Widziałem wiele koncertów Ellie Goulding, ale to co działo się w warszawskiej Stodole, trudno jest opisać słowami. Mimo wszystko spróbuję. Trzeba nadmienić, że występ Brytyjki był wyczekiwany od dawna. Po tym jak w 2010 roku z powodu choroby nie wyszła na jedną ze scen Open’er Festival, fani mieli nadzieję, że wkrótce przyjedzie. To wkrótce zmieniło się w aż trzy lata.

W końcu nadszedł ten dzień i wielbiciele piosenkarki tłumnie pojawili się pod warszawskim klubem. Wypełnioną po brzegi Stodołę próbował rozkręcić Matthew Koma. I tu zaskoczenie, bo mimo tego, że utwory, które przesłuchałem przed koncertem totalnie nie zrobiły na mnie wrażenia, to koncert był bardzo rozrywkowy. Występ trwał zaledwie pół godziny, ale wydaję mi się, że artysta na pewno na długo zapadnie w pamięci publiczności.

Jednak to, co rozpoczęło się dokładnie o godzinie 20:30, wywołało ciarki na plecach nie jednego fana. Od momentu, kiedy rozbrzmiały pierwsze dźwięki utworu Don’t Say a Word – tłum oszalał. Ellie Goulding pojawiła się na scenie i to był początek niezwykłego show. Mieliśmy okazję usłyszeć większość kawałków z drugiej płyty Halcyon, nie zabrakło również utworów z Lights.

Moją uwagę przykuło w szczególności wykonanie singla Figure 8, które z lekko rockowym zacięciem dodało tej piosence wyjątkowego charakteru. Kawałek Hanging On z dogranymi partiami Tinie’a Tempaha wyszedł znakomicie. Po paru utworach zespół zniknął i artystka została sama z gitarą akustyczną. Zaśpiewała Guns and Horses. Dalej mogliśmy wczuć się w klimat utworów I Know You Care i Your Song. Cała sala niemal się rozpłynęła. Później rozbrzmiał My Blood, rewelacyjne połączenie Only You i Under The Sheets, a także Anything Could Happen, które porwało cały klub. Apogeum szaleństwa zostało osiągnięte, kiedy Ellie zaśpiewała Starry Eyed. Wtedy swoje gwiazdy wyciągnęli przedstawiciele polskiego fanklubu artystki, a także wszyscy, do których dotarła informacja o specjalnej akcji.

To co działo się na bisie, podczas gdy piosenkarka zaśpiewała I Need Your Love i Light niech spróbują opisać Ci, którzy w tym uczestniczyli.

Ellie Goulding stworzyła genialny klimat. Rozmowy z publicznością i szalony taniec to tylko niektóre elementy, którymi piosenkarka zabawiała tłum. Fani oczywiście nie zostali jej dłużni. Niemal od samego początku okrzykami nie pozwalali dość jej do słowa. Chórem wyśpiewywane piosenki i ciągłe I Love You Ellie tylko podsycały krótki związek, jaki udało nam się z nią nawiązać.

Na koniec artystka przyznała, że nie zdarzyło im się jeszcze grać przed taką publicznością, jak ta w Polsce. Czy to oznaczy, że wróci? Mam taką nadzieję.

Był to koncert doskonały. Nie tylko pod względem muzycznym, ale też pod względem atmosfery. To jedno z takich wydarzeń, podczas którego cały czas prosisz o więcej. Tych, którzy nie mieli okazji zobaczyć artystki na żywo i tych, którzy mają ochotę powspominać, zapraszam do naszej galerii.

A poniżej mam dla Was zapowiedź wywiadu z artystką, który odbył się chwilę przed koncertem. Całość można odsłuchać tutaj.

Nie ma więcej wpisów