Zespół Robot House tworzą: Krzysztof Birowski, Szymon Smolak i Marcin Kucharczyk. Jak sami o sobie mówią – grają inny rock, łącząc noise z brit-popem, punk z shoegazem i staroświecką psychodelę z niezobowiązującym indie-graniem. Wydają pod skrzydłami fyh!records. We wrześniu 2012 roku ukazał się ich debiutancki album pt. Krytyczny wyjątek. Za kilka dni zagrają koncert we Wrocławiu wraz ze swoimi kolegami z wytwórni, z Lewymi Łokciami. Przy okazji tego gigu postanowiłam zapytać kapelę o kilka rzeczy.

musicis.pl: Na Waszym profilu na Facebooku znalazłam zdjęcie robota z komentarzem: Od niego się wszystko zaczęło. Zły, brzydki i blaszany. Co to jest za robot? Jaka jest jego historia? Jaka jest Wasza historia?
Robot House:
Ten robot nazywa się Bender i jest bohaterem kreskówki Futurama. Jest robotem, który nadużywa alkoholu, pali cygara, jest kleptomanem i seksoholikiem, czyli idealnie oddaje usposobienie członków naszego zespołu. Sama nazwa Robot House oznacza bractwo studenckie złożone z samych robotów, jest to temat naszego ulubionego odcinka. Pomysł, aby nazywać się tak, a nie inaczej, był spontaniczny, ktoś go podrzucił, a reszcie się spodobał. Nie wiemy już, czy w ogóle braliśmy pod uwagę jakąś inną nazwę. Nie było burzy mózgów. Myśląc o nazwie, nie braliśmy pod uwagę czynnika marketingowego czy jej adekwatności do tego, co gramy. Zresztą, na początku nazwa House wprowadzała w błąd osoby, które przypadkiem znalazły się na naszym koncercie.

musicis.pl: Będąc w temacie robotów i innych około-mechanicznych elementów, zapytam o okładkę Krytycznego wyjątku – skąd pomysł na takową? Czy jest zawarta w tej okładce jakaś historia związana z Wami lub jakakolwiek inna historia?
Robot House: Okładka jest autorstwa Gosi Herby, świetnej wrocławskiej artystki. Jakimś przypadkiem jeden z nas trafił na jej prace i stwierdziliśmy, że to jest to. Podobny impuls jak z nazwą zespołu. Nie braliśmy żadnej innej alternatywy pod uwagę. Jeśli coś nam się podoba, nie odkładamy tego i nie szukamy dalej. Nawiązaliśmy kontakt z Gosią z zapytaniem, czy zgodzi się na zrobienie dla nas okładki. Zgodziła się i tyle historii.

musicis.pl: Gracie inny rock, nie próbujecie, ba!, nie chcecie klasyfikować swojej twórczości. Z czego to wynika?
Robot House:
Nie próbujemy klasyfikować tego, co gramy, bo to – naszym zdaniem – ogranicza. Jeśli wytyczasz sobie jakieś ramy, to po pewnym czasie zaczynasz odbijać się od nich jak piłeczka ping-pongowa. Zadanie klasyfikacji, ogarniania tego, co robi dany muzyk, powinno leżeć w gestii recenzentów, bo o krytykach nie ma sensu wspominać, dziś to wymarły gatunek. Muzyka dziś funkcjonuje jako produkt i nazywanie jej – klasyfikowanie właśnie – jest swego rodzaju etykietą. Odbiorca dzięki temu może szybciej się utożsamić z danym wykonawcą i w ogóle chcieć po niego sięgnąć. Dziś wybieranie muzyki jest trochę jak zakupy w supermarkecie. Chcesz kupić mleko – idziesz do półki z nabiałem, chcesz kupić schab – idziesz do stoiska z mięsem. My natomiast jesteśmy – a przynajmniej tak nam się wydaje – na każdej półce po trochę, bardziej lub mniej. Taka sytuacja może zniechęcać słuchacza, ale podczas robienia muzyki nie myślimy o potencjalnym odbiorcy, nie kalkulujemy strat i zysków. Muzyka nieoczywista wydaje nam się bardziej ciekawa niż dobrze skrojony produkt. Naszym zdaniem, robienie muzyki zachowawczo – oceniając, co może się spodobać, a co nie – nie ma większego sensu. To raczej odbiorca powinien szukać artysty, a nie odwrotnie. Stoimy teraz przed momentem nagrywania drugiej płyty. Moglibyśmy wyciągnąć wnioski z pierwszej płyty i nagrać album złożony z kawałków przypominających te, które najbardziej podobały się na pierwszym krążku, ale tego nie zrobimy, bo to byłoby dreptanie w miejscu. Jeśli druga płyta okaże się totalną klapą – czego nie możemy wykluczyć – to co z tego? Nagramy trzecią, a potem czwartą.

musicis.pl: Co sprawia Wam największą przyjemność w tworzeniu/wykonywaniu muzyki? A może powinnam zapytać: co sprawia Wam większą przyjemność – tworzenie czy wykonywanie tego, co stworzycie?
Robot House:
Oba momenty są bardzo fajne.

musicis.pl: Nie chcąc rozwlekać się nad kwestią tego, czy można żyć z muzyki, czy też nie, zapytam Was jednak: jakie jest Wasze podejście do tego tematu?
Robot House:
Życie z muzyki udało się chyba jedynie Rodowicz i Krawczykowi. Zdecydowanie więcej się wkłada, niż wyciąga, ale nie mamy o to żalu. Tak po prostu jest i chcąc grać, nie można się nad tym rozwodzić. Dopóki na barze mamy zagwarantowaną czerwoną herbatę, będziemy grać.

musicis.pl: W styczniu supportowaliście zespół Thieves Like Us. W wywiadzie dla Fuck you, Hipsters! powiedzieli o Was: Robot House są dobrzy. Śpiewają po polsku, przez co są naprawdę autentyczni. Lubimy autentyczność. (…) Strasznie chcę zobaczyć ich na żywo, na pewno nas rozgrzeją i postawią wysoko poprzeczkę. Jak wrażenia po tych występach?
Robot House:
Trasa z Thieves Like Us była naprawdę ciekawym doświadczeniem. Podobno ładnie zagraliśmy, tak słyszeliśmy. Występy Thieves Like Us były bardzo fajne. Podobało nam się to, że w odróżnieniu od nagrań płytowych, grali z prawdziwymi instrumentami.

musicis.pl: Przed Wami koncert z kolegami z wytwórni, z zespołem Lewe Łokcie. Zagracie we Wrocławiu pod koniec kwietnia. Gdzie jeszcze będzie można Was usłyszeć w najbliższym czasie?
Robot House:
Tak, gramy z Lewymi Łokciami 26 kwietnia w klubie Alive. Potem będzie można nas usłyszeć jedynie na sali prób i generalnie w jej okolicach, aż do zakładu wulkanizacji, dalej się podobno już nie niesie.

musicis.pl: Jak wspomnieliście wcześniej, szykujecie się do stworzenia nowego materiału. Czy to będzie EP, czy LP?
Robot House:
To prawda, stary materiał już zbytnio się uleżał. Gdy przychodzi taki moment, że już na samą myśl o graniu jakiegoś starego numeru, nie chce ci się, to najwyższy czas na zrobienie nowego materiału. Chyba najpierw będzie EP-ka, a następnie płyta. To jeszcze nie jest ustalone, samo się z czasem ustali.

Nie ma więcej wpisów