Bez twarzy, bez nazwisk, za to z przebojem. Tak zaczęła się internetowa, a teraz sięgająca poza sieć, kariera MS MR. Wszystko za sprawą utworu Hurricane, który zdobył serca użytkowników jednego z serwisów mikroblogowych. Tam też  pojawiła się pierwsza EP-ka zespołu, którą można określić jako zbiór elementów chillwave, gloom i popu. W końcu też sam duet zaczął określać swoją twórczość jako tumblr-glitch-pop.

Jak się okazało, pod pseudonimem kryją się Lizzy Plapinger oraz Max Hershenow – para, która z początku wydawała się być kolejnym efemerycznym, chwilowo modnym zjawiskiem. Wszystko dopełniał ich blog pełen dziwacznych fotografii i zatrzymanych w czasie kadrów. Wreszcie też wizualizacja teledysków MS MR okazała się być serią nietuzinkowych, przykuwających uwagę obrazów. Takim był właśnie klip do ich pierwszego singla.

Z tego wszystkiego można ulepić sobie wizerunek duetu, który celnie trafia na co bardziej hipsterskie odtwarzacze. I w tej akurat sprawie można się nieco mylić. Bo choć zespół klasyfikowany jest jako indie-pop i kojarzony z mieszanką nostalgicznego, podniosłego i klimatycznego popu, to jest przy tym całkiem… mainstreamowy. Natychmiast falę wznoszącą podchwycili producenci serialu Gra o tron, którzy w promocji najnowszej serii telewizyjnego show użyli ich utworu Bones. Ich kawałki zostały do tej pory zmiksowane przez CHVRCHES, Kelego, Cheta Fakera czy Twin Shadow. Popularność przyniosła im też umiejętność porywania publiczności podczas koncertów. Magazyn The Village Voice określił ich występ jako odurzający, z kolei Time Out New York nazwał ich odświeżającą falą nastrojowego popu.

W końcu, po czasie spędzonym na dawaniu występów przed Marina and the Diamonds oraz Grouplove, płyta Secondhand Rapture – która pierwotnie miała trafić do sklepów jesienią ubiegłego roku – miała swoją oficjalną premierę 14 maja. Na album składa się 12 utworów, w tym cztery znane z pierwszej EP-ki zespołu zatytułowanej Candy Bar Creep Show.

Wspólne prace na tym krążkiem duet zaczął w 2010 roku, nagrywając w domowym studio Maxa w Brooklynie. On też odpowiada za całość produkcji, a miksem zajął się Tom Elmhirst, znany chociażby ze współpracy z The Black Keys czy Adele. Sprawa z tą drugą wokalistką również jest nieprzypadkowa, bo głos Lizzy wydaje się być w wielu momentach podobny do barwy Brytyjki. Kolejne porównania zahaczają o inspiracje wokalne Florence Welch czy Ellie Goulding.

Latem zespół rusza w europejską trasę koncertową promującą ich debiutancką płytę.

Nie ma więcej wpisów