Sporo lat minęło od wydania A New Morning, ostatniego studyjnego albumu Suede, który wbrew swemu tytułowi nie miał nic wspólnego ze świeżością poranka. Pachniał za to powoli gnijącym zespołem, który wydał o jeden album za dużo. W obliczu rozpadu macierzystej kapeli, Brett Anderson pogodził się z Bernardem Butlerem – dawnym kolegą z zespołu – i pod szyldem The Tears ukazał się kolejny słaby krążek. Solowe dokonania wokalisty też nie wzbudziły większych emocji, więc wieść o reaktywacji Suede – zamiast wybuchu radości – u wielu wzbudziła raczej mieszane uczucia.

Nagrywając Bloodsports, muzycy bardzo dobrze zdawali sobie sprawę z faktu, że muszą bardzo uważać, aby nie przerodzić się w parodię samych siebie, bo granica pomiędzy powrotem do starego brzmienia, a powielaniem gotowych szablonów z przeszłości jest bardzo cienka.

Obawy o jakość nowego wydawnictwa spowodowały intensywną selekcję piosenek, w rezultacie czego wiele z nich wylądowało w koszu, a przeszły tylko najlepsze.

Precyzja z jaką zespół wstrzelił się w swoje dawne ja jest godna podziwu, zupełnie jakby czas nie istniał, a Brett i spółka mieli z powrotem po dwadzieścia kilka lat. Tętniące energią Barriers, Snowblind czy It Starts and Ends with You to nowe Trash lub Beautiful Ones. Stosunkowo proste akordy, szybkie tempo i uzależniające refreny to esencja Suede z czasów Coming Up. Dramatyczne Sometimes I Feel I’ll Float Away cofa nas w czasie do debiutu lub Dog Man Star, a z każdym kolejnym kawałkiem coraz bardziej tracimy poczucie rzeczywistości, dając ponieść się złudzeniu czasowemu. Jednak to nie do końca prawda, że Suede się nie zmienili, oni chcą nas uwieść opowieściami o powrocie do przeszłości, ale tak naprawdę są dojrzalsi, bardziej świadomi swoich możliwości i takie też jest Bloodsports. Jest to album nowoczesny, lecz mocno zakorzeniony w przeszłości. Może to zasługa Eda Bullera, producenta, który odegrał także rolę krytycznego selekcjonera piosenek, a może po prostu doświadczenia samych muzyków.

Po raz pierwszy od bardzo dawna album Suede został napisany z myślą o dwóch gitarzystach, stąd też nieprzeciętna zaciekłość i moc tych piosenek. Eteryczne Why Are You Not Telling Me prawie zupełnie pozbawione jest dźwięku gitary, ale ten krótki moment, w którym ona się odzywa, porusza każdy nerw w moim ciele. Jeśli ktoś wciąż uważa, że Suede bez Bernarda Butlera nie ma prawa bytu, to niech wsłucha się w to, jak gitary prowadzą piękne Sometimes I Feel I’ll Float Away i jak dodają smaku niby banalnemu, a jednak intrygującemu Hit Me.

Teksty to sprawa dyskusyjna, bo jak ocenić słowa typu: and I need you more than you need to be needed? Brett Anderson postrzega Bloodsports jako podróż od początku związku aż po jego koniec z uwzględnieniem wszystkich faz, jak i skutków ubocznych typu podejrzliwość, pasja i obsesja. Można mieć zastrzeżenia do jakości jego pisania, ale Suede zawsze tacy byli. Z tego powodu mówiło się o nich, że są zespołem dla dziewczyn, co dla nich akurat jest dowodem inności, a co za tym idzie – powodem do dumy.

Suede już w momencie nagrania debiutu stworzyli swój własny wszechświat – rozpoznawalny i niepowtarzalny. Całkiem spora grupa ludzi nie jest w stanie przełknąć teatralnego dramatyzmu w głosie Bretta Andersona i Bloodsports nic nie zmieni w tym temacie. Kto ich kochał – będzie ich wciąż kochać, kto nienawidził – także nie zmieni swojego zdania.

Nie ma więcej wpisów