Ogromna ilość odsłuchań pierwszych utworów, oczekiwania na nowe kawałki, premiera debiutanckiego krążka i wybuch euforii na punkcie talentu i potencjału artystki. Zapętlanie albumu, planowanie wyjazdów na zagraniczne koncert, ponowny wybuch radości na wieści o koncercie w kraju. Następnie ogromne zainteresowanie występami i wyprzedane bilety, walka o możliwość pojawienia się pod sceną – to wszystko miało miejsce jeszcze rok temu, gdy Jessie Ware rozpoczynała swoją muzyczną karierę i zdobywała światową sławę. Od tego czasu niewiele się zmieniło, gdyż pojawienie się artystki kolejny raz w Polsce znów wywołało wśród fanów wiele radości. Przez ten czas wielu z nas nie zapomniało o tym, jak wspaniałe doświadczenie muzyczne może nam zagwarantować Jessie podczas występu na żywo. W rezultacie znów wyprzedały się wszystkie bilety na koncerty, a Jessie zaprezentowała się z prawdziwą klasą na scenie i udowodniła, iż z czasem tylko pnie się ku górze.

Krakowski koncert odbył się w klubie Studio, w którym Brytyjka pojawiła się na scenie kwadrans po godzinie 21. Występ rozpoczął się stonowanym tytułowym utworem jej debiutanckiego krążka, czyli kawałkiem Devotion. Jessie ubrana w piękną czarną suknię poruszała się z prawdziwą klasą po scenie, co nadawało jej występowi niesamowitego klimatu. Kolejno  wybrzmiały znane utwory m.in.: Still Love Me, Night Light, If You’re Never Gonna Move, które przywołały w pamięci początki pojawienia się debiutanckiego krążka Jessie na sklepowych półkach. Punktem zwrotnym w szeregach wspomnianych wykonań był cover utworu Rihanny pt. Diamonds, po którym publiczność wyraźnie pobudziła się do wspólnej zabawy. Ze strony zgromadzonych słuchaczy można było usłyszeć gromkie brawa, na co wokalista nie pozostała obojętna – odwdzięczyła się szczerym uśmiechem. Jessie nie można było odmówić przede wszystkim wdzięku i zaangażowania w wykonywane utwory, jak również dobrego kontaktu ze swoimi fanami. Pomimo tego, iż utrzymywała przez cały wieczór klasę, potrafiła przerwać występ żartami i krótkimi opowiastkami, dzięki którym atmosfera w klubie była bardzo przyjemna.

Podczas koncertu mogliśmy usłyszeć nie tylko cały materiał, który ukazał się na debiutanckiej płycie Devotion, ale również kawałki urozmaicające całą setlistę. Poza wcześniej wspomnianym coverem, Jessie wykonała również takie utwory jak Valentine oraz What You Won’t Do for Love.

Cały występ był dopięty na ostatni guzik, dopracowany w każdym detalu – dobór utworów, kontakt z publiką, rewelacyjna prezencja, jak również to coś co miała w sobie Jessie i co sprawiało, że prezentowała się na scenie zjawiskowo. Pokazała klasę, z którą wykonywała każdy utwór. Każdy jej ruch był przepełniony seksapilem, wdziękiem i niezwykłą pewnością siebie, o której nie raz wspominała, iż nie potrafi jej w sobie odnaleźć. Po tak rewelacyjnym występie można by rzec, że Jessie urodziła się po to, aby błyszczeć na scenie. Sobotnie spotkanie należało do niej i myślę, że skradła podczas niego wiele serc, które znalazły się wówczas pod sceną.

Setlista:

1. Devotion
2. Still Love Me
3. Night Light
4. If You’re Never Gonna Move
5. Imagine it Was Us
6. Sweet Talk
7. Diamonds (cover)
8. Swan Song
9. Taking in Water
10. Something Inside
11. What You Won’t Do for Love
12. Valentine
13. No to Love
14. Wildest Moments
15. Running

Nie ma więcej wpisów