Koniec nie zawsze oznacza coś złego. Szczególnie, gdy jest to Piękny koniec, a w dodatku stworzony przez jeden z ciekawszych polskich zespołów – Mikromusic. Swoją najnowszą płytą odchodzą nieco od stylistyki, do której zdążyli już przyzwyczaić swoich fanów. Jazz, jaki mogliśmy usłyszeć na ich wcześniejszych albumach, jest przeplatany trip-hopem, zdecydowanym rockowym brzmieniem, jest także wypełniony elementami muzyki ludowej. Jest to dobrze skomponowany powiew świeżości ze strony wrocławskiej grupy. Pokazuje, że pomimo przychylności krytyków i fanów, muzycy nie boją się sięgnąć coraz dalej w swoich muzycznych dokonaniach.

Produkcją płyty zajął się Dawid Korbaczyński, który w 2002 roku wraz z Natalią Grosiak założył Mikromusic. Za teksty do utworów odpowiada Natalia. Wiele z nich pierwotnie miało zostać częścią solowego projektu wokalistki.

Piękny koniec rozpoczyna się od pięknego początku. Gitarowy wstęp do piosenki Za mało sprawia, że już od pierwszych sekund albumu chce się go słuchać. Refren potwierdza to wrażenie, wylewając się z głośników emocjonalną falą. Jest to wyraźny znak pokazujący, że na próżno szukać tutaj muzycznych porównań do wcześniejszych dokonań grupy.

Po dobrym rozpoczęciu wystarczyłoby tylko ładnie zakończyć płytę, bo przecież nie od dziś wiadomo, że to są dwa najważniejsze momenty, które pozwalają odbiorcom na wyrobienie swojej własnej opinii. Całe szczęście im dalej zagłębiamy się w nowy materiał z albumu, tym więcej wspaniałych dźwięków i emocji jesteśmy w stanie odnaleźć. Warto dać się ponieść rozbujanej lekcji samoakceptacji w piosence Jestem super, czy wybrać się do Sopotu zimą z utworem, który jest osobistą pocztówką z nadmorskiego kurortu, a nie tylko opisem imprezy w klubie, czy szaleństwa na Monciaku. Warto także zasmakować w rozbudowanych brzmieniach ponad ośmiominutowej piosenki Halo, czy wsłuchać się w grę trąbki i klawiszy w instrumentalnym utworze Adam.

Oprócz gitarowych rytmów, wspieranych energiczną perkusją, jest tu sporo momentów, dzięki którym można odpłynąć wraz ze smyczkowymi wstawkami, które pięknie oplatają delikatny głos Natalii. Wystarczy tylko zamknąć oczy, aby przeżyć nieco niepokojącą historię z blokowiska w piosence Pożar. Jak dla mnie – jest to jeden z najmocniejszych elementów całej płyty, który za każdym razem sprawia, że ciarki całą kaskadą spływają po moich plecach. Emocjonalne wyważenie wypełniające wokal, delikatny akompaniament i tekst, który iście filmowo wpływa na wyobraźnię słuchacza. Po Pożarze jednak się rozpogadza. Słychać pozytywkowy wstęp piosenki promującej Piękny koniecTakiego chłopaka. Jest to osobista modlitwa do losu o szczęście w miłości i znalezienie wymarzonego partnera. Na uwagę zasługuje świetna linia basowa, wchodząca w drugim refrenie utworu.

Piękny koniec na szczęście końcem nie jest. Zapoczątkowuje on nową stylistykę zespołu, który dojrzał i nie bał się szukać. Dzięki temu zyskujemy płytę, na której każdy ma szansę znaleźć coś dla siebie, a Mikromusic na pewno zyska nowych fanów. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że płyta się kończy. Po 45 minutach muzycznej podróży ma się ochotę wyśpiewać refren pierwszej piosenki – to za mało. Zdecydowanie chciałoby się więcej.

Nie ma więcej wpisów