Alpaki to takie przyjemne zwierzątka. Do tego są teraz w modzie – zbliża się pierwsza warszawska edycja Wystawy Alpak, wydarzenie już doczekało się swojej strony spotted, a odzież spod szyldu Don’t Touch My Llama! (bo lama to taka alpaka, tylko trochę większa) wyprzedaje się w godnym podziwu tempie. Ale, jak się okazuje, alpaka to nie tylko pocieszny obiekt do utrwalenia na koszulkach, może też posłużyć za inspirację do nazwania zespołu. I tak stało się w przypadku nowojorskiej formacji dowodzonej przez Chrisa Kittrella. Jego trio dosłownie za moment wydaje pierwszą EP-kę zatytułowaną po prostu Baby Alpaca.

Początki muzycznej działalności Kittrella to jeszcze rok 2010. Wtedy to, jako artysta solowy, wydał debiutanckie cztery utwory na EP-ce pt. True Heart. Pierwsze kroki Chrisa to, jak sam wyznaje w jednym z wywiadów, gra na autoharpie, śpiewanie w wannie i pisanie piosenek o swoim pupilu rasy chihuahua. Sytuacja zmienia się, gdy w Nowym Jorku poznaje gitarzystę Zacha McMillana i perkusistę Roberta Phillipsa. Panowie mają na koncie już ponad 100 utworów i nagrywają pod szyldem wytwórni Atlas Chair Records. Zaledwie parę dni temu umieścili w sieci absolutnie fantastyczny teledysk do równie fantastycznego pierwszego singla – Sea of Dreams.

Niespełna czterominutowy kawałek to tylko (i aż) oszczędna w akordach gitara, parę uderzeń w klawisze fortepianu i ten głęboki, rozmazujący się dzięki efektowi echa, wokal Chrisa. Jest marzycielsko, nastrojowo i sugestywnie. Do tego trudno chyba o lepszą ilustrację wizualną, niż tę przygotowaną przez samego Kittrella. Klip do utworu został bowiem zainspirowany… snem. Żaglowce, obłoki, zeppeliny, wszystko unosi się, dryfuje i przekształca zgodnie z brakiem logiki, jaką rządzą się senne marzenia.

Co jeszcze zrodziło się z uśpionej podświadomości Baby Alpaca? Przekonamy się już 25 czerwca, kiedy pierwsze wydawnictwo zespołu ujrzy światło dzienne. A długogrający album? Najpewniej jeszcze w tym roku.

Nie ma więcej wpisów