowach. Dlatego po tym jak panowie z Bruno Schulz zapowiedzieli rewolucyjną zmianę brzmienia na nowej płycie, w mojej głowie zrodziły się wątpliwości…

Wątpliwości nie zniknęły po prezentacji pierwszego singla. Nie zniknęły też po pierwszym przesłuchaniu krążka. Uparcie szukałam ukochanych gitar, które na wcześniejszych albumach dodawały smaku tam gdzie powinny i czarowały nośnymi riffami. W głowie ciągle rodziły się pytania. Gdzie Szybki świat? Gdzie Radioactive Love? Gdzie się podział Nowy lepszy człowiek? Gdzie są moje pachnące w tramwaju mandarynki? Nie do końca to co słyszałam, pasowało do tego co było mi dobrze znane i lubiane. Jednak nie odpuszczałam, bo to tak, jakby rozwieść się po pierwszej kłótni o to, że brudne skarpetki nie są w koszu na pranie, tylko leżą w pokoju na fotelu. W tym momencie zaczęła się magia, bo z każdym kolejnym przesłuchaniem, niemal szczegółowym analizowaniem każdego kolejnego kawałka, znów zaczęło coś iskrzyć, a wątpliwości znikały jedna za drugą.

Na Wyspie, na którą zapraszają nas muzycy Bruno Schulz, zdecydowanie więcej jest muzycznej przestrzeni i elektroniki. Z pewnością potrzeba było wiele odwagi, żeby dokonać rewolucji brzmieniowej po uprzednim wypracowaniu sobie dobrej pozycji na polskiej scenie, jednak stawianie wszystkiego na jedną kartę często wychodzi zespołom na dobre. Tak też jest w tym przypadku. Przyjemne melodie i intrygujące teksty – niepopadające w grafomanię – to nadal najmocniejszy argument kieleckiej formacji. Wystarczy wsłuchać się w chłodne Z bliska, w którego refrenie melodia rozwija się, niosąc lekko każde słowo, żeby docenić próbę udoskonalenia swojego muzycznego, wypracowanego przez lata stylu. Takich momentów na płycie jest więcej. Nie można obojętnie przejść obok spokojnie zaczynającego się Oswajania czy smutnego, wypełnionego niezwykłym klimatem kawałka Nawet z Tobą. Utwory są tak zbudowane, że odnosi się wrażenie, jakby wypełniało je powietrze (wiecie o jakie uczucie mi chodzi?). To jest ten moment, w którym włączasz kawałek i nagle czujesz, jak każdy kolejny dźwięk sprawia, że oddychasz coraz głębiej. To właśnie można poczuć, wsłuchując się w piosenki umieszczone na Wyspie.

Tak naprawdę każda kompozycja na tym albumie ma w sobie coś na co warto zwrócić uwagę. Jednocześnie nadal nie da się pomylić Bruno Schulz z żadnym innym zespołem polskiej sceny alternatywnej – charakter grupy ciągle wrze pomiędzy kolejnymi dźwiękami i słowami. Jednak tym, którzy tak jak ja będą na początku ślepo nastawieni na Bruno Schulza z poprzednich trzech płyt, dostrzeżenie zalet nowej zajmie trochę czasu. Notka prasowa mówi, że mamy tu do czynienia ze spotkaniem eksperymentu i piosenki w jednym – i to krótkie zdanie najlepiej oddaje charakter całego krążka. Piosenka i eksperyment – bardzo udany eksperyment – to właśnie nowy Bruno Schulz. Nadal będę tęsknie spoglądać w przeszłość i wracać do moich ulubionych Mandarynek, Elektrowni i Szybkiego świata, jednak nowy krążek nie pokryje się kurzem w towarzystwie innych płyt stojących na półce, tylko będzie spokojnie leżał ciągle gdzieś blisko odtwarzacza. Tym bardziej, że z każdym kolejnym przesłuchaniem uczucia do tej płyty przybierają na intensywności i rozkazują codziennie do niej wracać, za każdym razem pokazując nowe piękno tej muzycznej rewolucji. Jeżeli Wyspa Bruno Schulz okazałaby się być tą bezludną, z przyjemnością mogłabym się na nią przenieść.

Nie ma więcej wpisów