Czuję, że ten koncert pozostanie na długo w mojej pamięci. A mowa o występie gorzowskiego duetu UL/KR w poznańskiej Strefie Kultywator. Panowie zawitali do stolicy Wielkopolski w środę 8 maja i zapełnili wnętrze Strefy po brzegi.

Kiedy nastała godzina koncertu, ogromne okna Strefy Kultywator zostały szczelnie zakryte ciemnymi zasłonami. W pomieszczeniu rozbrzmiały pierwsze dźwięki nieco mrocznej elektroniki serwowanej z niezwykłym wyczuciem muzycznego smaku i właśnie w tym momencie rozpoczęła się magia – prawdziwa magia muzyki, która zahipnotyzowała każdego. Grali bez zbędnych przerw między jedną a drugą piosenką – muzyka płynęła czysto, ciągle – nie było oklasków, nie dochodziły do nas rozmowy. Stałam tam zupełnie bezbronna, otoczona subtelnymi dźwiękami płynącymi do mnie wprost ze sceny. Okazało się, że nie trzeba było zasłaniać okien, aby stworzyć klimat – stworzyła go muzyka, dzięki której chyba każdy, kto był obecny tego dnia w Strefie, nie żałował swojej decyzji ani chwili.

Podczas koncertu zabrzmiały zarówno utwory z debiutanckiego krążka gorzowian, jak i te pochodzące z ostatniej ich płyty pt. Ament. Na mnie jednak największe wrażenie wywarły utwory, dzięki którym Polska dowiedziała się o istnieniu tak niezwykłej perły muzycznej, jaką bez wątpienia jest duet Błażeja Króla i Maurycego Kiebzaka-Górskiego. Gdy Król wyśpiewał pierwszą linijkę Po tak cienkim lodzie – na moich rękach pojawiła się gęsia skórka i to chyba najlepszy dowód na to, jak wyjątkowy był to wieczór. W dodatku trzeba przyznać, że głos Błażeja na żywo brzmi naprawdę imponująco. Nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby się do kogoś w trakcie koncertu odezwać, żeby się ruszyć choć o milimetr – nie chciałam burzyć sobie tego hipnotycznego stanu. Nie chciałam przeszkadzać ani muzykom na scenie, ani ludziom wokół, ani tym bardziej samej sobie. Z każdą minutą koncertu w Strefie Kultywator było goręcej, bardziej parno, duszno – i to nie tylko za sprawą wysokiej temperatury na dworze i szczelnie zasłoniętych okien, tutaj zadziałały emocjonalne kompozycje chłopaków i natchniony głos Błażeja wypełniający każdy cal sali.

Kiedy skończyli – oklaskom nie było końca. My poznaniacy mieliśmy tam swoje kilkadziesiąt minut magii obnażającej wszelkie, nawet te najgłębiej ukrywane emocje. Oby ta magia szybko do nas powróciła, a nie tak, jak zapowiadali muzycy – dopiero za cztery lata.

Nie ma więcej wpisów