Aleksandra Galewska wypłynęła dzięki The Voice of Poland. Podczas pierwszej edycji programu to właśnie ona zawładnęła nie tylko jury, ale i publicznością. Liczne SMS-y z głosami poparcia dawały jej pewność pojawienia się w kolejnych odcinkach. Obecnie, już jako Pani Galewska, artystka odcina od tego kupony i pojawia się z pierwszą długogrającą produkcją.

Należy podkreślić, że płyta The Best Of nie jest wynikiem programu, ale to sam program pomógł odkurzyć i pokazać światu odłożony do szuflady materiał. Początkowo mający być pewną wariacją jazzową (połączenie głosu Aleksandry z żywymi instrumentami), ale w wyniku współpracy z Janem Smoczyńskim stał się longplayem zdecydowanie bardziej urozmaiconym, wypełnionym 10 utworami.

Tytuł albumu wziął się z fascynacji wieloma gatunkami i dźwiękami, z których Galewska chciała pokazać to co najlepsze. I różnorakość utworów jest na to dowodem. Płyta nie trzyma się w ryzach jednego stylu, trudno nazwać to jazzem, chociaż głos artystki ma ku temu odpowiednie predyspozycje. Usłyszymy tu trochę funku, soulu, są też dubstepowe rytmy. Z racji obecności Smoczyńskiego, muzyka w tej produkcji stanowi połączenie elektronicznych efektów z instrumentami akustycznymi: skrzypcami, kontrabasem, pianinem czy tamburynem.

Właściwie każdy kawałek na tym LP to inna bajka. Kompilacja brzmień, z której z pewnością wybierzemy coś dla siebie. Jednak nie od razu. The Best Of nie jest albumem łatwo przyswajalnym – aby zapadł w pamięci, należy wysłuchać go kilka lub kilkanaście razy. Kolejne podejście będzie wewnętrzną bitwą. Czy te 10 utworów to coś czego chcemy słuchać? Czy te 10 utworów zgrywa nam się w całość?

Kiedy jednak pogodzimy się z faktem, że album nie stanowi spójnej całości, a swojego rodzaju zabawę z dźwiękiem, zaczynamy do tej kompilacji zupełnie inaczej podchodzić. Z mgły na wierzch wypłyną: głęboki, spokojny I’ve Been Waiting Years for You; nieoczywisty, mroczny, czerpiący trochę z typowych murzyńskich wokaliz How About You; funkowy, trącający brownowską nutą It’s Ok. Owe perły odkrywają przed nami Panią Galewską w pełnej krasie, pokazują jej możliwości, jej lekkość improwizacji.

Po wysłuchaniu The Best Of wiemy już, że wypuszczony na pierwszy rzut czarny koń w postaci He Wrote Me One Day nie oddaje atmosfery kolejnych 9 utworów. Wiemy też, że Galewska nie jest nowym tworem telewizyjnego show. Doceniamy jej inność, poszukiwania, czerpanie garściami z najlepszych muzycznych rejonów. Doceniamy jej oryginalną barwę. Pozostajemy jednak otwarci na to, co będzie dalej, bo The Best Of do jej the best of z pewnością nie należy.

Nie ma więcej wpisów