Są takie koncerty, choć zdarzają się naprawdę rzadko, na których materiał z płyty prezentuje się dużo lepiej na żywo. Aranżacje są bardziej barwne, brzmienie jest wyraźniejsze, teksty wyśpiewywane są z większą mocą, a głos przeszywa i wywołuje ogromne emocje. Do takich zdecydowanie zaliczam wtorkowy występ francuskiej piosenkarki Imany, która zdążyła już zaskarbić sobie serca polskiej publiczności. Jej obecna trasa koncertowa po Polsce to bowiem nie pierwsza wizyta w naszym kraju – w grudniu ubiegłego roku zagrała dwa wyprzedane koncerty, w Warszawie i we Wrocławiu.

W Poznaniu Imany wystąpiła w Sali Ziemia Międzynarodowych Targów Poznańskich. Nie kazała czekać na siebie ani minuty. Punktualnie o godzinie 20:30, w wypełnionej ciemnością sali, dało się usłyszeć pierwsze dźwięki instrumentów, a już po chwili można było usłyszeć szorstki, zachrypnięty głos artystki wyśpiewujący pierwsze słowa Slow Down. Tak delikatny początek zupełnie nie zapowiadał tego, co działo się w dalszej części koncertu. Tym bardziej, że ze względu na zajmowane przez słuchaczy wyłącznie miejsca siedzące, zapowiadał się on na spokojny.

Nic bardziej mylnego. Imany swoją charyzmą i energią dosyć szybko porwała publiczność, która początkowo była nieco nieśmiała, jednak po jakimś czasie zaczęła dużo aktywniej uczestniczyć w koncercie. W trakcie I’ve Gotta Go słuchacze zaczęli opuszczać swoje miejsca i coraz liczniej gromadzić się pod sceną. Było to z ich strony dobre posunięcie, gdyż dzięki temu mieli nie tylko okazję zobaczyć Imany z bliska, ale także wspólnie z nią bawić się podczas Please and Change, podczas wykonywania którego piosenkarka postanowiła dołączyć do publiczności. Bliżej słuchaczy znalazła się również w trakcie utworu Seat with Me, który zaśpiewała siedząc na brzegu sceny.

O interakcję z publicznością chodziło zresztą przez cały koncert. Imany podejmowała dialog ze słuchaczami w przerwach pomiędzy utworami, zachęcała do wspólnego śpiewania. Razem z zespołem sprawdziła również ilość i jakość groove’u Poznaniaków, którą mieli pokazać podczas utworu Janis Joplin – Mercedes Benz. To jednak nie wszystko. Imany stworzyła z publiczności chórek dla siebie i jednocześnie tło wprowadzające do wykonanego przez nią coveru Ready or Not przeplecionego kawałkiem Sign Your Name najmocniejszego, jak dla mnie, punktu wtorkowego wieczoru. Zmieniające się tempo, uwodzicielski głos Francuzki oraz jej niespożyta energia sprawiły, że ciarki przechodziły po całym ciele.

Imany dała naprawdę świetny koncert, a nieoceniona była przy tym również rola fantastycznego zespołu, który towarzyszył jej na scenie. Grupa siedmiu muzyków dała z siebie nie mniej niż sama artystka, pokazując genialny warsztat i talent. Przygotowane przez nich aranżacje podrywały z krzeseł i dawały pozytywnego kopa. Zadowolenie udzieliło się wszystkim. Ani Imany nie mogła pożegnać się z publicznością, ani ta nie pozwoliła jej szybko zejść ze sceny, co zaowocowało trzema dodatkowymi utworami. I nie napiszę już nic więcej ponad to, że z niecierpliwością czekam na jej kolejny występ.

Nie ma więcej wpisów