Roszady w składach zespołów nie są niczym nowym. Czasami, by grupa mogła iść dalej, musi z niej odejść jeden członek. Zdarza się także, że muzycy nie wytrzymują presji związanej z nagłą popularnością lub po prostu chcą się poświęcić innym projektom. Przykłady można mnożyć w nieskończoność, ale niektóre potrafią naprawdę zaskoczyć, tak jak informacja, która została niedawno umieszczona na stronie Tame Impala.

W paru zdaniach Australijczycy przekazali smutną wiadomość – basista Nick Allbrook podjął decyzję o odejściu z grupy. Co dalej z zespołem? – takie pytanie zadają sobie teraz pewnie wszyscy fani. Mogę Was jednak uspokoić, wszystko wskazuje na to, że rozstanie odbyło się w pokojowej atmosferze. Ciekawy jest fakt, że ostatni koncert z Tame Impala Nick zagrał w Belvoir Amphitheatre w Perth, w miejscu, w którym kwartet po raz pierwszy wystąpił wspólnie. Jak widać, historia Allbrooka w niesamowity sposób zatoczyła koło.

Niewiele zespołów w ostatnim czasie miało tyle sukcesów, co Tame Impala, tym bardziej może dziwić decyzja basisty. W jednym z wywiadów przyznał, że koniec koncertowania nie oznacza dla niego końca pracy. Wszystkie zespoły, projekty będą działały dalej, po prostu trudno to wszystko utrzymać, jeśli bez przerwy jest się w trasie. Jedynym minusem jest to, że nie będę się teraz codziennie widywał z moimi kolegami. Kocham ich bardziej niż cokolwiek innego – powiedział.

Reszta grupy wypowiedziała się równie pochlebnie o swoim byłym koledze z zespołu. W specjalnym oświadczeniu życzyli swojemu bratu powodzenia we wszystkich niesamowitych projektach, na które znajdzie teraz czas. Miłe. Gdyby tylko wszyscy artyści rozstawali się w tak przyjaznej aurze.

Przypomnijmy, że za półtora miesiąca Tame Impala w odmienionym składzie zawita do Polski w ramach Open’era. Na scenie Nicka zastąpi Cam Avery.

Nie ma więcej wpisów