Może drażnić – szczególnie w chillwave’owym singlu czy też w Pogromcy smoków – wokalna maniera Piotra Jabłońskiego, który dość nosowo akcentuje końcówki. Ale to właściwie jedyna tak poważna rysa, z powodu której Najmniejsze przeboje można odrzucić po jednokrotnym przesłuchaniu. Chyba, żeby zacząć obrażać się na teksty, które zamiast w zrozumiałej dla większości angielskiej formie, wyśpiewywane są w języku ojczystym. Ale to właśnie one nadają zespołowi tego drygu. Bez tej zabawy słowem może i chwytliwy hook oraz refren Słonia nie potrzebowałby wiele więcej, jednak w takiej swojskiej formie wybrzmiewa idealnie. A i większość melodii z albumu działa uzależniająco.

Typowe rockowe podrygi zespół przedziela różnymi elektronicznymi elementami. Taki jest chociażby O kobietach, który wcale nie jest próbą nawiązania polemiki z Nosowską, choć tytuł ten może mylić. Cztery minuty gitarowego intro to miks głównego i jedynego hasła utworu – bo wy w ogóle nie rozumiecie kobiet. I żeby jeszcze bardziej skontrastować to z powyższą artystką, Łagodna Pianka nie szczędzi swoich gitarowych umiejętności. Energię i możliwości zespołu pokazuje 30 minut wieczorynki, a Oka w rosole stylistycznie – nie mówiąc już o samym wokalu – skradają publikę charakterystycznym dla Much refrenowym przesterem, właściwą dla nich aranżacją gitar. Co jednak ważniejsze, nie wpisują się w tendencję bycia kopią starszego zespołu, ale – dalej dzięki swojej tematyce i wokalowi – zostają piankowe.

Same teksty również nie idą w storytelling konkretnych polskich wykonawców, choć Łagodna Pianka zahacza gdzieś o stylistykę Hurt i jemu podobnym zespołów. Jednak w tych dość niepoważnych dla wielu tematach można znaleźć przykłady poważniejszych obserwacji: a oka w rosole kątem patrzą na telewizyjny przecier / wolą to, niż pływać na pierwszej stronie w gazecie. Oczywiście są elementy miałkie, takie jak Akwarium czy Chłopczyk i ulubiona piłeczka, w którym tekst wyśpiewywany jest wraz z melodią, bez zachowywania rytmu i standardowych metod śpiewu. Ale sam numer, mimo ciekawego myslovitzowskiego szumu na końcu – jest niezbyt porywający, przydługi, a przez ten zabieg ciężki.

Łagodna Pianka nie powinna być brana na serio, bo oni bawią się tym, co robią – wszelkimi pastiszowo brzmiącymi tekstami. Jeśli więc ktoś nie martwi się o wysmarowanie łagodną pianką z powodu marzeń o byciu słoniem czy superbohaterem, który zabił smoka i spawa ramy do zbudowania akwarium, to Najmniejsze przeboje są idealną, choć wybitnie surrealistyczną, odtrutką na polską muzykę pop.

Póki co, największe zmagania okazują się związane z okładką, która jest po prostu zła. Ale to, co w środku, wynagradza w dużym stopniu kwestię wizualną zespołu.

Nie ma więcej wpisów