Miesiąc temu Deerhunter znokautowali krytyków i fanów brawurowym występem u Jimmy’ego Fallona, podczas którego Bradford Cox (a raczej jego nieco gotyckie alter ego, Connie Lungpin) wraz z zespołem zaprezentowali pierwszy, tytułowy singiel z nowej płyty. Było głośno, było garażowo, był shoegaze. Na Monomanii Deerhunter wracają do mocniejszego, zdecydowanie gitarowego brzmienia. I jest to dobry powrót.

Ta zmiana frontu po rozmarzonym Halcyon Digest słyszalna jest już od pierwszych utworów. Głos Coxa znów jest szorstki, zadziorny, poddawany całej gamie efektów – od zniekształcenia i echa, do rozmycia. Leather Jacket II, oparty na genialnym w swej prostocie riffie, to absolutnie fantastyczny, wściekły gitarowy hymn, który brzmi bardziej jak próba w garażu niż wersja studyjna. To brudne gitary i surowy noise rock, jednak w tym hałasie ani nie chwilę nie ginie melodia. Pensacola stanowi, zdaje się, nawiązanie do południowych korzeni z Georgii, jest w niej jakaś swojskość, atmosfera słonecznego Deep Southu (tytułowa miejscowość leży zresztą w sąsiedniej Florydzie). Trzaski, zakłócenia i sprzężenia na singlowej Monomanii w perwersyjnie przyjemny sposób kaleczą uszy, a dwie ostatnie minuty przekształcają się w kakofoniczną ścianę dźwięku.

Ale gitarowy rozgardiasz nie trwa przez cały czas. Blue Agent czy T.H.M. są już bardziej stonowane, przejrzyste, lżejsze. W The Misssing na wokalu zamiast Coxa usłyszymy Locketta Pundta, jednak efekt tej zamiany ról wpisuje się bardziej w stylistykę jego solowych dokonań pod szyldem Lotus Plaza – nieco odstaje od atmosfery krążka. Na dodatek, w porównaniu z tak błyskotliwymi w swej paranoi nagraniami jak wspomniane Leather Jacket II czy Monomania, reszta materiału zdaje się tracić na wyrazistości. Jakby w ostatniej chwili muzycy nie zdecydowali się wykorzystać potencjału i ciętego charakteru tej płyty, odpuścili, zagrali zachowawczo.

Jak by nie patrzeć – Monomania to udany album. Pytanie tylko, czy od zespołu pokroju Deerhunter na pewnym etapie nie powinno się oczekiwać czegoś więcej? Jeśli tak, to chyba czegoś zabrakło. Jeśli nie – nagrali po prostu kolejne świetne wydawnictwo. I z pewnością ten najnowszy materiał zostanie w dużej mierze zaprezentowany na tegorocznym OFF Festiwalu. Kto jeszcze nie może się doczekać?

Nie ma więcej wpisów