Z Dawidem Korbaczyńskim z zespołu Mikromusic spotkałem się pewnego kwietniowego popołudnia w stolicy. Dawid przebywał wówczas w Warszawie i promował wydaną kilka tygodni wcześniej płytę pod tytułem Piękny koniec. O tym, jaką wspólnie z Natalią Grosiak mieli koncepcję na ten krążek, a także czyja moc sprawiła, że pierwszym singlem został utwór Takiego chłopaka przeczytacie w wywiadzie.

musicis.pl: Cofnijmy się na chwilę kilka miesięcy wstecz i opowiedz mi, proszę, o tym, jaki był początkowy koncept albumu Piękny koniec. Co pozmieniało się w trakcie prac na płytą?

Dawid: To nawet nie jest kilka miesięcy wstecz, tylko około półtora roku. Jedynym założeniem albumu było napisanie prostszych linii melodycznych, niż to robiliśmy poprzednio. Piękny koniec jest naszą najbardziej przemyślana płytą. Pisaliśmy piosenki, powstawało ich coraz więcej. Tak się złożyło, że akurat wtedy członkowie grupy Mikromusic byli dość poważnie zajęci innymi projektami, a jako że ja do cierpliwych nie należę, zabrałem się za aranżowanie materiału sam z pomocą Natalii Grosiak. Około 80% z tego przenieśliśmy na płytę podczas nagrań w studiu, więc tak naprawdę wiele niespodzianek po drodze nie było. Oczywiście kilka zdarzyło się na etapie postprodukcji, szczególnie w fazie miksu. Zawsze zdarzają się niespodzianki i ja takie nieplanowane sytuacje bardzo lubię. Czasami wręcz pracuję nad utworem na zasadzie zaskakiwania samego siebie. Jeszcze nie wiem co, ale wiem, że zaraz coś powstanie. Później następuje zetknięcie z rzeczywistością i albo pomysł trwa, albo ginie.

musicis.pl: Zadałem to pytanie nieprzypadkowo. Słuchając Waszego najnowszego krążka, wyobrażam sobie, jak wspólnie z Natalią (na początkowym etapie produkcji) zastanawiacie się, jak ma brzmieć Wasz nowy materiał i w pewnym momencie wychodzicie z założenia, że chcecie brzmieć zupełnie inaczej, niż na poprzednich wydawnictwach. Bardziej melodyjnie, aby dotrzeć do większego grona słuchaczy. Zamarzyła Wam się popularność?

Dawid: Generalnie jeszcze nigdy w naszej karierze nie stworzyliśmy niczego, co byłoby skierowane pod konkretnego odbiorcę. Staramy się robić takie płyty, których sami chcielibyśmy słuchać. Kiedy zaczynaliśmy pracę nad pierwszym krążkiem, byliśmy zajarani jazzem, trip-hopem, funky. Demokracja w zespole panowała większa, więc i materiał był bardziej eklektyczny, bo każdy dokładał do aranżacji i brzmienia to, co słyszał w głębi siebie. Jestem fanem nagrywania płyt szybko. Jest materiał, to trzeba go nagrać i wydać. Zarejestrować dany na ten moment stan umysłu i słyszenia muzyki. Płyty wydajemy mniej więcej raz na półtora roku. Dlatego też nie zrobilibyśmy już takiej płyty jak Sennik czy Sova. Teraz mamy czas piosenek.
Na Pięknym końcu jest utwór Biedronki w słoikach – pierwsza piosenka, którą skomponowaliśmy na nowy krążek. I to chyba ona właśnie zdefiniowała brzmienie albumu Piękny koniec. Minimalizm, szereg napięć i warstw, które się wzajemnie przeplatają i przenikają, jak w muzyce transowej. Spodobało nam się takie podejście do dźwięków i tym tropem poszliśmy. Częściowa zmiana charakteru brzmienia Mikromusic wynikła na zasadzie ewolucji, a nie rewolucji.

musicis.pl: Decydując się na wybór pierwszego singla (Takiego chłopaka), stwierdziliście, że to będzie tak nośny singiel, który pozwoli Wam się wdrapać na szczyty list przebojów i od tego momentu sława jest Wasza?

Dawid: (śmiech) Przy wyborze tego singla było zupełnie inaczej. Postanowiliśmy z Natalią, że utworem promującym naszą nową płytę będzie Za mało – pierwsza piosenka z krążka, smutny i chyba najbardziej reprezentatywny dla całej płyty utwór. Ale zdarzyło się tak, że puszczaliśmy nasz nowy album, jeszcze w fazie produkcji, naszym znajomym i przyjaciołom, i każdy stwierdził, że singlem promującym powinna być piosenka Takiego chłopaka. Skoro każdy tak twierdzi, to pomyśleliśmy, że faktycznie coś musi być na rzeczy. Wybraliśmy go na singiel i chyba dobrze zrobiliśmy (śmiech).

musicis.pl: Zdecydowanie, to był bardzo dobry wybór. Macie naprawdę przenikliwych znajomych (śmiech).
To jak to tak naprawdę jest z zespołem Mikromusic? To Wy się zmieniacie, czy publiczność w Polsce zaczyna doceniać dobre, ambitne polskie brzmienie? Bo nie wiem, czy to zauważyłeś, ale nagle w naszym kraju zaczęły powstawać naprawdę świetne płyty (i nie mówię tu o dokonaniach zespołu Hey czy Kasi Nosowskiej – chapeau bas), ale o takich artystach jak Monika Brodka, Mela Koteluk, Kari Amirian czy Domowe Melodie.

Dawid: Mówi się nawet o tym, że alternatywa wkracza do mainstreamu. Zastanawiałem się nad tym i wydaje mi się, że Polacy bardzo lubią rzeczy rzeczy, które są niepolskie. Z muzyką jest tak samo. Większość piosenek w radiu to produkcje zagraniczne. I nagle wydarzyło się coś niezwykłego. Stacje radiowe zaczęły puszczać muzykę polskich artystów, wcale niełatwą w odbiorze, nie będącą również kalką produkcji z USA czy Wielkiej Brytanii. Wyszło to trochę na fali zespołu Hey, który mając ugruntowaną pozycję na rynku muzycznym, mógł pozwolić sobie na nagranie płyty alternatywnej, która z dużym prawdopodobieństwem będzie puszczana w komercyjnych radiach. Tak się stało, a za tym poszli inni artyści, jak właśnie Monika Brodka czy pozostali, których wymieniłeś. Taka jest moja teoria. Nie wiem, ile w tym jest prawdy, ale ja zdecydowanie się z tego cieszę (śmiech).

musicis.pl: Sugerujesz, że niektórzy polscy muzycy z premedytacją przykładają taką kalkę i tworzą coś na wzór zachodniego grania?

Dawid: Myślę, że część rzeczywiście tak postępuje. Na zasadzie, że mi podobają się piosenki, które już kiedyś słyszałem, jak to mądrze powiedział inżynier Mamoń. Ma to miejsce w przypadku piosenek nietraktowanych artystycznie, ale jak produkty, które należy szybko i drogo sprzedać. Z drugiej strony jednak jesteśmy tym, czego słuchamy. Jeśli kręci Cię muzyka soul, to nawet podświadomie przejmujesz elementy stylu śpiewania np. Steviego Wondera. I nie jest to polska negatywna cecha, tylko charakterystyka muzyki jako takiej.

musicis.pl: W takim razie jaka jest na to rada?

Dawid: Polacy są romantykami. Zdecydowanie powinniśmy odnaleźć w sobie ten słowiański romantyzm, odróżniający nas od innych nacji i przekuwać go na twórczość – czy to jest muzyka, film, obrazy, cokolwiek związanego ze sztuką. W tym właśnie tkwi nasza moc.

musicis.pl: Jak to u Ciebie jest ze skromnością? Bo wydaje mi się, że artyści nie do końca lubią się chwalić swoimi dziećmi.

Dawid: Cenię sobie skromnych ludzi, ale pewnie chciałbyś zapytać, czy jestem dumny z płyty Piękny koniec, tak?

musicis.pl: Właśnie do tego zmierzam (śmiech).

Dawid: Uważam, że nagraliśmy świetną płytę i jestem z niej bardzo zadowolony. Nie szliśmy na kompromisy, nie naginaliśmy się do niczyjej woli, a przy tym mamy dobre recenzje i wielu ludziom krążek się podoba. Nie będę ukrywał – chciałbym, aby dotarła do jak największego grona słuchaczy, nawet po to, aby skonfrontować to, co ja myślę, z tym, co myślą o tej płycie inni.

musicis.pl: Piękny koniec to chyba trochę przewrotny tytuł na płytę, która – w moim mniemaniu – jest takim kluczem otwierającym nowy etap w Waszej twórczości.

Dawid: Masz rację. To jest koniec pewnej epoki zespołu Mikromusic, który do tej pory był lekko rozbrykany. Dziwne akordy i melodie, bardzo lubiliśmy się popisywać solówkami na koncertach (śmiech). Ten materiał jest bardziej ułożony, energia pochodzi z transowości i traktowania zespołu jako jednego organizmu.

Nie ma więcej wpisów