Wcześniej był Devastations – melodyjny niczym Tindersticks, a zarazem mroczny à la Nick Cave. Na koncie trzy albumy i wierna rzesza australijskich fanów.

Po 7 latach pragną zwojować Europę. Z tria robi się dwójka, która pod szyldem Standish/Carlyon zaczyna działać w Londynie. Czy owa zmiana była potrzebna? Ci z Was, którzy trafią na dowolną płytę Devastations, a są zarazem zwolennikami alternatywnego, rockowego brzmienia spod znaku Nick Cave and the Bad Seeds, powiedzą: nigdy w życiu. Ci z Was, którzy preferują futurystyczne, synthopowe melodie stwierdzą, że zmiana była chłopakom zdecydowanie potrzebna.

Standish/Carlyon to nie zasypujące wielką falą popowe indie melodie, to dojrzała muzyka, poruszająca nas od pierwszych sekund. Póki co, dwójka z tria Devastations pokazała nam niewiele, ale owe niewiele brzmi bardzo obiecująco. Posłuchajcie tylko Nono/Yoyo. Spokojny, zapętlony dźwięk syntezatora, z dance’owym bitem biegnie zmysłowo, niespiesznie potęgując desperację z jaką Conrad Standish wyśpiewuje słowa utworu. Podobnie Critics Multiply będące odzwierciedleniem najnowszych fascynacji muzyków – z jednej strony muzyką dub, z drugiej bardzo dorosłą muzyką pop z lat 80.

Wrażenie robi też image artystów – mocno awangardowe stylizacje na wczesnego Bowiego i pierwotnego yuppies.

Na maj zapowiadana jest pierwsza płyta duetu. Album Deleted Scenes wydany zostanie pod szyldem amerykańskiej wytwórni Felte. W oczekiwaniu posłuchajcie Nono/Yoyo.

Nie ma więcej wpisów