Co brali muzycy Muse podczas robienia tego klipu – to wiedzą tylko oni sami. Choć obawiam się, że nakręcili go na czysto. Jeżeli nie – poproszę o namiary na tego dilera. Tak czy inaczej, pomysł na wideo do najnowszego singla promującego ostatni album Muse (The 2nd Law), piosenki Panic Station, prawdopodobnie narodził się w głowie wokalisty grupy – Matta Bellamy’ego i wiedząc o nim co nieco, jestem w stanie w to uwierzyć. Zresztą, wystarczy spojrzeć, co dzieje się w trakcie tych pięciu minut klipu (począwszy od samych stylizacji, które są iście zabójcze), żeby wiedzieć, że żaden w miarę normalny człowiek nie wpadłby na takie… coś. Tandeta i kicz to w tym przypadku słowa kluczowe. Chociaż chyba nikt nie spodziewał się normalnego klipu do tej piosenki.

A teraz mówiąc już całkiem serio – jest to zdecydowanie najbardziej kolorowy, niezrozumiały i jednocześnie najzabawniejszy teledysk grupy. Jedno jest pewne, jak widać na krótkich nagraniach pochodzących z making of, które znajdują się na początku i na końcu filmu, panowie mieli nie mały ubaw, kręcąc to wideo. Jako ciekawostkę mogę dodać, że nie wszystko co widzimy na ekranie jest takie oczywiste – choćby to, że nie każda piękna pani jest… kobietą. W rolę jednej z kusicielek wciela się Morgan Nicholls – muzyk, który od lat wspomaga trio podczas koncertów.

Przed obejrzeniem teledysku należy jednak widza ostrzec – po tych pięciu minutach sam nie będziesz wiedziała/wiedział, czy to oni się naćpali, czy może Ty. Jednym zdaniem – dobry diler to podstawa.

Nie ma więcej wpisów