Z pewnością doskonale zdajecie sobie sprawę z tego, że w momencie pojawienia się świetnej piosenki, która w sekundzie staje się hitem nuconym pod nosem przez co drugą osobę, od razu w YouTube i innych serwisach, w których można umieszczać nagrania audio lub wideo, pojawiają się covery tego utworu. Czasem jest nawet tak, że za nagranie własnej wersji takiego hiciora bierze się ktoś naprawdę wielki (w sensie muzycznym oczywiście). Niestety, jak to z coverami bywa, nie wszystkich chce się słuchać, a autorzy tych, których słuchanie zakrawa o tortury, powinni smażyć się w piekle do końca swego żywota. Jednak wśród masy tych złych i nijakich są takie, które zapierają nam w piersiach, a niektóre nawet pobijają oryginał.

Hicior, który mam w tym miejscy na myśli, to Get Lucky grupy Daft Punk. Ponieważ ostatnio zachwycałam się coverem tego kawałka nagranym przez młodego brytyjskiego muzyka George’a Barnetta, a wcześniej wsłuchiwałam się w subtelną wersję w wykonaniu Daughter, postanowiłam pokopać głębiej. Oczywiście trafiłam na ogrom takich coverów, którymi raczej nie warto dzielić się z innymi, ale myślę, że na poniższe dwa wykonania warto zwrócić uwagę.

Pierwszy to sprawka electropopowej grupy The Special Ks pochodzącej z Brighton w Wielkiej Brytanii. Ten pięcioosobowy skład ma już na swoim koncie występy przed takimi muzykami jak Fenech Soler oraz Metronomy. Podczas koncertów udowadniają, że naprawdę posiadają spory talent i nic w ich muzyce nie jest dziełem przypadku. Zadebiutowali albumem BOA wydanym z ramienia małej wytwórni Candelion Records, a wyprodukował go Julian Simmons.

Drugie nagranie, które pozytywnie zaskakuje, to Get Lucky w lekkiej wersji reggae. Jej autorem jest pochodząca z Rotterdamu grupa Postman – muzycy, dla których charakterystyczne jest łączenie w swoich produkcjach elementów muzyki reggae z hip-hopem. W tym roku przypada dwudziestolecie ich istnienia, więc mamy do czynienia raczej z wyjadaczami scenicznymi, niż młodziakami chcącymi zaistnieć. W międzyczasie skład zespołu zmieniał się niejednokrotnie, lecz teraz powracają na scenę ze zdwojoną siłą i z pewnością jednym z takich uderzeń jest ich wersja przeboju Daft Punk.

Generalnie, żadnemu z tych coverów nie można niczego zarzucić. Dla mnie jednak numerem jeden pozostaje George Barnett i jego energetyczna bomba. Ciekawe, kto jeszcze weźmie na warsztat Get Lucky i czym będzie chciał wszystkich zaskoczyć? Może doczekamy się jakiejś drapieżnej rockowej wersji lub czegoś bardziej melancholijnego?

A Wam, który z tych coverów podchodzi najbardziej?

Nie ma więcej wpisów