Read the English version of an article >>>

Ustalmy coś już na wstępie – nie będzie mowy ani o Franz Ferdinand, ani o Belle and Sebastian. Nie to, że Music Is nie lubi tych zespołów, wręcz przeciwnie. Czy nie byłoby jednak miło dla odmiany odkryć coś nowego? Scena muzyczna Glasgow ma do zaoferowania tak dużo, że wybranie tylko garści zespołów, z którymi warto się zapoznać, graniczy z cudem, ale jakoś daliśmy radę. Bez zbędnego gadania, poznajmy je.

The Dirty Beggars

Pierwsza pozycja w naszym zestawieniu to prawdopodobnie najbardziej znany zespół z całej piątki. Brzmienie grupy, składające się z gitary, banjo, mandoliny, harmonijki i kontrabasu, to amerykański bluegrass, tak rzadko pojawiający się w Wielkiej Brytanii. Kwintet, w skład którego wchodzi miedzy innymi dwóch braci i ich kuzyn, ma już kilka sporych sukcesów na swoim koncie. W 2011 dwukrotnie zagrali na jednym z najpopularniejszych festiwali muzycznych Glasgow – Celtic Connections. Oba występy zakończyły się sukcesem i sprawiły, że zespołowi zaproponowano kilka  koncertów w Londynie jako support grup takich jak Three Bling Wolves czy The Wilders. Jakby tego było mało, MTV nakręciło relację z ich amerykańskiej trasy, która miała miejsce w tym samym roku. W październiku 2011 The Dirty Beggars wydali debiutancki album Bite the Bullet. Krążek, zawierający dziesięć oryginalnych utworów, został puszczony na antenie BBC Scotland. Całkiem nieźle, prawda?

Bronagh and the Boys

Bronagh Monahan – wokalistka kwartetu – od zawsze chciała profesjonalnie zajmować się muzyką. Jak sama przyznaje, to jej rodzice pokazali jej zespoły takie jak Queen and The Supremes. Później, kontynuując swoją edukację muzyczną na własną rękę, zakochała się w wokalistkach pokroju Amy Winehouse i Laury Marling.

Pochodząca z Belfastu artystka, po skończeniu studiów muzycznych na Uniwersytecie w Glasgow, postanowiła zostać w Szkocji i spróbować swoich sił w biznesie muzycznym. Z tego, co udało mi się ustalić, nie żałuje: Glasgow to wspaniałe miasto, tylko dzięki samemu koncertowaniu i chodzeniu na występy innych muzyków poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi – mówi wokalistka.

Niedawno zespół wygrał konkurs NaSTAvision zorganizowany przez Ogólnokrajowy Związek Telewizji Studenckich w Wielkiej Brytanii (NaSTA).

Sorcha May

Młoda wokalistka z Paisley ma z pewnością spore doświadczenie, jak na dziewiętnastolatkę. Sorcha wygrała szkocki finał konkursu Next Brit Thing oraz wystąpiła w ogólnokrajowym finale w Londyńskim Indigo O2 przed jury, w skład którego weszli eksperci z przemysłu muzycznego. Artystka miała też okazję zaśpiewać na jednej scenie z Joem McElderrym – finalistą X-Factor z 2009 roku.

Jak na prawdziwą artystkę XXI wieku przystało główną platformą Sorchy jest internet. Do tej pory jej kanał na YouTubie odwiedzono ponad pięćdziesiąt tysięcy razy. Oprócz oryginalnych utworów wokalistki znajdują się tam też covery wielu artystów (między innymi One Direction, Paula Wellera i Rity Ory), których piosenkom nadaje zupełnie inny charakter. Sami artyści również zaglądają na kanał Sorchy, można znaleźć tam nawet ich komentarze. Miejcie oczy i uszy szeroko otwarte, gdyż jeszcze przed wakacjami Sorcha May planuje wydać swoją debiutancką EP-kę.

Pinact

Chociaż członkowie zespołu poznali się w szkole, razem zaczęli grać dopiero po tym, jak gitarzysta/wokalista – Corrie Gillies – wyjechał z Aberdeen do Glasgow na studia. Dwuosobowy zespół, oddzielony od siebie o jakieś 270 kilometrów, zdaje się być problematycznym rozwiązaniem, ale nie dla nich. Alternatywny duet z punkowym zadziorem nigdy nie planował grać tylko we dwójkę, ale panowie już się do tego przyzwyczaili i nie planują dodatków do line-upu.

Chłopcy supportowali już zespoły pokroju China Rats i Palma Violets. Sami wybierają się właśnie w swoją pierwszą szkocką trasę. Zeszłego lata Pinact wydali debiutancką EP-kę – Spill Your Guts, Let Out Some Noise. Już niebawem premierę będzie miała kolejna EP-ka zespołu, zatytułowana First Time Was Confusing.

Poor Things

Craig, Richard i Gavin poznali się w szkole i żeby poderwać więcej dziewczyn, postanowili założyć zespół. Jeszcze jako kwartet (i jeszcze w Perth), coverowali Jimmy’ego Eat Worlda i Franz Ferdinand. O mało nie nazwali się też Twenty Shades of Blue (według Craiga, ich ex-wokalista wymyślił powieść softporn na długo przed E.L. Jamesem). Już jako nastolatkowie zaczęli grać w Dundee i Glasgow. Pewnie nigdy nie zapomną tej jednej nocy, kiedy ich koncert został odwołany tuż przed wejściem na scenę. Jak wspomina Craig: Odjechaliśmy, wykrzykując groźby w stronę właściciela. Chcieliśmy się upewnić, że główne hasło: kiedy będziemy sławni, zamkniemy was, dotarło do niego. Całkiem przypadkowo, nigdy nie staliśmy się sławni (byliśmy straszni), a pub i tak zamknięto. Karma i tyle.

Teraz o jednego członka mniej, zespół zmienił nieco kierunek na rzecz agresywnego popu, mając nadzieję, że pewnego dnia tata Craiga posłucha ich z własnej, nieprzymuszonej woli. Możliwe, że stanie się to całkiem niedługo, gdyż chłopcy na marzec szykują swoją pierwszą EP-kę.

Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. Mamy nadzieję, że spodobało się wam to, co scena muzyczna Glasgow ma do zaoferowania oraz że znaleźliście nowe nabytki do waszej muzycznej biblioteki. Do następnego razu!

Nie ma więcej wpisów