Niebezpiecznie jest zawiesić sobie poprzeczkę za wysoko. Łódzki duet Little White Lies, debiutując w zeszłym roku albumem Devils in Disguise, zawiesił ją chyba najwyżej, jak tylko potrafił sięgnąć, a sięgnął naprawdę wysoko. Teraz częstują swoich fanów nie kolejnym muzycznym posiłkiem, a czymś w rodzaju deseru po bardzo sytym obiedzie. Choć chyba każdy w tym momencie przyzna mi rację – deser to najprzyjemniejsza część posiłku.

EP-ka In Word and Deed została wydana w dość niezwykłej, jak na obecne czasy, formie. Mianowicie cztery kawałki zamknięte są w małym plastikowym pudełku, w którym znajduje się biała kaseta magnetofonowa. I już z tego powodu najnowsza EP-ka Little White Lies zasługuje na uwagę.

W dodatku ci, którzy lubią kolekcjonować płyty i kasety, muszą się pospieszyć, ponieważ In Word and Deed wydano w limitowanej serii 50 egzemplarzy. Każda kaseta jest ręcznie numerowana i posiada kod pozwalający pobrać jej wersję cyfrową.

Niełatwo to przyznać, ale utwory na In Word and Deed brzmią pełniej, bardziej soczyście i po prostu lepiej, niż te, które usłyszeliśmy na zeszłorocznym debiucie. Kasia znów pokazuje swój rockowy pazur, perfekcyjnie operując charakterystycznym wokalem, a Zbyszek potrafi idealnie uwypuklić największe zalety głosu partnerki, jednocześnie nie pozostając w cieniu jej charyzmy. Oni po prostu działają jak jeden organizm, u którego wszystkie życiowe funkcje warunkowane są przez te dwa najważniejsze narządy. Jak widać, wystarczy dodać do tego perfekcyjnego duetu perkusję, aby kompozycje nabrały zupełnie nowego wyrazu, a jednocześnie pozostały w charakterystycznym, brudno garażowym brzmieniu do jakiego Little White Lies przyzwyczaili odbiorców. EP-ka trzyma doskonały poziom, brzmi bardzo spójnie. Jedynym minusem jest to, że całość zamyka się po nieco ponad trzynastu minutach.

Trzy nowe kawałki i jeden znany, lecz nagrany w nowej wersji, nie są jednak w stanie nasycić, a jedynie pobudzają apetyt. Samo brzmienie duetu (teraz już właściwie tria) nie przeszło żadnej metamorfozy – nadal są to ci sami Little White Lies, których znamy. Tylko czy w ich przypadku metamorfoza jest potrzebna? Little White Lies to nie jest już tylko nazwa – to swego rodzaju marka, od której oczekujemy produktów na określonym poziomie. Jednak trudno EP-kę stawiać na ringu naprzeciw pełnowymiarowej płyty. Dlatego też uznajmy, że nowe wydawnictwo stanowi w tym przypadku wspomniany już przeze mnie deser, swego rodzaju dopełnienie albumu, a na rozliczenie poczekamy do kolejnego długogrającego krążka. Miejmy tym samym nadzieję, że Kasia i Zbyszek nie wpędzą sami siebie w pułapkę i przy kolejnym wydawnictwie nie będzie tak, że znów otrzymamy jedynie dopełnienie, a nie nowe, kompletne dzieło.

Nie ma więcej wpisów